53 Rozdział
Oczami Nicole:
Gdy się odwróciłam ujrzałam jakiegoś chłopaka. Należał on do takich którzy mnie bardzo wkurwiali.
-Nic ci nie jest? Wszystko w porządku? -zapytał, a ja krzywo na niego popatrzyłam.
-A czy wygląda jakby było w porządku? -splunęłam połykając słone łzy i wstałam. Szybkim krokiem ruszyłam przed siebie, lecz chłopaka dalej za mną szedł.
-Mogę ci jakoś pomóc? -zapytał i dorównał mi kroku.
-Nikt i nic mi już nie pomoże -burknęłam i kolejna fal łez zalała moją twarz.
-Poczekaj -szepnął i złapał mnie za ramię. Nie wiem dlaczego, ale stanęłam. Obróciłam się na pięcie, aby stać przodem do niego. -Trzymaj -podał mi swoją czarną, skurzaną kurtkę i zarzucił mi na plecy. Szybkim ruchem ręki zrzuciłam ją na ziemię.
-Daj mi spokój! -krzyknęłam, a on wydawał być się zmieszanym. -Wypierdalaj ode mnie! Nie rozumiesz, że nie potrzebuję niczyjej pomocy, a już zwłaszcza takiego lalusia jak ty! Sam doskonale sobie radzę! - Krzyknęłam mu prosto w twarz.
-Właśnie widzę -szepnął, abym nie usłyszała, lecz jednak doskonale słyszałam. Spojrzałam na niego groźnie, a ten, aby ominąć mojego wzroku podniósł z ziemi ubłoconą kurtkę. -Dlaczego płaczesz? -zapytał jakby go to interesowało.
-Wydaje ci się. To deszcz. -Powiedziałam oschle, a ten i tak nie dawał mi spokoju.
-Nie rób ze mnie idioty. Możesz mi powiedzieć.
-Naprawdę chcesz wiedzieć?! -krzyknęłam dość głośno, a on kiwnął lekko głową.
-Tak -odpowiedział pewnie.
-Dobrze. Powiem ci. Płaczę dlatego, że mój narzeczony właśnie wystawił mnie do wiatru! Gdy ja siedziałam i czekałam na niego jak jakaś idiotka on w tym czasie bawił się w klubie i lizał się z jakimiś pustymi laluniami! Ktoś wysłał mi zdjęcia jak liże się z pustą blondynką! Zrobił ze mnie totalną kretynkę! Zdradził mnie już drugi raz! -skończyłam, a chłopak oblizał wargę. -Chciałeś wiedzieć to wiesz! -wydarłam się i uciekłam dalej zalewając się słoną substancją. Przeszłam przez jakiś mały mostek, obejrzałam się za siebie i na szczęście nie było tam już nieznajomego. Gdy spojrzałam przed siebie ujrzałam czarną postać w kominiarce. Wystraszyłam się i gdy próbowałam uciec osoba powaliła mnie na ziemię. Złapała mnie jak worek ziemniaków i wrzuciła za jakieś krzaki. Płakałam już z dwóch powodów. Wstałam kiwając się, lecz znów wylądowałam z hukiem na ziemi. Coś szczykło w moje kostce, aż krzyknęłam z bólu. Czarna postać zakleiła mi buzię taśmą i posadziła, opierając mnie o drzewo.
-Zabawimy się trochę -usłyszałam obrzydliwy głos. Był to mężczyzna. Usiadł na mnie okrakiem i zaczął odpinać moją sukienkę. Zaczęłam się wyrywać lecz to tylko pogorszyło moją sytuację. Mężczyzna szczelił mi tak zwanego liścia w twarz. Gdy już prawie odpiął zamek nieznajomy, którego spotkałam wcześniej porządnie uderzył go belką w głowę. Ten upadł, a ja z płaczem podniosłam się. Niestety upadłam z powrotem na tyłek. Moja kostka strasznie mnie bolała. Chłopak podszedł do mnie i delikatnie odkleił taśmę z moich ust.
-Nic ci nie jest?
-Strasznie boli mnie kostka -jęknęłam i złapałam się za bolące miejsce. Mężczyzna który próbował mnie zgwałcić przekręcił się z bólu na trawie.
-Lepiej stąd chodźmy - powiedział chłopak i pośpiesznie wziął mnie na ręce. -Jestem Mat.
-Nicole. -Powiedziałam, a chłopak wyszedł już na chodnik. -Dziękuję, że mnie uratowałeś. Gdy by nie ty....- Poczułam, że znów zaczynam płakać.
-Schhh -Mat położył palec na moich utach i złapał mnie mocniej. Oparłam głowę o jego tors i zamknęłam oczy. Nie planował tego, ale zasnęłam.
Rano obudził mnie piękny zapach gofrów. Otworzyłam swoje powieki i rozglądnęłam się. Kompletnie nie wiedziałam gdzie jestem. Leżała w obcym mi pokoju. Podniosłam się do pozycji siedzącej i odrzuciłam kołdrę, którą byłam przykryta w bok. Spojrzałam na moją kostkę, Była zabandażowana białym bandażem. Pomału wstałam i w podskokach na jednej nodze wyszłam z pokoju. Aby zejść na dół trzeba było pokonać schody. Nie. Wróciłam z powrotem do sypialni i z torebki która leżała na półce obok łóżka wyjęłam iPhona. Odblokowałam go i spojrzałam na wyświetlacz. Miałam 100 nieodebranych połączeń od Justina i 30 wiadomości. Usunęłam je wszystkie i wrzuciłam telefon do torby. Wzięłam ją w rękę i otworzyłam drzwi. Stanęłam na przeciw schodów i pomału zaczęłam z nich skakać. Schodek za schodkiem. Gdy dotarłam na dół weszłam do dużej kuchni z której dochodził ten piękny zapach. Nikogo w niej nie było. Dalej nie wiedziałam gdzie jestem.
-Jak kostka? -usłyszałam głos i nie wiedząc dlaczego pisnęłam. Obróciłam się i zobaczyłam Mata.
-Przestraszyłeś mnie. Z nogą lepiej dziękuję.
-Opatrzyłem ją. Jest tylko zwichnięta. -Posłał mi uśmiech i podał mi talerz z goframi, bitą śmietaną i owocami. Uśmiechnęłam się i usiadłam przy barze.
-Pyszne -oblizałam się gdy skończyłam, a Mat wsadził talerz do zmywarki. -Jesteśmy u ciebie? -zapytałam a on się uśmiechnął.
-Tak -pokiwał głową.
-Mat. Chciałabym cie przeprosić za moje wczorajsze zachowanie. -Spuściłam głowę w dół.
-Spoko. Wim, że było ci ciężko -poczułam, że moje oczy zrobiły się szklane. Nie chciałam się rozkleić więc powachlowałam ręką oczy, aby nic z nich nie wypłynęło. Mat się roześmiał.
-Dziękuję ci za wszystko, ale muszę wracać. Mogę się odświeżyć.
-Jasne prosto i w lewo do łazienki. -Wskazał na korytarz, a ja przytaknęłam -Trzymaj -Podał mi ubrania.
-Kogo to? -zapytałam.
-Mojej siostry. Nieraz tu nocuje. -Skinęłam głową i poszłam wskazówkami chłopaka do łazienki. Odprawiłam poranną toaletę i wyszłam. Gdy złapałam za telefon, a by schować go do torebki on zaczął dzwonić. Spojrzałam na niego. Dzwonił/a......
___________________________
Nie wiem jak wy, ale ja jestem zadowolona z tego rozdziału. Podoba mi się, a wam? Opinie bardzo miło widziane. Dziękuję za taką wielką liczbę odsłon. xoxoxo
-Nic ci nie jest?
-Strasznie boli mnie kostka -jęknęłam i złapałam się za bolące miejsce. Mężczyzna który próbował mnie zgwałcić przekręcił się z bólu na trawie.
-Lepiej stąd chodźmy - powiedział chłopak i pośpiesznie wziął mnie na ręce. -Jestem Mat.
-Nicole. -Powiedziałam, a chłopak wyszedł już na chodnik. -Dziękuję, że mnie uratowałeś. Gdy by nie ty....- Poczułam, że znów zaczynam płakać.
-Schhh -Mat położył palec na moich utach i złapał mnie mocniej. Oparłam głowę o jego tors i zamknęłam oczy. Nie planował tego, ale zasnęłam.
Rano obudził mnie piękny zapach gofrów. Otworzyłam swoje powieki i rozglądnęłam się. Kompletnie nie wiedziałam gdzie jestem. Leżała w obcym mi pokoju. Podniosłam się do pozycji siedzącej i odrzuciłam kołdrę, którą byłam przykryta w bok. Spojrzałam na moją kostkę, Była zabandażowana białym bandażem. Pomału wstałam i w podskokach na jednej nodze wyszłam z pokoju. Aby zejść na dół trzeba było pokonać schody. Nie. Wróciłam z powrotem do sypialni i z torebki która leżała na półce obok łóżka wyjęłam iPhona. Odblokowałam go i spojrzałam na wyświetlacz. Miałam 100 nieodebranych połączeń od Justina i 30 wiadomości. Usunęłam je wszystkie i wrzuciłam telefon do torby. Wzięłam ją w rękę i otworzyłam drzwi. Stanęłam na przeciw schodów i pomału zaczęłam z nich skakać. Schodek za schodkiem. Gdy dotarłam na dół weszłam do dużej kuchni z której dochodził ten piękny zapach. Nikogo w niej nie było. Dalej nie wiedziałam gdzie jestem.
-Jak kostka? -usłyszałam głos i nie wiedząc dlaczego pisnęłam. Obróciłam się i zobaczyłam Mata.
-Przestraszyłeś mnie. Z nogą lepiej dziękuję.
-Opatrzyłem ją. Jest tylko zwichnięta. -Posłał mi uśmiech i podał mi talerz z goframi, bitą śmietaną i owocami. Uśmiechnęłam się i usiadłam przy barze.
-Pyszne -oblizałam się gdy skończyłam, a Mat wsadził talerz do zmywarki. -Jesteśmy u ciebie? -zapytałam a on się uśmiechnął.
-Tak -pokiwał głową.
-Mat. Chciałabym cie przeprosić za moje wczorajsze zachowanie. -Spuściłam głowę w dół.
-Spoko. Wim, że było ci ciężko -poczułam, że moje oczy zrobiły się szklane. Nie chciałam się rozkleić więc powachlowałam ręką oczy, aby nic z nich nie wypłynęło. Mat się roześmiał.
-Dziękuję ci za wszystko, ale muszę wracać. Mogę się odświeżyć.
-Jasne prosto i w lewo do łazienki. -Wskazał na korytarz, a ja przytaknęłam -Trzymaj -Podał mi ubrania.
-Kogo to? -zapytałam.
-Mojej siostry. Nieraz tu nocuje. -Skinęłam głową i poszłam wskazówkami chłopaka do łazienki. Odprawiłam poranną toaletę i wyszłam. Gdy złapałam za telefon, a by schować go do torebki on zaczął dzwonić. Spojrzałam na niego. Dzwonił/a......
___________________________
Nie wiem jak wy, ale ja jestem zadowolona z tego rozdziału. Podoba mi się, a wam? Opinie bardzo miło widziane. Dziękuję za taką wielką liczbę odsłon. xoxoxo
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz