poniedziałek, 2 września 2013

29 Rozdział

29 Rozdział

Oczami Nicole:
Pojechaliśmy do największego supermarketu w mieście po rzeczy na imprezkę. Justin w aucie obdzwonił już wszystkich i wszyscy się zgodzili. Jennifer i Austin akurat wrócili dzisiaj do domu więc chętnie wpadną tak jak reszta. Z pod sklepu wzięłam wózek i weszliśmy do sklepu.
-Wsiadaj. -Powiedział Justin i wskazał na wózek.
-Co?
-No to co słyszałaś. Wsiadaj do wózka -powiedział z uśmieszkiem. Nie miałam nic przeciwko więc posłusznie wykonałam polecenie. Justin pchał wózek przez całą drogę, było tak jak kiedyś przed imprezą u Jenn. Pakowaliśmy do wózka przeróżne rzeczy. Lody, żelki, chipsy, chrupki, ciastka, napoje, słodycze i alkohol. -Wiesz, że nie będziesz piła -przypomniał mi Justin. Czy ja jestem jakaś głupia? Przecież dobrze wiem, że nie mogę.
-Justin wiem.
-To dobrze. -pocałował mnie w czubek głowy i poszedł do kasy. Rozpakował wszystko na taśmę, a ja dalej siedziałam w wózku i śpiewałam coś pod nosem. Jus zapłacił i wyszliśmy ze sklepu obładowani torbami. Wszyscy mieli wpaść o 19, a była 17, więc mieliśmy jeszcze dwie godziny. Władowaliśmy zakupy do bagażnika i pojechaliśmy do domu Justina. -Nicole ja bardzo chcę, abyś ze mną zamieszkała- znów poruszył ten temat. 
-Justin rozmawialiśmy już o tym.
-Ale powiedz mi dlaczego nie chcesz zamieszkać ze mną? -powiedział i gwałtownie skręcił. Zebrało mi się momentalnie na wymioty.
-Justin zatrzymaj się. -powiedziałam i złapałam nerwowo jego dłoń.
-Ale dlaczego? Co się stało? -Dopytywał się.
-Zatrzymaj się.
-Dlaczego?
-Zatrzymaj się mówię!  -krzyknęłam i gwałtownie stanęliśmy. Wyleciałam szybko z wozu i pobiegłam przed siebie. Stanęłam na trawie i zwróciłam. Gdy skończyłam poczułam czyjeś dłonie głaszczące moje plecy uspokajająco. Odwróciłam się i zobaczyłam Justina.
-Wszystko w porządku? -zapytał troskliwie.
-Teraz tak. -Powiedziałam i wróciłam na pobocze, gdzie stało auto. Wsiadłam do środka i wyjęłam z torebki miętówki. Wzięłam dwie i zjadłam. Zaraz po mnie w samochodzie pojawił się Justin. Zapiął pas i odpalił silnik. Jechaliśmy dość spokojnie.
-Odpowiesz na moje pytanie?
-Ale jakie? -udawałam, że nie wiem o co mu chodzi. Strasznie lubiłam się z nim droczyć.
-Nie udawaj. Chodzi o wspólne mieszkania. -westchnęłam ciężko i pokręciłam się na fotelu.
-No, bo chodzi o to, że.......No bo ja nie chcę być ciężarem. -wydusiłam z siebie.
-Co?! Jakim ciężarem? Nicole co ty gadasz?
-No wiesz kobieta w ciąży to same zachcianki i humorki. Będę miała zmienny nastrój i będziesz musiał spełniać każdą zachciankę jak lody, ciastka, ogórki i takie tam. -zaczęłam wymieniać, a on się uśmiechał sam do siebie.
-Ja się na to piszę -powiedział.
-Nie będzie cię to irytować?
-Nicole ja chcę być z tobą w tym okresie. -powiedział i stanął. Nawet nie zauważyłam, że byliśmy już na miejscu. 
-Skoro tak to się zgadzam. Jutro pojadę po swoje rzeczy. -uśmiechnęłam się i pomału wysiadłam. Pomału, bo każdy gwałtowny ruch przyprawiał mnie o mdłości. Mam nadzieję, że to szybko minie.
-Super! -krzyknął Justin i wyjął z bagażnika wszystkie zakupy. Otworzyłam mu drzwi i weszliśmy do środka.

Oczami Justina:
Tak się cieszę, że Nicole zgodziła się jednak ze mną zamieszkać. Chciałem spędzić z nią resztę swojego życia. Weszliśmy do domu i rozłożyliśmy zakupy na stole w jadalni.
-Ty zajmij się alkoholem, a ja przekąskami. -Rozporządziła moja dziewczyna. Pokiwałem głową i zabrałem się do roboty. Wypakowałem z reklamówek wszystkie butelki wódki, piwo, szampana do oblania nowego Biebera i najróżniejsze alkohole. Przygotowałem drinki i rozłożyłem butelki na stołach i blacie. Zajrzałem co robi Nicole. Właśnie kończyła rozsypywać żelki. Poszedłem do łazienki. Odświeżyłem się i przebrałem. Użyłem perfum i wyszedłem. Nicole też zdążyła się już przygotować. Właśnie nalewała sobie do szklanki wodę. Podszedłem do niej od tyłu i mocno przytuliłem. Tak ją wystraszyłem, że podskoczyła i wylałą wodę na kredens. 
-Justin! -krzyknęła. -Chyba nie chcesz, żebym dostała zawału.
-Oczywiście, że nie kicia. -posłałem jej zawadiacki uśmieszek. Wzięła ściereczkę, aby powycierać rozlaną wodę, lecz wyrwałem jej szmatkę i sam to zrobiłem. gdy skończyłem usłyszałem dzwonek do drzwi i głośne wtargnięcie do domu. Tak, to byli nasi przyjaciele.
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz