niedziela, 15 września 2013

42 Rozdział

42 Rozdział

Oczami Nicole:
Ocknęłam się prze bardzo ostre światło świecące na moje oczy. Lekko je otworzyłam i dostrzegłam fakt iż jestem w szpitalu. Przeraziłam się. Otworzyłam szerzej oczy i ujrzałam Justina siedzącego obok mnie na drewnianym krześle. Trzymał moją dłoń i....płakał. On płakał. Nie wiedziałam dlaczego. Ścisnęłam jego dłoń, a on spojrzał na mnie.
-Nicole -szepnął i się uśmiechnął, lecz łzy dalej leciały niekontrolowanie z jego oczu.
-Justin? Dlaczego płaczesz? -zapytałam cicho. Nie wiedziałam dlaczego, ale byłam słaba. Justin nic nie odpowiedział tylko uspokajająco popatrzył mi w oczy.
-Co się stało i gdzie ja jestem?
-W szpitalu. Gdy byłaś z Jennifer na zakupach potknęłaś się o coś i mocno upadłaś na beton. Straciłaś przytomność. Jenn od razu zadzwoniła po karetkę, a następnie do mnie. Przyjechałem tu jak najszybciej. Byłaś nieprzytomna jakieś 2-3 godziny. Bardzo się o ciebie bałem, a do tego..... -Nie dokończył tylko schował twarz w dłonie i zaczął gorzej płakać. Pogłaskałam go po policzku i spojrzałam błagalnie w jego oczy.
-Justin. Proszę cie powiedz mi o co chodzi? -Spojrzał na mnie zapłakanymi i popuchniętymi oczami. Ujął moją dłoń i musnął moje usta. 
-Poroniłaś -Zamurowało mnie. Moje ciało zastygło w bez ruchu. Nie mogłam się ruszyć, ani nic powiedzieć. Moje oczy zrobiły się jak szklanka, a po chwili po policzkach słynęła mi słona substancja. Łzy z moich oczu leciały jak woda z wodospadu. Nie mogłam nic z tym zrobić, nie chciałam. Miałam tylko nadzieję, że to sen, a gdy się obudzę wszystko będzie jak dawniej. Niestety to była rzeczywistość. Moje ciało zrobiło się ,,posłuszne''. Schowałam głowę w poduszkę i dalej rozpaczałam. 
-Niee! To nie może być prawda! -zaczęłam się wydzierać, a Justin gładził mój policzek. -Nieee! - krzyknęłam jeszcze głośniej. -Proszę cię. Powiedz mi, że to nie jest prawda. -Powiedziałam błagalnym tonem.
-Chciałbym. Nicole nawet nie wiesz jak bardzo. -powiedział załamany Justin. Do pokoju wszedł mężczyzna w białym fartuchu. Był to lekarz. Spojrzał na mnie, a na jego twarzy można było zobaczyć smutek. Podszedł do łózka na którym siedziałam i wyjął z pod stołu drugie krzesło na które usiadł.
-Już pani wie? -Nie miałam siły odpowiedzieć, więc tylko pokiwałam twierdząco głową. Justin wytarł chusteczką  łzy z moich policzków, które ciągle leciały. -Proszę mi uwierzyć, że robiliśmy co w naszej mocy, aby uratować pani dziecko. Niestety. Nie udało się. -Wytłumaczył załamany. Nie miałam im tego za złe. Chcieli uratować moje dziecko, lecz niestety, nie zdołali. 
-Rozumiem -powiedziałam łamiącym się głosem. 
-Kiedy będzie mogła wyjść? -zapytał Justin. 
-Musimy zostawić ją na obserwacji, ale gdy wszystko będzie w porządku to jutro po południu. -Powiedział lekarz i zanotował coś w swoim notesie. 
-Dobrze. Ja zostanę z tobą. -powiedział Jus, a ja szybko na niego spojrzałam. Nie chciałam, aby się tu męczył. Wiem, że chce być ze mną w tej trudnej sytuacji, ale ja nie chcę, aby i on spędzał noc w szpitalu.
-Nie ma mowy -pokręciłam głową połykając przy tym słone łzy. Nie mogłam powstrzymać płaczu.
-Nie zostawię cię tutaj. Nie w tej sytuacji.
-Jedź do domku, do naszych przyjaciół, odśwież się. Wszyscy na pewno się martwią. -Justin nagle podskoczył z miejsca. Ja i lekarz popatrzyliśmy na niego zdziwieni.
-No, bo.....Oni są na korytarzu. -Powiedział Jus i wskazał na drzwi. -Mogą wejść -spytał lekarza.
-A ile ich tam jest? -Justin pomyślał i szybko odpowiedział:
-Siódemka. -Lekarz wytrzeszczył oczy, a Justin zrobił błagalną minę.
-No dobrze, ale tylko na chwilkę. Pani Stone musi odpocząć. -Lekarz spojrzał na mnie z żalem i wyszedł. Justin otarł łzy z policzków i wyleciał z pokoju. Zaraz po tym wszyscy weszli do środka. Usiedli na stołkach, a Jennifer obok mnie na skraju łóżka. Próbowali udawać dzielnych, ale wiedziałam, że im też jest przykro. Mieli popuchnięte oczy, co oznaczało, że oni również płakali.
-Trzymasz się? -zapytał Cody ze spuszczoną głową.
-Daję radę. Mam najlepszych przyjaciół na świecie i najukochańszego narzeczonego. -Uśmiechnęłam się lekko, mimo iż łzy dalej ciekły. Wytarłam je jednym ruchem ręki i podniosłam się do pozycji siedzącej.
-Zawsze możesz na nas liczyć. -Powiedziała Jenn i objęła mnie ramieniem.
Justin? Czy rodzice wiedzą? -zapytałam chłopaka, który siedział i wpatrywał się bez celu w podłogę.
-Tak. Zadzwoniłem do nich, gdy tylko się dowiedziałem. Do swojej mamy również -powiedział dalej na mnie nie patrząc. Wiem, że jest załamany. Tak bardzo się cieszył, że zostanie ojcem.
-I co? -dopytywałam się.
-Chcieli tu przyjechać razem z moją mamą, ale powiedziałem, że to bez sensu. Pytali się czy wrócimy gdy wyjdziesz ze szpitala. -Dopowiedział dalej patrząc w dół.
-Nie -szybko odpowiedziałam, a wszyscy przenieśli swój wzrok na mnie. Nawet Jus.
-Jak to? -zapytał Justin.
-Nie chcę wracać. Chociaż tym razem zostańmy do końca. -powiedziałam, już nie płacząc.
-Dobrze -Justin podniósł się z krzesła, podszedł do mnie i pocałował mnie w czoło. -A teraz odpocznij. Ja pojadę do domu po twoje i swoje rzeczy. -Już chciałam coś powiedzieć, zaprotestować lecz Justin mnie wyprzedził.
-Bez gadania -pokiwał palcem i wyszedł razem z wszystkimi. Wygodnie się ułożyłam i próbowałam zasnąć lecz nie mogłam.
_______________________
Komu się podoba?? Spodziewaliście się tego.??? Zaraz dodam następny :D Kocham :**

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz