39 Rozdział
Oczami Nicole:
Obudziłam się rano, ale nie samowolnie. Było mi nie dobrze więc szybko zerwałam się z łóżka jak oparzona i pośpiesznie wleciałam do łazienki. Otworzyłam sedes i zwymiotowałam. Spłukałam wszystko i wypłukałam zęby. Powycierałam się i weszłam do pokoju. Spojrzałam na wyświetlacz mojego iPhona, był 6:00. Nie miałam już szans na zaśnięcie. Strasznie zachciało mi się lodów, więc zeszłam na dół do kuchni. Otorzyłam zamrażalkę, lecz nie znalazłam tam żadnych lodów.
-Cholera -przeklęłam i zrezygnowana wróciłam na górę. Usiadłam na skraju łóżka i cały czas myślałam o lodach. Ale miałam zachcianki. Prawdę mówiąc mogłabym pojechać na miasto, ale Justin spał, a wątpię, aby był zadowolony z tego, że pojechałam za niego. Będę musiała się spieszyć. Zerwałam się i wbiegłam do garderoby. Wybrałam zestaw i w pośpiechu go na siebie włożyłam. Założyłam buty i weszłam do łazienki. Uczesałam się i zrobiłam makijaż. Do torebki schowałam to co zawsze czyli: iPhona, wodę, błyszczyk i miętusy. W pokoju otworzyłam szufladę Justina i wyjęłam z niej kluczyki. Po cichu opuściłam pokój i zeszłam na dół. Wsiadłam do auta i włączyłam GPS w moim iPhonie. Ukazała mi się droga więc odpaliłam silnik i wyjechałam. Podjechałam pod najbliższy sklep i szybko do niego weszłam zamykając auto przyciskiem. Podeszłam do zamrażalki i wyjęłam z niej dwa wielki pudła 2 litrowych lodów. Podeszłam z nimi do kasy i gdy kasjerka skasowała towar zapłaciłam. Wyszłam ze sklepu i zauważyłam sklep z ubraniami. Na wystawie była piękna sukienka akurat na ciąże. Musiałam ją mieć. Zostawiłam lody w samochodzie i weszłam do sklepu. Przymierzyłam parę zestawów i zdecydowałam się na TEN, TEN, TEN, TEN i TEN. Zapłaciłam i wyszłam. Wszystkie te rzeczy były na teraz. Nie kupowałam ubrań na większy brzuch, bo nie wiedziałam jaki rozmiar. Położyłam torby na tylne siedzenie i odpaliłam silnik. Miałam tylko nadzieję, że Justin jeszcze nie wstał.
Oczami Justina:
Rano obudziłem się bardzo wyspany. Przetarłem oczy, po czym wstałem z łóżka. Spojrzałem na miejsce gdzie spała Nicole. Nie było jej tam. Pomyślałem, że jest w łazience więc od razu to sprawdziłem. Myliłem się, nie było jej. Wyjąłem z szafy ubrania i się przebrałem. Wyszedłem z pokoju i zszedłem na dół.
-Kochanie! -krzyknąłem lecz nie usłyszałem odpowiedzi. -Nicole! -dalej nic.
-Bro co jest? -usłyszałem głos Fredo.
-Widziałeś Nicole? -zapytałem przyjaciela, który usiadł na kanapie.
-Nie, a ci uciekła ci? -zaśmiał się.
-Fredo. To nie jest śmieszne -powiedziałem z poważną miną.
-Zapytaj Jenn. -Szybko wszedłem na górę i zapukałem do pokoju Jennifer. Usłyszałem ,,proszę'', więc wszedłem do środka.
-Co jest Justin? -zapytał Austin, który leżał na łóżku.
-Jest Jenn?
-Jestem! -krzyknęła Jennifer wychodząc z łazienki.
-To dobrze -powiedziałem i podbiegłem do niej. -Wiesz gdzie jest Nicole.
-Nie. Dzisiaj jej nie widziałam, a co?
-Nie ma jej. Cały czas jej szukam, lecz nikt jej nie widział.
-Nie wiem. Może poszła się przejść.
-Na pewno nie. Powiedziała by mi.
-Chodź. Przejedziemy się po okolicy i sprawdzimy. -szarpnęła mnie za ręka i zbiegliśmy szybko na dół. Jenn też była zdenerwowana. -Justin. Boję się o nią.
-Znajdziemy ją. Na pewno. -uspokoiłem ją i wyszliśmy przed dom.
-Gdzie moje auto?! -krzyknąłem głośno.
-Tam! -wskazała na Nicole wjeżdżającą na posesję. Zaparkowała i wysiadła niepewnie z wozu.
Oczami Nicole:
No to wpadłam. Justin wstał i zauważył, że mnie nie ma. Oberwie mi się jak małemu dziecku.
-Justin? Wstałeś już? -zapytałam ze sztucznym, wymuszonym uśmieszkiem.
-No. Wstałem i wyobraź sobie, że szukałem cię po całym domu.
-Przepraszam.
-Nicole powinnaś mi mówić, że gdzieś jedziesz czy idziesz.
-No wiem, ale nie chciałam cię budzić, a strasznie chciało mi się lodów.
-Pojechałaś z samego rana do sklepu, aby kupić lody? -Pokiwałam energicznie głową. Podeszłam do Justina i wtuliłam się w niego. -Obiecuję, że następnym razem ci powiem, żebyś się nie martwił. -Pocałował mnie w głowę i wypuścił z uścisku. Podeszłam do auta i otworzyłam bagażnik. Wyjęłam z niego dwa pudełka lodów i torby z ubraniami. Położyłam wszystko na ziemi i zamknęłam bagażnik.
-Co jeszcze kupiłaś -zapytała Jenn, która stała za Jusem.
-Ubrania. -Powiedziałam i wzięłam wszystko. Przeszłam obok Justina i zostałam pozbawiona tego co jeszcze przed chwilą trzymałam.
-Nie możesz dźwigać. -Powiedział i wszedł do domu. Wywróciłam teatralnie oczami i poszłam za nim. Podeszłam do kredensu na którym stały moje lody i wzięłam jedno pudełko. Z szuflady wyjęłam łyżeczkę do deserów i usiadłam na kanapę gdzie siedział Alfredo. Włączyłam telewizor i wygodnie się rozłożyłam. Otworzyłam pudełko i posmutniałam. Moje lody się roztopiły.
-Nieee! -krzyknęłam, a wszyscy popatrzyli się na mnie pytająco i ze zdziwieniem.
-No co? Lody mi się roztopiły. -powiedziałam z żalem.
-To wsadź je do zamrażalki. -Powiedział Fredo.
-Ale ja chce teraz -powiedziałam i skrzyżowałam ręce na piersi.
-Jak małe dziecko. -usłyszałam głos Jusa z kuchni.
-Kochanie, mówiłeś coś? -zapytałam powstrzymując śmiech.
-Nie skarbie. Wydawało ci się.
-No ja myślę. -Alfredo zaczął się śmiać, a ja weszłam do kuchni. Odłożyłam lody do zamrażalki.
-Skarbie dzisiaj pójdziemy nad wodę. OK? -zawrócił się do mnie Justin.
-OK, a kiedy?
-No jak wszyscy wstaną. -Była 11 i dziwne było, że jeszcze spali.
-No dobra. To patrz.-powiedziałam i spojrzałam do góry na sufit. -LUDZIE WSTAWAJCIE. IDZIEMY NAD WODĘ!! -zaczęłam krzyczeć. Po chwili usłyszałam jak wszyscy schodzą po schodach. Nie którzy żwawo, a inni leniwie.
-Kto się tak wydziera od samego rana? -narzekał Cody, a Justin wskazał na mnie.
-Jesteście na wakacjach, a śpicie do 11.
-No, bo jesteśmy na wakacjach i staramy się odpocząć -Burknął Zayn.
-Od spania jest noc. A teraz szykujcie się na plażę. -Wszyscy leniwie poszli na górę. Złapałam Justina za rękę i również poszliśmy do pokoju.
Oczami Justina:
Rano obudziłem się bardzo wyspany. Przetarłem oczy, po czym wstałem z łóżka. Spojrzałem na miejsce gdzie spała Nicole. Nie było jej tam. Pomyślałem, że jest w łazience więc od razu to sprawdziłem. Myliłem się, nie było jej. Wyjąłem z szafy ubrania i się przebrałem. Wyszedłem z pokoju i zszedłem na dół.
-Kochanie! -krzyknąłem lecz nie usłyszałem odpowiedzi. -Nicole! -dalej nic.
-Bro co jest? -usłyszałem głos Fredo.
-Widziałeś Nicole? -zapytałem przyjaciela, który usiadł na kanapie.
-Nie, a ci uciekła ci? -zaśmiał się.
-Fredo. To nie jest śmieszne -powiedziałem z poważną miną.
-Zapytaj Jenn. -Szybko wszedłem na górę i zapukałem do pokoju Jennifer. Usłyszałem ,,proszę'', więc wszedłem do środka.
-Co jest Justin? -zapytał Austin, który leżał na łóżku.
-Jest Jenn?
-Jestem! -krzyknęła Jennifer wychodząc z łazienki.
-To dobrze -powiedziałem i podbiegłem do niej. -Wiesz gdzie jest Nicole.
-Nie. Dzisiaj jej nie widziałam, a co?
-Nie ma jej. Cały czas jej szukam, lecz nikt jej nie widział.
-Nie wiem. Może poszła się przejść.
-Na pewno nie. Powiedziała by mi.
-Chodź. Przejedziemy się po okolicy i sprawdzimy. -szarpnęła mnie za ręka i zbiegliśmy szybko na dół. Jenn też była zdenerwowana. -Justin. Boję się o nią.
-Znajdziemy ją. Na pewno. -uspokoiłem ją i wyszliśmy przed dom.
-Gdzie moje auto?! -krzyknąłem głośno.
-Tam! -wskazała na Nicole wjeżdżającą na posesję. Zaparkowała i wysiadła niepewnie z wozu.
Oczami Nicole:
No to wpadłam. Justin wstał i zauważył, że mnie nie ma. Oberwie mi się jak małemu dziecku.
-Justin? Wstałeś już? -zapytałam ze sztucznym, wymuszonym uśmieszkiem.
-No. Wstałem i wyobraź sobie, że szukałem cię po całym domu.
-Przepraszam.
-Nicole powinnaś mi mówić, że gdzieś jedziesz czy idziesz.
-No wiem, ale nie chciałam cię budzić, a strasznie chciało mi się lodów.
-Pojechałaś z samego rana do sklepu, aby kupić lody? -Pokiwałam energicznie głową. Podeszłam do Justina i wtuliłam się w niego. -Obiecuję, że następnym razem ci powiem, żebyś się nie martwił. -Pocałował mnie w głowę i wypuścił z uścisku. Podeszłam do auta i otworzyłam bagażnik. Wyjęłam z niego dwa pudełka lodów i torby z ubraniami. Położyłam wszystko na ziemi i zamknęłam bagażnik.
-Co jeszcze kupiłaś -zapytała Jenn, która stała za Jusem.
-Ubrania. -Powiedziałam i wzięłam wszystko. Przeszłam obok Justina i zostałam pozbawiona tego co jeszcze przed chwilą trzymałam.
-Nie możesz dźwigać. -Powiedział i wszedł do domu. Wywróciłam teatralnie oczami i poszłam za nim. Podeszłam do kredensu na którym stały moje lody i wzięłam jedno pudełko. Z szuflady wyjęłam łyżeczkę do deserów i usiadłam na kanapę gdzie siedział Alfredo. Włączyłam telewizor i wygodnie się rozłożyłam. Otworzyłam pudełko i posmutniałam. Moje lody się roztopiły.
-Nieee! -krzyknęłam, a wszyscy popatrzyli się na mnie pytająco i ze zdziwieniem.
-No co? Lody mi się roztopiły. -powiedziałam z żalem.
-To wsadź je do zamrażalki. -Powiedział Fredo.
-Ale ja chce teraz -powiedziałam i skrzyżowałam ręce na piersi.
-Jak małe dziecko. -usłyszałam głos Jusa z kuchni.
-Kochanie, mówiłeś coś? -zapytałam powstrzymując śmiech.
-Nie skarbie. Wydawało ci się.
-No ja myślę. -Alfredo zaczął się śmiać, a ja weszłam do kuchni. Odłożyłam lody do zamrażalki.
-Skarbie dzisiaj pójdziemy nad wodę. OK? -zawrócił się do mnie Justin.
-OK, a kiedy?
-No jak wszyscy wstaną. -Była 11 i dziwne było, że jeszcze spali.
-No dobra. To patrz.-powiedziałam i spojrzałam do góry na sufit. -LUDZIE WSTAWAJCIE. IDZIEMY NAD WODĘ!! -zaczęłam krzyczeć. Po chwili usłyszałam jak wszyscy schodzą po schodach. Nie którzy żwawo, a inni leniwie.
-Kto się tak wydziera od samego rana? -narzekał Cody, a Justin wskazał na mnie.
-Jesteście na wakacjach, a śpicie do 11.
-No, bo jesteśmy na wakacjach i staramy się odpocząć -Burknął Zayn.
-Od spania jest noc. A teraz szykujcie się na plażę. -Wszyscy leniwie poszli na górę. Złapałam Justina za rękę i również poszliśmy do pokoju.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz