36 Rozdział
Oczami Nicole:
Byłam spakowana o 22:30. Dość sporo czasu mi to zajęło. Gdy skończyłam Justin już smacznie spał. Nie chciało mi się już kąpać więc ubrałam się tylko w piżamę i szybko wlazłam pod kołderkę. Nawet nie pamiętam kiedy zasnęłam.
*****
-Nicole, księżniczko. Pobudka. usłyszałam zachrypnięty głos Justina, który gładził moje włosy. Otworzyłam zaspane oczy i ujrzałam go już przebranego. -Musisz się szykować.
-Wiem -powiedziałam i zwlokłam się z łóżka. Wyjęłam z szafy ubrania i weszłam do łazienki. Zrzuciłam z siebie piżamę i weszłam pod prysznic. Zasunęłam za sobą szklane drzwi i puściłam ciepłą wodę. Nasmarowałam swoje ciało żelem kokosowym, a włosy umyłam migdałowym. Owinęłam ciało ręcznikiem i wyszłam. Dokładnie się powycierałam, wysuszyłam włosy, umyłam zęby, uczesałam się, pomalowałam, a na końcu ubrałam. Popsikałam się swoją ulubioną perfumą i wyszłam. Justin właśnie znosił ostatnią walizkę.
-Gotowa? -zapytał i opuścił pokój. Pobiegłam za nim i ostrożnie zeszłam po schodach. Muszę się wam pochwalić, że miałam już malutki brzuszek. Nie był on nie wiadomo jaki duży, ale był. Pogłaskałam go i ubrałam buty. Otworzyłam Justinowi drzwi, bo sam nie mógł sobie poradzić, a następnie sama wyszłam. Zakluczyłam dom i wsiadłam do samochodu.
-Jedziemy? Masz wszystko? -zapytał mnie jeszcze Justin. Pokiwałam głową na ,,tak'' i ruszyliśmy. Najpierw pojechaliśmy pod dom Codyego. Justin kilka razy zatrąbił, aż w końcu nasz przyjaciel wyszedł. Wrzucił walizki do bagażnika i wsiadł do auta.
-Siema -przybił Justinowi piątkę, a mi dał buziaka w głowę.
-Hej -odpowiedziałam i ruszyliśmy dalej.
-Jak tam? -zapytał Cody.
-Dobrze. -Powiedziałam i wlepiłam swój wzrok w boczną szybę. To był błąd, bo obraz szybko śmigał, aż zrobiło mi się nie dobrze. -Skarbie -zwróciłam się do Justina.
-Tak kicia?
-Nie dobrze mi -powiedziałam, a on ostro zahamował. Odbiłam się i gdy już się otrząsnęłam wyleciałam pośpiesznie z auta.
Oczami Justina:
Nicole znowu zrobiło się nie dobrze. Szkoda mi jej było, że co chwilę wymiotowała.
-Często tak ma? -zapytał Cody. Odwróciłem się do niego.
-Noo.
-To kicha - w tym czasie do auta wróciła Nicole.
-Wszystko dobrze? -upewniłem się.
-Teraz już tak. -Zapięła pas i wygodnie usiadła. Odpaliłem silniki i tuszyłem dalej. Zatrzymałem się pod domem Jennifer. Zatrąbiłem i wyszła z niego Jenn i Austin. Widać było po minie Jennifer, że była ostro wkurzona. Wrzuciła walizki i wsiadła do samochodu ostro trzaskając drzwiami. Od drugiej strony wsiadł Austin.
-Spokojnie, bo mi furę rozwalisz.
-Sory -burknęła i zapięła pas.
-Kochanie wyluzuj -uspokajał ją Austin.
-Nie wkurwiaj mnie jeszcze i ty -powiedziała oschle i wsadziła słuchawki do uszu. Odpaliłem auto i ruszyliśmy.
-Co z nią? -zapytała Nicole.
-Wczoraj wrócili jej rodzice i przyłapali nas....no wiecie.....Zrobili jej mega awanturę.
-Uuuu. Dostało się wam.
-Noo. Ale i tak za tydzień znowu lecą w delegację -powiedział Austin i oparł się.
-Gdzie to jezioro? -zapytała Nicole. Zdziwiłem się, że dopiero teraz zapytała, bo zawsze miała sto pytań.
-Zobaczysz -uśmiechnąłem się, a ona wywróciła oczami. -Prześpij się słonko -powiedziałem i pogłaskałem ją po głowie. Wygodnie oparła się o oparcie i przymknęła oczy. Uśmiechnąłem się i skupiłem na drodze.
Oczami Nicole:
-Nicole, kotku. -Usłyszałam czyjś głos i poczułam, że ktoś całuje mnie w usta i wszyję. Uśmiechnęłam się, bo wiedziałam, że to Justin. Otworzyłam lekko oczy. -Dojeżdżamy -poinformował mnie, a ja prosto usiadłam. Wjechaliśmy na jakieś podwórko i zza szyby ujrzałam piękny dom. Wydawał się być ogromny.
-Justin, on jest cały nasz? -upewniłam się.
-Tak -odpowiedział i zaparkował przed domem. Wszyscy wysiedli i wzięli swoje bagaże. Jennifer dalej była zdenerwowana i z nikim nie rozmawiała. Ruszyła pośpiesznie w stronę domku.
-Jenn! -krzyknęłam, a gdy się odwróciła podbiegłam do niej.
-Nicole, proszę zostaw mnie.
-Nie ma mowy. -Pokiwałam głową. -Nie możesz się tak wkurzać.
-Ale....
-Nie ma żadnego ,,ale''. Jesteśmy na wakacjach, trzeba się bawić, imprezować, szaleć, a nie naburmuszać się i mieć focha na cały świat. Olej to co powiedzieli rodzice, zapomnij o tym.
-Masz racje. Dziękuję ci. -Uśmiechnęła się i przytuliła mnie.
-Wiesz Austinowi chyba przykro, że tak do niego powiedziałaś.
-Rozumiem -Odeszła i podbiegła do swojego chłopaka. Zaczęli o czymś gadać, a potem zaczęli się całować.
-Justin! Prowadź nas -zawołał Cody, a Justin wziął swoje walizki. Podeszłam do bagażnika i wyjęłam swoje.
-Kicia zostaw je. Zaraz po nie wrócę.
-Nie -powiedziałam krótko i weszłam do domu. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy to piękny, przytulny salon. Postawiłam walizki i rozejrzałam się dookoła. Było cudownie.
-I jak? -usłyszałam głos Jusa i poczułam jego dłonie oplatające mnie od tyłu. Do środka weszli już wszyscy i zrobili zadowoloną minę.
-Cudownie -powiedziałam, a wszyscy się ze mną zgodzili.
-Chodźcie pokaże wam wasze sypialnie -powiedział Jus i zaprowadził nas wszystkich schodami do góry. Złapał za pierwszą klamkę i otworzył drzwi do pokoju. -To jest sypialnia Codyego. -Cody wbiegł do środka i dosłownie rzucił się na łóżko. Poszliśmy dalej. Kolejne drzwi i kolejny pokój. -Ten jest Jenn i Austina. - Podszedł do drzwi obok i je otworzył. ten pokój podobał mi się najbardziej. -Ten jest nasz- powiedział i weszliśmy do środka. Położyliśmy walizki na podłodze i rozejrzałam się. Pokój był cudowny. Podeszłam do drzwi, które znajdowały się w sypialni i je otworzyłam. Była to łazienka. Wyszłam z powrotem do Justina.
-Jest idealnie -w tym właśnie momencie usłyszałam klakson auta, który dobiegał z dworu. Podeszłam do okna i otworzyłam je. Zobaczyłam........
-Zobaczysz -uśmiechnąłem się, a ona wywróciła oczami. -Prześpij się słonko -powiedziałem i pogłaskałem ją po głowie. Wygodnie oparła się o oparcie i przymknęła oczy. Uśmiechnąłem się i skupiłem na drodze.
Oczami Nicole:
-Nicole, kotku. -Usłyszałam czyjś głos i poczułam, że ktoś całuje mnie w usta i wszyję. Uśmiechnęłam się, bo wiedziałam, że to Justin. Otworzyłam lekko oczy. -Dojeżdżamy -poinformował mnie, a ja prosto usiadłam. Wjechaliśmy na jakieś podwórko i zza szyby ujrzałam piękny dom. Wydawał się być ogromny.
-Justin, on jest cały nasz? -upewniłam się.
-Tak -odpowiedział i zaparkował przed domem. Wszyscy wysiedli i wzięli swoje bagaże. Jennifer dalej była zdenerwowana i z nikim nie rozmawiała. Ruszyła pośpiesznie w stronę domku.
-Jenn! -krzyknęłam, a gdy się odwróciła podbiegłam do niej.
-Nicole, proszę zostaw mnie.
-Nie ma mowy. -Pokiwałam głową. -Nie możesz się tak wkurzać.
-Ale....
-Nie ma żadnego ,,ale''. Jesteśmy na wakacjach, trzeba się bawić, imprezować, szaleć, a nie naburmuszać się i mieć focha na cały świat. Olej to co powiedzieli rodzice, zapomnij o tym.
-Masz racje. Dziękuję ci. -Uśmiechnęła się i przytuliła mnie.
-Wiesz Austinowi chyba przykro, że tak do niego powiedziałaś.
-Rozumiem -Odeszła i podbiegła do swojego chłopaka. Zaczęli o czymś gadać, a potem zaczęli się całować.
-Justin! Prowadź nas -zawołał Cody, a Justin wziął swoje walizki. Podeszłam do bagażnika i wyjęłam swoje.
-Kicia zostaw je. Zaraz po nie wrócę.
-Nie -powiedziałam krótko i weszłam do domu. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy to piękny, przytulny salon. Postawiłam walizki i rozejrzałam się dookoła. Było cudownie.
-I jak? -usłyszałam głos Jusa i poczułam jego dłonie oplatające mnie od tyłu. Do środka weszli już wszyscy i zrobili zadowoloną minę.
-Cudownie -powiedziałam, a wszyscy się ze mną zgodzili.
-Chodźcie pokaże wam wasze sypialnie -powiedział Jus i zaprowadził nas wszystkich schodami do góry. Złapał za pierwszą klamkę i otworzył drzwi do pokoju. -To jest sypialnia Codyego. -Cody wbiegł do środka i dosłownie rzucił się na łóżko. Poszliśmy dalej. Kolejne drzwi i kolejny pokój. -Ten jest Jenn i Austina. - Podszedł do drzwi obok i je otworzył. ten pokój podobał mi się najbardziej. -Ten jest nasz- powiedział i weszliśmy do środka. Położyliśmy walizki na podłodze i rozejrzałam się. Pokój był cudowny. Podeszłam do drzwi, które znajdowały się w sypialni i je otworzyłam. Była to łazienka. Wyszłam z powrotem do Justina.
-Jest idealnie -w tym właśnie momencie usłyszałam klakson auta, który dobiegał z dworu. Podeszłam do okna i otworzyłam je. Zobaczyłam........
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz