30 Rozdział
Oczami Nicole:
Weszłam do przedpokoju i ujrzałam wszystkich naszych przyjaciół, Jenn, Austin (bez tej dziewczyny), Cody, Alfredo, Ryan, Cris i Zayn. Byli w świetnych humorach.
-Cześć -przywitałam ich wszystkich buziakiem w polik. Jennifer długo przytulałam, bo się za nią stęskniłam.
-Jak było na Hawajach? -zapytałam gdy ją już puściłam.
-Fajnie, tylko szkoda, że bez was. -Westchnęłam ciężko.
-Tak jakoś wyszło. Ważne, że wszystko się wytłumaczyło -powiedziałam i zaprowadziłam przyjaciółkę do salonu gdzie chłopaki pili już piwo. Włączyłam muzykę na fula i zgasiłam światło. Włączyłam imprezowe światła. Po całym pokoju krążyły kolorowe światła.
-Zapowiada się super biba -podsumował Cody, a wszyscy przytaknęli. Wszyscy upijali się alkoholem, a ja musiałam się zadowolić sokiem.
-Justin -szepnęłam do ucha mojemu skarbkowi.
-Tak kicia?
-Powiemy im teraz? -zapytałam, gdy wszyscy tańczyli.
-OK -zgodził się Jus i wskoczył na stół. Wyłączyłam muzykę, a oczy wszystkich skierowały się w naszą stronę. -Ja i moja kochana Nicole chcielibyśmy wam coś powiedzieć. -Zaczął Justin.
-Spodziewamy się dziecka -Dokończyłam. Zapanowała cisza. Popatrzyłam nerwowo na Jusa, a on na mnie. Przez chwilę panowała niezręczna cisza, nikt nie wiedział co ma powiedzieć, aż w końcu zaczęli bić brawo.
-Gratulacje -wszyscy nam po kolei gratulowali. Odetchnęłam z ulgą. Cieszyłam się, że się ucieszyli i nas wsparli. To są prawdziwi przyjaciele.
-Nicole? Ale ja zostanę chrzestnym, prawda? -zadał pytanie Cody, a wszyscy chłopcy skrzywili się.
-Ty? To będę ja. -Oburzył się Zayn.
-Chyba was pojebało. Oczywiście, że ja -dodał Alfredo.
-Śmieszni jesteście. Chrzestnym zostanę ja -przyłączył się Austin.
-Ja tam wiem, że będę chrzestną -powiedziała Jenn i się dumnie uśmiechnęła. Ja i Justin przysłuchiwaliśmy się cały czas ich kłótni i się z nich śmialiśmy.
-Jeszcze nie wiemy kto będzie chrzestnym -powiedziałam i z powrotem włączyłam muzykę. -A teraz się bawimy. -dodałam i zaczęłam tańczyć. Impreza trwała około 2 godzin, a już skończył się cały alkohol. Może dlatego, że Cody, Ryan i Zayn prawie wszystko wypili? Tak, na pewno.
-Justin, pójdę do sklepu z alkoholem i dokupię. -Powiedziałam do tańczącego Jusa.
-Nie ma mowy. Nie będziesz się szlajać po nocach. -Powiedział i pokręcił głową.
-Justin nie mam 10 lat. Nie martw się o mnie. Sklep jest na rogu.
-Nicole ja się po prostu o ciebie boję. Czy to takie trudne do zrozumienia.
-I ja to doceniam, ale mogę wyjść do sklepu.
-Dobrze, ale Alfredo idzie z tobą -powiedział stanowczo i zawołał przyjaciela machnięciem ręki. Alfredo podszedł do nas i pytająco na nas spojrzał. -Pójdziesz z Nicole do sklepu po alkohol, bo samej jej na pewno nie puszczę -wywróciłam oczami, a Alfredo to zauważył i się uśmiechnął.
-Jasne -powiedział i wyszliśmy. Po drodze wzięłam z wieszaka kurtkę, bo było zimno. -Ale on się o ciebie troszczy.
-A żebyś wiedział. To urocze z jego strony, ale nie raz przesadza. Ciąża to nie choroba.
-Po prostu się martwi. Cieszy się, że zostanie ojcem.
-Tak. I to bardzo. -Uśmiechnęłam się szeroko. -Jutro się do niego wprowadzam.
-Będzie cię pilnował.
-Nooo -przeciągnęłam.
-Już jesteśmy -Alfredo wskazał sklep. -Poczekaj tu, a ja pójdę kupić.
-OK -powiedziałam, a on zniknął za drzwiami. Stałam pod sklepem i opierałam się o ścianę, gdy nagle stanęła przy mnie jakaś postać. Było ciemno, ale zauważyłam, że była to ta zdzira Vicky, a obok niej stała jej kumpela Chelsea (Czelsi). -Czego chcecie?! -warknęłam do niej.
-Grzeczniej. Widzisz Chelsea jaka pyskata- zwróciła się do przyjaciółki, a ta zachichotała. Przygniotła mnie do ściany, aż moje nadgarstki zrobiły się czerwone. Cicho syknęłam bólu.
-Zostaw mnie suko -powiedziałam do niej, a ta się uśmiechnęła. -Czego ode mnie chcesz?!
-Chcę, abyś wiedziała, że nigdy nie przestanę kochać Justina. Jeszcze doprowadzę do tego, że będziemy razem, a ty będziesz sama.
-No to powodzenia -prychnęłam śmiechem.
-Vicky, Alfredo idzie, spadamy! -krzyknęła Chelsea.
-Do zobaczenia -powiedziała Vicky i odeszła. Zaraz obok mnie pojawił się Alfredo z reklamówkami pełnymi alkoholu. Potarłam swoje czerwone nadgarstki, które mnie bardzo piekły.
-Kurwa, co ci się stało?! -wystraszył się.
-Vicky -jęknęłam i ruszyłam chodnikiem w stronę domu.
-Suka -szepnął cicho mój przyjaciel i dorównał mi tempa. Przez całą drogę nikt się nie odzywał ani słowem. Dopiero przy wejściu Alfredo zwrócił się do mnie. -Powiesz Justinowi?
-Nie wiem. Zobaczę. Może nie zauważy. -Wzruszyłam ramionami i otworzyłam drzwi. Ładny widok ujrzałam. Wybuchnęłam śmiechem razem z Fredo (przezwisko Alfredo) i weszliśmy do środka.
-Nicole? Ale ja zostanę chrzestnym, prawda? -zadał pytanie Cody, a wszyscy chłopcy skrzywili się.
-Ty? To będę ja. -Oburzył się Zayn.
-Chyba was pojebało. Oczywiście, że ja -dodał Alfredo.
-Śmieszni jesteście. Chrzestnym zostanę ja -przyłączył się Austin.
-Ja tam wiem, że będę chrzestną -powiedziała Jenn i się dumnie uśmiechnęła. Ja i Justin przysłuchiwaliśmy się cały czas ich kłótni i się z nich śmialiśmy.
-Jeszcze nie wiemy kto będzie chrzestnym -powiedziałam i z powrotem włączyłam muzykę. -A teraz się bawimy. -dodałam i zaczęłam tańczyć. Impreza trwała około 2 godzin, a już skończył się cały alkohol. Może dlatego, że Cody, Ryan i Zayn prawie wszystko wypili? Tak, na pewno.
-Justin, pójdę do sklepu z alkoholem i dokupię. -Powiedziałam do tańczącego Jusa.
-Nie ma mowy. Nie będziesz się szlajać po nocach. -Powiedział i pokręcił głową.
-Justin nie mam 10 lat. Nie martw się o mnie. Sklep jest na rogu.
-Nicole ja się po prostu o ciebie boję. Czy to takie trudne do zrozumienia.
-I ja to doceniam, ale mogę wyjść do sklepu.
-Dobrze, ale Alfredo idzie z tobą -powiedział stanowczo i zawołał przyjaciela machnięciem ręki. Alfredo podszedł do nas i pytająco na nas spojrzał. -Pójdziesz z Nicole do sklepu po alkohol, bo samej jej na pewno nie puszczę -wywróciłam oczami, a Alfredo to zauważył i się uśmiechnął.
-Jasne -powiedział i wyszliśmy. Po drodze wzięłam z wieszaka kurtkę, bo było zimno. -Ale on się o ciebie troszczy.
-A żebyś wiedział. To urocze z jego strony, ale nie raz przesadza. Ciąża to nie choroba.
-Po prostu się martwi. Cieszy się, że zostanie ojcem.
-Tak. I to bardzo. -Uśmiechnęłam się szeroko. -Jutro się do niego wprowadzam.
-Będzie cię pilnował.
-Nooo -przeciągnęłam.
-Już jesteśmy -Alfredo wskazał sklep. -Poczekaj tu, a ja pójdę kupić.
-OK -powiedziałam, a on zniknął za drzwiami. Stałam pod sklepem i opierałam się o ścianę, gdy nagle stanęła przy mnie jakaś postać. Było ciemno, ale zauważyłam, że była to ta zdzira Vicky, a obok niej stała jej kumpela Chelsea (Czelsi). -Czego chcecie?! -warknęłam do niej.
-Grzeczniej. Widzisz Chelsea jaka pyskata- zwróciła się do przyjaciółki, a ta zachichotała. Przygniotła mnie do ściany, aż moje nadgarstki zrobiły się czerwone. Cicho syknęłam bólu.
-Zostaw mnie suko -powiedziałam do niej, a ta się uśmiechnęła. -Czego ode mnie chcesz?!
-Chcę, abyś wiedziała, że nigdy nie przestanę kochać Justina. Jeszcze doprowadzę do tego, że będziemy razem, a ty będziesz sama.
-No to powodzenia -prychnęłam śmiechem.
-Vicky, Alfredo idzie, spadamy! -krzyknęła Chelsea.
-Do zobaczenia -powiedziała Vicky i odeszła. Zaraz obok mnie pojawił się Alfredo z reklamówkami pełnymi alkoholu. Potarłam swoje czerwone nadgarstki, które mnie bardzo piekły.
-Kurwa, co ci się stało?! -wystraszył się.
-Vicky -jęknęłam i ruszyłam chodnikiem w stronę domu.
-Suka -szepnął cicho mój przyjaciel i dorównał mi tempa. Przez całą drogę nikt się nie odzywał ani słowem. Dopiero przy wejściu Alfredo zwrócił się do mnie. -Powiesz Justinowi?
-Nie wiem. Zobaczę. Może nie zauważy. -Wzruszyłam ramionami i otworzyłam drzwi. Ładny widok ujrzałam. Wybuchnęłam śmiechem razem z Fredo (przezwisko Alfredo) i weszliśmy do środka.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz