35 Rozdział
Oczami Justina:
Razem z chłopakami pojechaliśmy do sklepu z artykułami dziecięcymi. Byłem bardzo podekscytowany, bo chciałem wybrać idealny wózek dla naszego maluszka. Chłopaki wpadli do tego sklepu jak banda rozwydrzonych bachorów i rzucili się na zabawki.
-Jus, patrz jakie fajne! -krzyknął z drugiego końca pomieszczenia Austin i zaczął wymachiwać pluszowym misiem.
-Justin kup mi autko! -krzyknął rozbawiony Austin i grzebał w pojemniku na samochodziki. Klepnąłem się w czoło i podszedłem do ekspedientki, która przyglądała się wygłupom chłopaków i patrzyła na nich jak na jakiś idiotów. Nie dziwię się jej.
-Dzień dobry -przywitałem kobietę i posłałem jej swój piękny uśmiech.
-Dzień dobry
-Przepraszam panią za nich. On jeszcze nie dorośli -powiedziałem, a kobieta prychnęła śmiechem.
-Nic nie szkodzi. Pomóc w czymś panu? -zapytała miło.
-Tak. Szukam wózków dziecięcych. -Powiedziałem i podrapałem się po karku.
- Stoją tam -wskazała na wystawę wózków.
-Dziękuję -podziękowałem i podszedłem do stoiska. Było ich od groma dużo. -Chłopaki chodźcie tu!
-Co jest Jus? -zapytał Cody, a zaraz po nim zbiegli się wszyscy.
-Musicie pomóc mi wybrać wózek.
-OK -powiedzieli chórem.
-A to będzie dziewczynka czy chłopiec -zapytał Ryan.
-Jeszcze nie wiadomo. To za szybko. -Powiedziałem i zacząłem oglądać wózki.
-Idioto to jak ty chcesz wybrać -powiedział Fredo i puknął się w głowę.
-Przecież można kupić zielony, niebieski lub jakiś inny. Nie musi być różowy, tak? -Wzruszyli ramionami i zaczęli przeglądać wózki.
-Ten jest fajny -powiedział Chris i wskazał na fioletowy. -Twój ulubiony kolor, Jus.
-Dla chłopczyka fioletowy?
-A co jeśli będzie dziewczynka? -zapytał Chris.
-A co jeśli będzie chłopiec -zapytałem głupio.
-No dobra -machnął ręką i dalej oglądał.
-Justin obczaj ten! -krzyknął Cody i przywołał mnie ręką. Szybko do niego podbiegłem. Cody wskazał na wózek. Był idealny. -Fioletowo-czarny. Nie chciałeś całego fioletu, bo co jeśli chłopak, ale to wasz ulubiony kolor więc fajnie bo jest jeszcze czarny.
-Jest super. Chłopaki! -zawołałem i przybiegli.
-Co myślicie? -zapytałem i wskazałem na wózek.
-Super! -wszystkim się podobał. Wziąłem go i zawiozłem do kasy.
-Justin pasuje ci! -krzyknął za mną Fredo. Uśmiechnąłem się sam do siebie.
-Wezmę ten -powiedziałem do sprzedawczyni.
-Dobrze. Ja go złożę. -Powiedziała i wyszła zza lady. Podeszła do wózka i szybko go złożyła. -700 zł - Podałem jej pieniądze i wziąłem pod pachę wózek. Cody wziął nosidełko które było do wózka i wpakowałem wszystko do bagażnika.
-To gdzie teraz? -zapytał Ryan, a wszyscy wsiedli do auta.
-Do McDonald's ! -krzyknąłem i ruszyłem.
Oczami Nicole:
Razem z Jennifer kupiliśmy masę rzeczy. Najbardziej podoba mi się ta sukienka, a do tego kupiłam te szpilki. Wszystko było cudowne. Spodobała mi się również ta i ta bluzka. Kupiłam też spodnie, spódnicę, legginsy (każde), buty, buty, balerinki, szpilki i torebkę. No więc obładowane wróciłyśmy do auta i wrzuciłyśmy nasze zakupy.
-To co obiad? -zaproponowałam, bo byłam mega głodna.
-Jasne. Umieram z głodu.
-Ja tak samo. -ruszyliśmy do naszej ulubionej restauracji, a po drodze gadałyśmy sobie.
-Jak tam samopoczucie? -zapytała Jenn.
-No wiesz nie licząc wymiotów, hormonów i zachcianek to dobrze, a skoro mowa o zachciankach to mam ochotę na lody czekoladowe -oblizałam się na samą myśl, a Jennifer szeroko się uśmiechnęła.
-To fajnie. Mam do ciebie pytanie.
-Wal śmiało.
-OK. Czy wy planowaliście dziecko? -zrobiłam wielkie oczy i popatrzyłam na nią. -No co?
-Skoro chcesz wiedzieć.... To nie. To wyszło niespodziewanie, ale i tak bardzo się cieszę.
-To wy nie zabezpieczaliście się? -zdziwiła się.
-Wiesz..... Szczerze mówiąc to nie wiem -mówiłam prawdę. Nie pamiętam czy Justin miał gumkę.
-Spoko -powiedziała rozbawiona Jenn i zajęła miejsce przy stoliku. Zamówiliśmy obiad i w ciszy go zjadłyśmy, popiłyśmy sokiem pomarańczowym, zapłaciłyśmy i wyszłyśmy. -To co teraz?
-Lody! -pisnęłam.
-Ach no tak zapomniałam. -uśmiechnęła się Jenn i zatrzymała w lodziarni.
-Jakie dla pań? -zapytała sprzedawczyni.
-Dla mnie średnie jabłkowe -założyła zamówienie Jennifer.
-A dla pani?
-Hyyy. Ja poproszę mega czekoladowe z polewą owocową, posypką tęczową i jagodami na wierzchu. - Powiedziałam i wyjęłam z portfela pieniądze. Sprzedawczyni wydawała się zaskoczona moim zamówieniem. Postanowiłam, że jej wyjaśnię. -Ja jestem w ciąży. -Powiedziałam i z uśmiechem pogłaskałam się po brzuszku.
-Rozumiem. Gratulacje. -Powiedziała sprzedawczyni i podała mi moja lody.
-Łał to się nazywa zamówienie -powiedziała Jenn i zabrała się za jedzenie swoich.
-No wiesz -zaczęłam się śmiać i cała upaćkałam się lodami.
-Muszę zrobić ci fotkę -powiedziała Jennifer i wyjęła z kieszeni iphona. Zrobiła mi zdjęcie na którym jestem cała brązowa od lodów i jeszcze z łyżeczką w dłoni. -Wyślę Jusowi.
-Nie! -krzyknęłam.
-Tak. -spróbowałam wyrwać jej telefon, lecz nic to nie dało.
-Jenn, nie.
-Za późno wysłałam.
-Siksa. -zaczęłyśmy się śmiać, aż poczułam wibrację telefonu z mojej kieszeni. Wyjęłam go i przejechałam po ekranie.
/Rozmowa?
-Tak, słucham?
-Cześć kochanie.
-Hej skarbie, co jest?
-Smacznego.
-Dostałeś?
-No. Chłopakom też się podobało.
-Nieee.
-Oj tak.
-Justin!
-No co? Muszę się pochwalić, że mam taką piękną dziewczynę.
-Yhyy.
-Kiedy będziesz w domku.
-Za chwilkę, a co?
-Nic. Mam dla ciebie niespodziankę.
-Na prawdę?
-Nooo.
-A jaką?
-Jak ci powiem to już nie będzie niespodzianki.
-Ok już wracamy.
Rozłączyłam się i wrzuciłam telefon do torebki.
-Chodź szybciej. -Pociągnęłam Jenn za rękaw.
-Co się stało? Pali się?
-Justin ma niespodziankę.
-Aha no to chodź. -wsiadłyśmy do windy i zjechałyśmy na parking. Szybko wsiadłyśmy do auta i pojechałyśmy do domu.
________________________
Dalej brak komci. Widzę, że wchodzicie i czytacie, ale nie wiem czy wam się podoba. Możecie pisać z anonima to w czym problem. Kocham Was i chcę znać waszą opinię. Czy za wiele wymagam?? :*
super <33 !!!
OdpowiedzUsuńDziękuję. Nawet nie wiesz jaką radość mi sprawiłaś/eś tym komentarzem. W końcu się doczekałam :D Kocham :**
Usuń