25 Rozdział
Oczami Justina:
Gdy zapukałem do drzwi Nicole, otworzył mi jakiś chłopak. To był ten sam co widziałem go na plaży. Byłem na niego wściekły, że odbił mi dziewczynę, dlatego popchałem go, a ten upadł na podłogę.
-Co ty odpierdalasz?! -krzyknąłem do niego. Był lekko zaskoczony i przerażony.
-Ale o co ci chodzi? I kim ty w ogóle jesteś? -zapytał mnie.
-Kurwa o to, że przystawiasz się do Nicole. -Cody wleciał do domu i zaczął mnie odciągać od tego drugiego. Gdy by nie on rozszarpał bym go na strzępy.
-Aaa, czyli ty jesteś Justin. -wstał i otrzepał się. W tym momencie wbiegła do nas przerażona Nicole.
-Co tu się....... -spojrzał na mnie i zamurowało ją. -Justin?
-Nicole ja przyszedłem ci wszystko wyjaśnić. Ale widzę, że i tak to już nic nie zmieni. -Spojrzałem złowrogo na typka obok niej.
-Ja nie chcę cię słuchać! -krzyknęła. -Mówiłeś, że mnie kochasz. -powiedziała spokojnie i rozpłakała się.
-Bo tak jest. Kocham cię najbardziej na świecie i nie wyobrażam sobie życia bez ciebie, ale ty..... -wlepiłem swój wzrok w drugiego chłopaka, który stał obok niej. -Ty sobie z tym poradziłaś i ułożyłaś sobie życie z kimś innym. -W tym momencie Nicole i ten chłopak wybuchnęli przeraźliwym śmiechem.
-Chodzi ci o Zayna? -spytała, a ja pokiwałem głową na ,,tak'' -To mój kuzyn -mówiła równocześnie płacząc i śmiejąc się. Dołączył również do nich Cody. Tylko ja nie uważałem tego za zabawne.
-Nicole proszę, wysłuchaj mnie. Może to coś zmieni. Przecież wiem, że ty też mnie kochasz.
-Dobrze, chodź -złapała mnie za rękę i zaprowadziła na górę. Przeszedł mnie przyjemny dreszcz. Weszliśmy do pokoju, był piękny. Usiedliśmy na łóżku. Nicole kiwnęła głową na znak abym mówił. Wziąłem głęboki oddech i zacząłem.
-Wtedy w hotelu czekałem na ciebie i resztę. Podeszła do mnie Vicky i prosiła, abym do niej wrócił. Powiedziałem, że nie, bo teraz kocham ciebie i z tobą chcę spędzić resztę swoje życia. Ona oburzyła się i bardzo zdenerwowała. Zaczęła krzyczeć, że jeżeli ona nie może być ze mną to żadna mnie nie będzie miała. Nie wiedziałem o co jej chodzi. Zaczęła mnie całować. Oczywiście odepchnąłem ją i nawrzeszczałem na nią. Powiedziała, że to już i tak nic nie da, bo ty to widziałaś. Resztę historii już znasz. -Po moim policzku spłynęła pojedyncza łza. Nicole się do mnie przysunęła i wytarła ją kciukiem. Spojrzała mi głęboko w oczy:
-Ty nie kłamiesz -powiedziała.
-Oczywiście, że nie. Nie mógłbym cię okłamać. Kocham cię.
-Ja ciebie też -powiedziała i musnęła moje usta.
Oczami Nicole:
Widziałam w oczach Justina, że mówi prawdę. Musiałam mu wybaczyć, bo nie mogłabym dłużej bez niego żyć. Przecież to nie jego wina tylko tej Vicky z którą się policzę. Zaczęliśmy się całować, bardzo namiętnie. Przerwało nam pukanie do drzwi. Szybko wskoczyłam na kolana Justina i zawołałam:
-Proszę! -Drzwi się otworzyły, a w nich stanął Cody i Zayn.
-Widzę, że wszystko w porządku. Jesteście razem. -Zamiast odpowiedzieć pocałowaliśmy się. -Rozumiem, że tak. -powiedział z uśmiechem Cody.
-Cody nie przywitałeś mnie dzisiaj! -krzyknęłam i podbiegłam do niego. Mocno się wyściskaliśmy, bo dawno się nie widzieliśmy. Ja i przyjaciele Jusa bardzo się zaprzyjaźniliśmy.
-Co tam u ciebie? -zapytał
-U mnie wszystko....... -nie dokończyłam, bo zebrało mi się na wymioty. Szybko wleciałam do swojej łazienki i znowu zwymiotowałam. Opłukałam twarz wodą i poprawiłam makijaż. Opłukałam usta specjalnym płynem i weszłam spokojnie do pokoju. Oczy wszystkich zwrócone były w moją stronę. -.....dobrze -dokończyłam ze śmiechem zdanie. Wszyscy patrzyli na mnie bardzo poważnie.
-Nicole, jesteś chora? Co ci jest? -zapytał troskliwie Justin. Usiadłam mu na kolanach i musnęłam usta.
-Wszystko dobrze. Nie martw się. -uspokoiłam go.
-Na pewno?
-Jasne, przecież bym ci powiedziała.
-To dobrze. -pocałował mnie w czoło. -Co robimy, może kino? Zadzwonimy po resztę.
-Ja mam coś do załatwienia na mieście, ale wy możecie iść -uśmiechnęłam się do całej trójki. Wybrałam z szafy ubrania i stanęłam z nimi na środku pokoju. -Chcę się przebrać. Możecie wyjść? -zapytałam, a on pośpiesznie wykonali moją prośbę. Oprócz Jusa. -A ty co? -zwróciłam się do niego. Cały czas się uśmiechał.
-No co? Wstydzisz się mnie? -wywróciłam oczami i zaczęłam się ubierać. Gdy byłam w samej bieliźnie podszedł do mnie i przygniótł mnie do ściany. Zaczął całować mój brzuch i szyję. Ręce trzymał na moich pośladkach i ściskał je. Zaczął odpinać mój stanik. -Nawet nie wiesz, jak bardzo mi ciebie brakowało.
-Justin nie możemy.
-Dlaczego? -wyszeptał w moje ucho. Oderwałam się do niego i po cichu podeszłam do drzwi. Otworzyłam je, a do pokoju wleciał Zayn i Cody.
-Dlatego -wskazałam na przyjaciół leżących na podłodze z uśmiechami na twarzy. -A teraz wszyscy sio - wypchnęłam ich za drzwi. -Ty też -wskazałam na Jusa. -Opuścił pokój z głową opuszczoną na dół, a ja spokojnie dokończyłam się ubierać. Poprawiłam włosy i wyszłam z pokoju. Zayna i Codyego pożegnałam buziakiem w policzek, a Justina soczystym buziakiem w usta. Wszyscy wyszliśmy z domu, a ja go przekluczyłam. Pomachałam im na pożegnanie i wsiadłam do auta. Odpaliłam silnik i pojechałam. Zmierzałam w kierunku apteki.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz