piątek, 27 września 2013

57 Rozdział

57 Rozdział

Oczami Nicole:
Razem z Justinem z jego domu pojechaliśmy do eleganckiej restauracji na spotkanie z managerem. Justin otworzył mi drzwi i weszliśmy do środka.
-Który to? -Zapytałam i rozejrzałam się dookoła. 
-Nie wiem -wzruszył ramionami. Wskazał palcem na mężczyznę, który macha do nas ręką. Podeszliśmy bliżej do stolika przy którym siedział.
-Witam, nazywam się Scooter Braun -przedstawił się i podał Jusowi rękę na powitanie. mi posłał serdeczny uśmiech i pocałował moją dłoń. -Ty to pewnie Nicole? -odpowiedziałam mu uśmiechem i zajęłam miejsce. - Widziałem cię w telewizji. Byłaś bardzo odważna.
-Dziękuję -wyszczerzył się i zwrócił do Justina.
- Chciałbym być twoim managerem. Zrobiło się teraz o tobie głośno i fajnie by było gdybyś kontynuował to co zacząłeś. Masz wielki talent i grzech było by go zmarnować. Staniesz się bardziej znany, rozpoznawalny, zdobędziesz fanów, będziesz koncertował, występował w wywiadach, sesjach. -Justin cały czas potakiwał i uśmiechał się. Pasowało mu to. 
-Zgadzam się -powiedział, a Scooter się uśmiechnął. 
-Musisz być pewny. Twoje życie zmieni się na zawsze. Będziesz musiał mieć ochroniarza, zero prywatności, dużo pracy i obowiązków. -Dokończył Braun, a Justin pewnie kiwnął głową.
-Rozumiem i zgadzam się.
-W takim razie witamy w show-biznesie. -Podał rękę, a Jus zrobił to samo. Wyciągnął stertę papierów które Justin musiał podpisać. -Bądź jutro w Records Studio. Nagramy parę piosenek i poznam cię z ekipą. Twój ochroniarz wpadnie dziś do ciebie, aby zapoznać się z tobą i Nicole -spojrzał na mnie, a ja pytająco na niego. 
-Mnie? -zapytałam zdziwiona.
-Tak. Ty również musisz mieć ochronę. Jesteś dziewczyną Justina Biebera. -wytłumaczył. -Ty też będziesz sławna -nie podobało mi się to. Wcale, ale rozumiałam że dla Justina jest ważne dlatego zgodziłam się. Pożegnaliśmy się i wyszliśmy. Przed restauracją czekali na nas reporterzy robiący zdjęcia. Js objął mnie ramieniem i przeprowadził przez tłum.
-Czy jesteście znowu razem? -usłyszeliśmy donośny głos któregoś z reporterów.
-Pogodziliście się -zapytał drugi. Zignorowaliśmy ich i wsiedliśmy do auta. 
-Męczą mnie oni -westchnął Justin odpalając silnik samochodu. 
-Wady bycia gwiazda -rzuciłam z uśmiechem i zapięłam pas. Justin ruszył z piskiem opon i szybko dojechał pod mój dom. -Nie jedziemy do.........-zastanowiłam się i zamknęłam. Chciałam powiedzieć ,,do naszego domu'', ale przypomniało mi się, że się wyprowadziłam. 
-Do naszego domu? -zapytał Justin z uśmiechem. Spuściłam głowę w dół i bawiłam się swoimi palcami. - Wrócisz do domu? -zapytał i ujął moją dłoń. Spojrzałam w jego brązowe oczy.
-Tak. -Powiedziałam, a Jus musnął z radością moje usta.
-Chodź, trzeba wziąć twoje rzeczy. -Otworzyłam drzwi i wyszłam. Nie było reporterów więc odetchnęłam z ulgą. Jednak, stały tam 3 dziewczyny. Miały jakoś po 14 lat, gdy wyszłam z samochodu te zaczęły piszczeć i cieszyć się.

Oczami Justina:
-Kochanie? -usłyszałem głos Nicole gdy wychodziłem z auta.
-Tak, kicia? -zapytałem i zamknąłem drzwi. Odwróciłem się w stronę Nicole która wskazywała na 3 dziewczyny, które stały przed domem Nicole. Gdy mnie ujrzały zaczęły szaleć, a nawet wzruszyły się.
-Justin! Jesteśmy twoimi wielkimi fankami, kochamy cię -krzyknęła jedna, a mi zagościł uśmiech na twarzy.
-Bardzo się cieszę.
-Możemy zrobić sobie z wami zdjęcie? -zapytała druga i wskazała na Nicole.
-Jasne. -Powiedziałem i przyciągnąłem Nicole do siebie. Wszyscy się ustawiliśmy i zdjęcie było gotowe.
-Mogę was o coś zapytać? -spytała jedna z moich fanek, a ja kiwnąłem twierdząco głowa. -Jesteście razem?
-Tak -odpowiedziałem równo z Nicole, a dziewczyny się zaśmiały.
-Cieszymy się -powiedziały i odeszły. Złapaliśmy się za rękę i weszliśmy do domu. Z góry zabraliśmy walizki i schowaliśmy je do bagażnika, na szczęście Nicole nie zdążyła się rozpakować. Ułożyliśmy je i wróciliśmy do samochodu. Przekręciłem kluczyki w stacyjce i odpaliłem silnik.
__________________________
Mam dla was propozycję. Mogłabym zacząć pisać nowe opowiadanie, ale tego bym nie usuwała. Pisałabym 2. Co wy na to????

czwartek, 26 września 2013

56 Rozdział

56 Rozdział

Oczami Justina:
Wróciłem do mojego domu i oczywiście nie obyło się bez reporterów, fleszy aparatów i pytań. Poprawiłem okulary przeciwsłoneczne i przepchałem się przez wielki tłum. 
-Justin!? Czy widziałeś Nicole w telewizji? -usłyszałem gdy stanąłem w progu. Skrzywiłem się i zamknąłem za sobą drzwi. Wbiegłem na górę i włączyłem swojego laptopa. Przeszukałem internet i znalazłem to czego szukałem. Kliknąłem w ,,Piękna Nicole, dziewczyna Justina Biebera odpowiada na pytania''. Obejrzałem cały materiał i zamknąłem urządzenie. Zszedłem na dół i zatrzymałem się przy stole w jadalni. Leżała tam złożona, biała kartka. Rozwinąłem ją i zacząłem czytać, po chwili papier był mokry od łez spływających z mojego policzka. Długo się nie zastanawiając chwyciłem za telefon i wybrałem numer do Nicole. Niestety nie odebrała. Spróbowałem jeszcze z trzy razy, lecz i tym razem bez skutku. Po chwili mój telefon sam zadzwonił, z nadzieją, że to Nicole szybko odebrałem.
/Rozmowa/
-Nicole nawet nie wiesz jak się cieszę, że zadzwoniłaś. -Powiedziałem uradowany. 
-Yyy nazywam się Scooter Braun, rozumiem, że rozmawiam z Justinem Bieberem?
-Tak. Przepraszam myślałem, że.....
-Rozumiem nie musisz się tłumaczyć. Jestem managerem muzycznym i chciałbym wziąć cię pod swoje skrzydła.
-Dobrze rozumiem, ale wolałbym to obgadać osobiście. 
-Jak najbardziej. Możemy się spotkać dzisiaj. 
-Jasne. Może za jakieś 2 godziny, bo teraz muszę coś załatwić. 
-Spotkajmy się w Restaurant Melisse.
-Będę. 
Rozłączyłem się i wybiegłem z domu, po drodze zabierając kluczyki samochodowe. Wsiadłem do auta i ruszyłem z piskiem opon. Po krótkim czasie dotarłem pod dom Nicole. Zauważyłem jej auto więc na pewno tu była. Zaparkowałem samochód i wysiadłem. Zapukałem do drzwi i czekałem aż mi otworzy. 

Oczami Nicole:
Gdy siedziałam w sypialni i oglądałam stare zdjęcia z Justinem przy tym płacząc usłyszałam pukanie do drzwi. Leniwie podniosłam się z podłogi i zeszłam na dół. Spojrzałam w lustro które wisiało na przed pokoju. Wyglądałam koszmarnie, cały make-up spłynął mi po twarzy. Zignorowałam to i szeroko otworzyłam drzwi. Stał tam Justin. Nie wahając się, szybko je zamknęłam, ,lecz Justin podłożył nogę blokując mi zamknięcia. 
-Proszę wpuść mnie. -Błagał próbując otworzyć drzwi. 
-Nie. Idź sobie! 
-Nigdzie nie pójdę dopóki nie dasz mi wszystkiego wyjaśnić.
-Nie doczekanie twoje -stęknęłam, a Justin dostał się do środka. Miał więcej siły niż ja więc mogłam przewidzieć, że tak się stanie. 
-I co teraz kochanie? -powiedział ze zwycięskim uśmieszkiem i przygniótł mnie do ściany. Poczułam przyjemny dreszcz gdy mnie dotknął. Tak bardzo brakowało mi jego dotyku, czułości. 
-Zostaw mnie -Westchnęłam, ale nic to nie dało. Czułam ciepły, miętowy oddech Justina na swoim ciele. 
-Dasz mi wytłumaczyć? -zapytał z nadzieją, a ja prychnęłam śmiechem. -Proszę -dodał błagalnie. Odwróciłam głowę w bok, aby ominąć jego wzroku, który błagał, abym go wysłuchała. Znów miałam wielki mętlik w głowie. 
-Dobrze -powiedziałam, a on szeroko się uśmiechnął. Jus musnął moje usta i puścił mnie. -Powiedziałam, że cie wysłucham, a nie, że ci wybaczę. 
-Przepraszam -powiedział uśmiechnięty i zajął miejsce na kanapie. Poklepał miejsce obok siebie, a ja tam usiadłam. Poprawiłam się i skinęłam głową na znak, aby zaczynał.
-Gdy byłem z chłopakami na mieście wstąpiliśmy do baru, aby uczcić miliony wejść na moim nagraniu. Cody wrzucił je w tym samym dniu i byliśmy szczęśliwi, że w tak krótkim czasie świat o mnie usłyszał. No to, gdy byliśmy w tym klubie zauważyłem Vicky z dwoma koleżankami, chciałem wyjść, aby ominąć kłótni. Chłopaki zatrzymali mnie i powiedzieli, abym się nią nie przejmował. Tak zrobiłem. W pewnym momencie ta zdzira podeszła do mnie i pogratulowała mi. Byłem tym zdziwiony. Później przedstawiła mi swoją przyjaciółkę. Byłem zmieszany bo nie wiedziałem po co to robi. Później zrozumiałem. Kazała mi ją pocałować, nie zgodziłem się. Zagroziła, że jeżeli tego nie zrobię wymyśli jakąś bajeczkę, że się z nią przespałem, a potem zostawiłem. Dodała, że wycieknie to do prasy, a co gorsza powie o tym tobie i zrobi to tak, abyś na pewno w to uwierzyła.-Zaczerpnął oddechu i spojrzał mi w oczy. -Nicole ja nie chciałem, ale nie miałem wyjścia. Ona chciała zniszczyć nasz związek.
-Udało się -syknęłam.
-Wiem, ale przyrzekam, że to ostatni raz. Błagam wybacz mi. -Złapał mnie za dłoń nie spuszczając ze mnie wzroku.
-Ja......ja -jąknęłam się i wstałam. Nerwowo przeszłam po całym pokoju.
-Proszę -podszedł i złapał mnie za ramiona. -Kochasz mnie? -Zapytał.
-Tak, bardzo, ale..... -Nie dokończyłam, bo Justin złączył nasze usta w namiętnym pocałunku. Odwzajemniłam go i pogłębiłam. Jus złapał mnie za pośladki i ścisnął je, jęknęłam z rozkoszy, a on w tym czasie wsunął swój język do moich ust. Nasze języki walczyły o dominacje. Błądziłam rękoma po jego plecach, a następnie pozbawiłam go koszulki. Chłopak podniósł mnie do góry, a ja owinęłam nogi wokół jego bioder. Zaprowadził mnie na górę i kopnął drzwi które się otworzyły. Położył mnie ostrożnie na łózko, a później sam usiadł na mnie. Zdjął ze mnie koszulkę i spodnie. Zrobiłam to samo z jego ubraniami i zostaliśmy w samej bieliźnie.
-Czyli, że mi wybaczysz? -zapytał z cwaniackim uśmiechem. Przyciągnęłam go do siebie i zmysłowo pocałowałam.
-Czy taka odpowiedź ci wystarczy?
-Nie zupełnie -powiedział i znów złączył nas w pocałunku. Zdjęłam jego bokserki, a on zajął się moją bielizną.

Oczami Justina:
Byłem w niebo wzięty. Czułem wielką ulgę, że Nicole mi wybaczyła, nasze godzenie się też było cudowne. Jak zwykle Nicole była cudowna.
-Zaraz muszę iść -powiedziałem i wstałem z łóżka.
-Gdzie?
-Mam spotkanie z managerem muzycznym.
-To super.
-Pojedziesz ze mną? -zapytałem i ubrałem bokserki.
-Jasne. Tylko się ubiorę. -Weszła do łazienki, a ja założyłem swoje ubrania które walały się po podłodze. Otworzyłem drzwi do łazienki i wszedłem do niej. Nicole była już przebrana więc szybko ułożyłem swoje włosy i byłem gotowy. 
-I jak? -spytała Nicole gdy skończyła robić makijaż i ob kręciła się.
-Cudnie -musnąłem jej usta i wyszliśmy. -Podjedziemy jeszcze do mnie. -kiwnęła głową i zeszliśmy na dół. Wyjrzałem przez okno i zwróciłem się do ukochanej. -Załóż okulary przeciwsłoneczne.
-Ale po co? -zapytała i wykonała moje polecenie. Otworzyłem drzwi i zostaliśmy momentalnie oślepieni błyskami.
-Po to -szepnąłem.
_______________________
Moje drogie czytelniczki jeżeli możecie to udostępnicie mojego bloga gdzieś, powiedzcie znajomym. Cokolwiek, bo inaczej jeżeli będzie was dalej tak mało będę zmuszano zawiesić bloga. Przepraszam, ale tak jest :( Postarajcie się ;) KOCHAM WAS ♥♥

poniedziałek, 23 września 2013

55 Rozdział

55 Rozdział 

Oczami Justina:
Zostałem sam. Całkiem sam. Nicole odeszła i to być może na zawsze. Nie mogłem uwierzyć w to, że oddała pierścionek i zakończyła ten związek. Byłem z nią taki szczęśliwi, to ona sprawiła, że stałem się lepszym człowiekiem. Ściskałem pierścionek w dłoni tak mocno aż zrobiły mi się odciski. Siedziałem na leżaku nie ruszając się i płacząc, nie mogłem się otrząsnąć z tego co stało się za ledwie 3 minuty temu. Wiedziałem, że straciłem największy skarb, gdybym mógł jej to wszystko wyjaśnić wyglądało by to inaczej. To nie było tak jak myślała Nicole. W mojej kieszeni zawibrował telefon. Nie miałem ochoty z nikim pisać, rozmawiać czy coś w tym stylu, jednak coś mnie ciągnęło, abym odczytał wiadomość. Wyjąłem iPhona i spojrzałem na wyświetlacz: Nicole. Mimo, że łzy ciekły z moich oczu kącik ust podniósł się lekko do góry. Zacząłem czytać wiadomość.
Od: Nicole <3
Ja nie kończę tego związku. Chcę tylko odpocząć. Proszę zrozum <3
Ucieszyłem się, że jeszcze nie wszystko jest stracone. Teraz jeszcze bardziej muszę się postara ją odzyskać. Muszę walczyć. 

Oczami Nicole:
Wzięłam się na odwagę i wysłałam mu tą wiadomość. Moje serce mówiło, abym dała mu możliwość wytłumaczenia, a rozum podpowiadał, abym dała sobie z nim spokój. Nie umiałam o nim zapomnieć, kochałam go jak jeszcze nigdy. Szybkim krokiem dotarłam pod dom, gdzie było mnóstwo reporterów i paparazzi. Na mój widok zaczęli robić mi zdjęcia i pytać się o różne rzeczy. Widocznie wiedzieli, że jesteśmy razem, a razem byliśmy. Przykryłam oczy ręką, aby mnie nie zaślepili i z trudem przekręciłam klucze w zamku.
-Czy to prawda, że mieliście mieć dziecko, lecz poroniłaś? -usłyszałam głos któregoś z mężczyzn. Spojrzałam za siebie i zobaczyłam, że oczekują na odpowiedź. 
-Nicole czy ty płakałaś? Dlaczego? Czy to przez Justina? -zapytał drugi. Zignorowałam ich i weszłam do środka. Zamknęłam za sobą drzwi i zsunęłam się po nich na podłogę. Nie wiedziałam co mam robić. Miałam wielki mętlik w głowie. Nie wiedziałam czy mam się wyprowadzić czy raczej zostać? Porozmawiać z Justinem czy raczej go unikać? Miałam miliony pytań, a mniej czasu. Obawiałam się, że zaraz wpadnie Justin i będzie próbował opowiedzieć jak to było, a ja pęknę i mu wybaczę, bo go strasznie kocham. Podniosłam się szybko i wbiegłam na górę. Wyjęłam dwie walizki z szafy i zaczęłam pakować do niej ubrania, buty, dodatki, kosmetyki. Zapięłam je i odstawiłam na bok. Weszłam do łazienki i przebrałam się. Założyłam okulary, buty i wyszłam. Wzięłam w rękę walizki i sprowadziłam je po schodach. Już wiedziałam dokąd pojadę. Usiadłam w jadalni przy stole i wzięłam kartkę i długopis. Napisałam:
Justin proszę nie szukaj mnie, nie kontaktuj się ze mną. Daj mi to wszystko przemyśleć i trochę odpocząć. Odezwę się do ciebie wkrótce. Pamiętaj, że byłeś i zawszę będziesz najważniejszy w moim życiu i nigdy nie przestane cie kochać. Ty zawsze w moim sercu. Kocham Cię. Nicole.
Zostawiłam kartkę na stole i wyszłam z domu. Zostałam znowu zarzucone pytaniami i oślepiona fleszami.
-Dlaczego się wyprowadzasz? Czy zerwaliście? Nicole! -Otworzyłam samochód i wsiadłam do niego. Walizki ułożyłam na tylnych siedzeniach i odpaliłam silnik. Dobrze wiedziałam dokąd mam jechać. Po 10 minutach byłam na miejscu. Wjechałam na podjazd swojego starego, własnego domu który kupiłam zanim wprowadziłam się do Jusa. Zabrałam bagaże i wysiadłam z samochodu. Wygrzebałam z torebki stare klucze i otworzyłam nimi drzwi wejściowe. Weszłam do środka i rozejrzałam się, tak dawno nikt tu nie był. Zamknęłam drzwi na zamek i ułożyłam walizki w salonie. Opadłam na kanapie i pilotem włączyłam telewizor. Trafiłam na program o gwiazdach. Było o Justinie i co dziwne o mnie. Postanowiłam oglądnąć.
-Czy to już koniec związku Justina Biebera i Nicole Stone? -powiedziała redaktorka, a na ekranie wyświetliło się nasze zdjęcie. Powstrzymałam się od zalania łzami i oglądałam dalej. -Justin Bieber stał się sławny w niecały jedne dzień! Jeden dzień! Wywołało to sensację na całym świecie. Bieber wrzucił na YouTube nagranie w którym śpiewa i od razu uzyskał miliony wyświetleń. Znamy również jego ukochaną Nicole Stone, a co do tej pary. Justin wyszedł dziś rano z domu i był bardzo zamyślony od tamtej pory nie wrócił do domu. Widziano tam jego dziewczynę, która jak widać na zdjęciu płakała. -Pojawiła się fotka na której płaczę i cały makijaż ze mnie spływa. - Niestety nie udało się wyciągnąć od niej żadnych informacji. Spakowała swoje walizki i pojechała. Nasi ludzie jechali cały czas za nią i dojechali do domku w którym znajduje się obecnie Nicole. -Wyświetlili zdjęcie domu do którego chodzę. Zrobiłam wielkie oczy i podeszłam do okna. Faktycznie stali tam. Było ich jeszcze więcej. Ostro się zdenerwowałam i wyszłam przed drzwi. 
-Nicole! Możemy zadać ci kilka pytań?! -Postanowiłam, że pozwolę im na to, bo później dadzą mi spokój.
-A czy dacie mi później spokój i odjedziecie z pod mojego domu?
-Tak -wszyscy odpowiedzieli chórem i pokiwali głową. 
-Dobrze skoro tak to możecie pytać. -Posłałam im lekki uśmiech. -Ale po kolei. 
-Czy to prawda, że byłaś w ciąży lecz poroniłaś -wiedziałam że padnie takie pytanie. Powstrzymałam się od łez i odpowiedziałam.
-Tak to prawda. To był wielki dramat i rozpacz. 
-Czy to było dziecko Justina?! -ktoś krzyknął, a ja się roześmiałam. 
-Oczywiście, że tak -powiedziałam oczywiście. 
-Czy jesteś z Justinem? -zatkało mnie. Co miałam odpowiedzieć. 
-To trudne pytanie -zaczęłam. -Ja i Justin mamy trudniejszy okres i daliśmy sobie czas.
-Z jakiego powodu?
-Wolałabym aby o tym wiedział tylko Jus i ja. -Uśmiechnęłam się.
-Czy wrócicie do siebie?
-Czas pokaże, a teraz już pójdę i ma  nadzieję, że wy również -Zamknęłam z ulga drzwi i luknęłam do okna. Wszyscy wsiedli w swoje auta i odjechali. Spojrzałam w telewizor, puszczali nagranie gdzie odpowiadałam na pytania przed moim domem. Puszczali to cały czas. Wyłączyłam go i skuliłam się na podłodze. Mój telefon zaczął dzwonić. Spojrzałam na niego: Justin <3. Nacisnęłam........
________________
Do jutra!! <3 xoxox

niedziela, 22 września 2013

54 Rozdział

54 Rozdział

Oczami Nicole:
Dzwonił Justin. Oczywiście odrzuciłam połączenie i zrobiłam makijaż. Na szczęście miałam kosmetyczkę w torebce. Uczesałam włosy i małymi podskokami weszłam do kuchni.
-I jak? -obróciłam się skacząc dokoła własnej osi.
-Ślicznie -Powiedział Mat. -Chyba coś ci dzwoni -wskazał na moją torebkę z której dobiegał sygnał.
-Wiem -powiedziałam i wzruszyłam ramionami. 
-Nie odbierzesz?
-Nie mam zamiaru ani ochoty z nim rozmawiać.
-To twój narzeczony?
-Tak Justin.
-Justin? Justin Bieber? -zapytał Mat lekko podekscytowany.
-Taaaaak -przeciągnęłam. -Skąd go znasz? -zapytałam, a chłopak wyjął z szuflady tableta.
-Chyba wszyscy go znają. Jest gwiazdą internetu.
-Popierdoliło cię? O co chodzi? -zapytałam rozkojarzona, a Mat pokazał mi nagranie Justina który śpiewa. To był on. Wszędzie rozpoznałabym ten anielski głos. Przykryłam usta dłonią ze zdziwienia. -Dlaczego nic nie wiedziałam? 
-Ma miliony odsłon -podsumował Mat i schował urządzenie z powrotem do szuflady. Stałam tam jak wryta.
-Muszę już lecieć -Powiedziałam szybko i jak najszybciej mogłam opuściłam dom. Usiadłam na schodkach i pozwoliłam zalać się łzami. Ja go nadal kocham, ale nie potrafię mu wybaczyć. Mój telefon ciągle dzwonił. Zdenerwowałam się i wyłączyłam go. Nawet nie wiedziałam dokąd mam iść. Pierwsze co wpadło mi do głowy to rodzice, ale co jeśli Justin tam jest? Jennifer! Tak, na nią zawsze mogę liczyć. Weszłam na chodnik i rozejrzałam się. Nie znałam tej okolicy. Nazwa ulicy też mi nic nie mówiła. Wezwałam taksówkę i po 5 minutach już była. Wsiadłam do środka i podałam kierowcy adres przyjaciółki. Gdy przejeżdżaliśmy obok naszego domu obejrzałam się na chwilę w tamtą stronę. Przed domem stało mnóstwo reporterów i dziennikarzy. Zignorowałam to, nie miałam zamiaru tam wchodzić. Zatrzymaliśmy się przed domem Jen. Podziękowałam kierowcy i dałam mu pieniądze. Wysiadłam z auta utykając i doczłapałam się do drzwi. Miałam na sobie tylko jednego buta, bo drugi nie wszedł mi na zabandażowaną stopę. Zapukałam raz po czym szarpnęłam za klamkę i weszłam do środka. 
-Jennifer! -zawołałam i usłyszałam jak ktoś biegnie. Stanęła przede mną Jennifer, Austin, Cody i Justin. Stop. Justin? Co on tu robi.
-Shawty! -krzyknął i podbiegł do mnie. Próbował mnie objąć lecz odepchnęłam go. -Skarbie wszystko w porządku? Przepraszam za wczoraj. Zgubiłem rachubę czasu. -popatrzyłam na niego z pogardą. Miał niezły tupet. Odwróciłam się na pięcie i chwyciłam klamkę.
-Nicole! -krzyknęła Jenn i stanęła przede mną uniemożliwiając mi wyjścia. 
-Odsuń się Jenn. Chcę stąd wyjść. -Powiedziałam i zachwiałam się. Nie utrzymałam równowagi i leciałam do tyłu. Jednak nie upadłam, wpadłam w czyjeś ramiona. Obróciłam głowę i zobaczyłam uśmiechniętego Justina. Szybko wyrwałam się z jego objęć i stanęłam prosto na jednej nodze.
-Kicia co ci się stało w nogę? -zapytał zmartwiony Justin. 
-A nic takiego słońce, ktoś próbował mnie zgwałcić, ale to szczegół. Wiem, że miałeś ciekawsze zajęcie na głowie niż bycie ze mną. -Machnęłam ręką, a on wytrzeszczył oczy.
-CO?! -krzyknął, a wszyscy stali jak słupy soli. -Który to? Ja go załatwię. Kurwa! -krzyknął i objął mnie. Gdy próbował mnie pocałować dałam mu w twarz. Ja po prostu nie wytrzymałam, musiałam to zrobić. Justin złapał się za czerwony policzek, a wszyscy otworzyli buzie ze zdziwienia. 
-Nicole co ci jest?! -krzyknęła Jenn i podbiegła do mnie. Spojrzała mi w moje oczy które były pełne łez i objęła mnie. Rozpłakałam się. -Dlaczego płaczesz? -zapytała zmartwiona. 
-Może niech Justin powie! -Spojrzałam na chłopaka, który stał i patrzył na mnie z bólem w oczach. Jennifer próbowała mnie uspokoić, bo cała się telepałam. 
-Shhhh. Spokojnie -głaskała moje plecy. -Justin? -zwróciła się do chłopaka. 
-Nicole nie rozumiem. -Powiedział spokojnie.
-To zaraz zrozumiesz! -krzyknęłam i wyjęłam z torebki telefon. Ledwo go odblokowałam przez trzęsące się dłonie. Otworzyłam zdjęcie i zakryłam sobie oczy, bo nie mogłam na to patrzeć. Wyciągnęłam rękę w stronę przyjaciół.
-Suka -splunął Cody, a ja spojrzałam na niego zmieszana. -Nie ty -pokręcił głową patrząc na mnie. Popatrzyłam w oczy Justina który były pełne łez. -Nicole daj nam to wyjaśnić.
-Cody ja nie chcę słuchać kłamstw. Justin, a ty obiecałeś, że to się nie powtórzy. 
-Nicole to nie było tak -próbował wyjaśniać. -Ja ci wszystko wytłumaczę. 
-Wsadźcie sobie te kłamstwa i wyjaśnienia w dupę! -Krzyknęłam i utykając wybiegłam z domu. Obkrążyłam dom i usiadłam na leżaku za domem, przy basenie. Przyciągnęłam nogi do klatki piersiowej i zaczęłam płakać, bo tylko to mogłam zrobić. Usłyszałam wołanie mojego imienia. Był to głos Justina, gdy chciałam wstać i uciec stąd. Justin znalazł mnie.
-Odwal się! -krzyknęłam i usiadłam z powrotem na leżak. On usiadł na skraju i spojrzał mi w oczy. Również z jego oczy wylewały się słone łzy, których nie mógł zatrzymać. 
-Mogę ci to wyjaśnić?
-Po co? Nie wierzę ci już w żadne słowo. 
-Proszę cię daj mi szansę. -Powiedział błagalnie. Chciałam rzucić się mu w ramiona, pocałować go lecz nie mogłam. Mimo to, że nadal go kocham.
-Miałeś szansę. Zaprzepaściłeś ją.
-Przecież wiesz jak było na Hawajach. To Vicky mnie pocałowała.
-Wiem, ale teraz też Vicky cię pocałowała?
-Nie, ale to przez nią! -krzyknął i wytarł łzy, które leciały i leciały.
-Justin, ja......ja ci nie wierzę -Wybełkotałam. Zdjęłam z palca pierścionek zaręczynowy i wsadziłam mu w dłoń. -Przepraszam. -wstałam i zostawiłam go tam. Wiem, że cierpi, ale mi też nie jest łatwo. Niekontrolowanie przypłynęła kolejna fala łez. Pozwoliłam im płynąć, a sama szłam chodnikiem przed siebie. Tak bez celu. Co ja zrobiłam? Popełniłam największy błąd w swoim życiu. Nie mam już po co żyć, dla kogo? Może powinnam dać mu wszystko wyjaśnić, ale co jeśli mnie okłamię? Ja nie chce żyć w kłamstwie. Nie chciałam żyć z nikim innym. Chciałam Justina! Wyjęłam swój telefon.
Do: Justin <3
Ja nie kończę tego związku. Chcę tylko odpocząć. Proszę zrozum <3
Jednak nie nacisnęłam jeszcze ,,wyślij'' nie wiedziałam czy mam to zrobić. Pod dłuższej chwili namysłu zdecydowałam, że........
__________________________
Ma wysłać czy jednak nie? Ja sama nie wiem, więc proszę podpowiedzcie. :**

53 Rozdział

53 Rozdział

Oczami Nicole:
Gdy się odwróciłam ujrzałam jakiegoś chłopaka. Należał on do takich którzy mnie bardzo wkurwiali.
-Nic ci nie jest? Wszystko w porządku? -zapytał, a ja krzywo na niego popatrzyłam.
-A czy wygląda jakby było w porządku? -splunęłam połykając słone łzy i wstałam. Szybkim krokiem ruszyłam przed siebie, lecz chłopaka dalej za mną szedł.
-Mogę ci jakoś pomóc? -zapytał i dorównał mi kroku.
-Nikt i nic mi już nie pomoże -burknęłam i kolejna fal łez zalała moją twarz. 
-Poczekaj -szepnął i złapał mnie za ramię. Nie wiem dlaczego, ale stanęłam. Obróciłam się na pięcie, aby stać przodem do niego. -Trzymaj -podał mi swoją czarną, skurzaną kurtkę i zarzucił mi na plecy. Szybkim ruchem ręki zrzuciłam ją na ziemię. 
-Daj mi spokój! -krzyknęłam, a on wydawał być się zmieszanym. -Wypierdalaj ode mnie! Nie rozumiesz, że nie potrzebuję niczyjej pomocy, a już zwłaszcza takiego lalusia jak ty! Sam doskonale sobie radzę! - Krzyknęłam mu prosto w twarz. 
-Właśnie widzę -szepnął, abym nie usłyszała, lecz jednak doskonale słyszałam. Spojrzałam na niego groźnie, a ten, aby ominąć mojego wzroku podniósł z ziemi ubłoconą kurtkę. -Dlaczego płaczesz? -zapytał jakby go to interesowało.
-Wydaje ci się. To deszcz. -Powiedziałam oschle, a ten i tak nie dawał mi spokoju.
-Nie rób ze mnie idioty. Możesz mi powiedzieć.
-Naprawdę chcesz wiedzieć?! -krzyknęłam dość głośno, a on kiwnął lekko głową. 
-Tak -odpowiedział pewnie.
-Dobrze. Powiem ci. Płaczę dlatego, że mój narzeczony właśnie wystawił mnie do wiatru! Gdy ja siedziałam i czekałam na niego jak jakaś idiotka on w tym czasie bawił się w klubie i lizał się z jakimiś pustymi laluniami! Ktoś wysłał mi zdjęcia jak liże się z pustą blondynką! Zrobił ze mnie totalną kretynkę! Zdradził mnie już drugi raz! -skończyłam, a chłopak oblizał wargę. -Chciałeś wiedzieć to wiesz! -wydarłam się i uciekłam dalej zalewając się słoną substancją. Przeszłam przez jakiś mały mostek, obejrzałam się za siebie i na szczęście nie było tam już nieznajomego. Gdy spojrzałam przed siebie ujrzałam czarną postać w kominiarce. Wystraszyłam się i gdy próbowałam uciec osoba powaliła mnie na ziemię. Złapała mnie jak worek ziemniaków i wrzuciła za jakieś krzaki. Płakałam już z dwóch powodów. Wstałam kiwając się, lecz znów wylądowałam z hukiem na ziemi. Coś szczykło w moje kostce, aż krzyknęłam z bólu. Czarna postać zakleiła mi buzię taśmą i posadziła, opierając mnie o drzewo. 
-Zabawimy się trochę -usłyszałam obrzydliwy głos. Był to mężczyzna. Usiadł na mnie okrakiem i zaczął odpinać moją sukienkę. Zaczęłam się wyrywać lecz to tylko pogorszyło moją sytuację. Mężczyzna szczelił mi tak zwanego liścia w twarz. Gdy już prawie odpiął zamek nieznajomy, którego spotkałam wcześniej porządnie uderzył go belką w głowę. Ten upadł, a ja z płaczem podniosłam się. Niestety upadłam z powrotem na tyłek. Moja kostka strasznie mnie bolała. Chłopak podszedł do mnie i delikatnie odkleił taśmę z moich ust.
-Nic ci nie jest?
-Strasznie boli mnie kostka -jęknęłam i złapałam się za bolące miejsce. Mężczyzna który próbował mnie zgwałcić przekręcił się z bólu na trawie.
-Lepiej stąd chodźmy - powiedział chłopak i pośpiesznie wziął mnie na ręce. -Jestem Mat.
-Nicole. -Powiedziałam, a chłopak wyszedł już na chodnik. -Dziękuję, że mnie uratowałeś. Gdy by nie ty....- Poczułam, że znów zaczynam płakać.
-Schhh -Mat położył palec na moich utach i złapał mnie mocniej. Oparłam głowę o jego tors i zamknęłam oczy. Nie planował tego, ale zasnęłam.
Rano obudził mnie piękny zapach gofrów. Otworzyłam swoje powieki i rozglądnęłam się. Kompletnie nie wiedziałam gdzie jestem. Leżała w obcym mi pokoju. Podniosłam się do pozycji siedzącej i odrzuciłam kołdrę, którą byłam przykryta w bok. Spojrzałam na moją kostkę, Była zabandażowana białym bandażem. Pomału wstałam i w podskokach na jednej nodze wyszłam z pokoju. Aby zejść na dół trzeba było pokonać schody. Nie. Wróciłam z powrotem do sypialni i z torebki która leżała na półce obok łóżka wyjęłam iPhona. Odblokowałam go i spojrzałam na wyświetlacz. Miałam 100 nieodebranych połączeń od Justina i 30 wiadomości. Usunęłam je wszystkie i wrzuciłam telefon do torby. Wzięłam ją w rękę i otworzyłam drzwi. Stanęłam na przeciw schodów i pomału zaczęłam z nich skakać. Schodek za schodkiem. Gdy dotarłam na dół weszłam do dużej kuchni z której dochodził ten piękny zapach. Nikogo w niej nie było. Dalej nie wiedziałam gdzie jestem.
-Jak kostka? -usłyszałam głos i nie wiedząc dlaczego pisnęłam. Obróciłam się i zobaczyłam Mata.
-Przestraszyłeś mnie. Z nogą lepiej dziękuję.
-Opatrzyłem ją. Jest tylko zwichnięta. -Posłał mi uśmiech i podał mi talerz z goframi, bitą śmietaną i owocami. Uśmiechnęłam się i usiadłam przy barze.
-Pyszne -oblizałam się gdy skończyłam, a Mat wsadził talerz do zmywarki. -Jesteśmy u ciebie? -zapytałam a on się uśmiechnął.
-Tak -pokiwał głową.
-Mat. Chciałabym cie przeprosić za moje wczorajsze zachowanie. -Spuściłam głowę w dół.
-Spoko. Wim, że było ci ciężko -poczułam, że moje oczy zrobiły się szklane. Nie chciałam się rozkleić więc powachlowałam ręką oczy, aby nic z nich nie wypłynęło. Mat się roześmiał.
-Dziękuję ci za wszystko, ale muszę wracać. Mogę się odświeżyć.
-Jasne prosto i w lewo do łazienki. -Wskazał na korytarz, a ja przytaknęłam -Trzymaj -Podał mi ubrania.
-Kogo to? -zapytałam.
-Mojej siostry. Nieraz tu nocuje. -Skinęłam głową i poszłam wskazówkami chłopaka do łazienki. Odprawiłam poranną toaletę i wyszłam. Gdy złapałam za telefon, a by schować go do torebki on zaczął dzwonić. Spojrzałam na niego. Dzwonił/a......
___________________________
Nie wiem jak wy, ale ja jestem zadowolona z tego rozdziału. Podoba mi się, a wam? Opinie bardzo miło widziane. Dziękuję za taką wielką liczbę odsłon. xoxoxo

52 Rozdział

52 Rozdział

Oczami Justina:
W domu byliśmy po jakiś 20 minutach. Weszliśmy do domu i zmęczeni opadliśmy na kanapę. Z mojej kieszeni dobiegał dźwięk sms-a. Wyjąłem go i spojrzałem na ekran.
Od: Cody
Masz dzisiaj czas?
Do: Cody
No, a co?
Od: Cody
Wyskoczysz z nami na miasto? Kręgle, piwko czy coś takiego?
Do: Cody
OK. Bądźcie u mnie za 5 min.
Nie otrzymałem już odpowiedzi. Schowałem iPhona do kieszeni i spojrzałem na Nicole, która słuchała bicia mojego serca. 
-Nicole?
-Tak skarbie? -Zapytała i podniosła głowę do góry.
-Chciałbym wyskoczyć z chłopakami na miasto. -Zauważyłem, że kącik jej ust podniósł się ku górze.
-Idź -powiedziała i musnęła moje usta.
-Dziękuje shawty. Jesteś cudowna. -Zerwałem się i pobiegłem na górę. Szybko się w coś przebrałem, odświeżyłem i poprawiłem fryzurę. Zszedłem na dół i akurat usłyszałem pukanie do drzwi. Pocałowałem Nicole i wyszedłem. Przywitałem się z resztą i ruszyliśmy w kierunku miasta. 

Oczami Nicole:
Gdy Justin wyszedł włączyłam sobie telewizor, lecz od razu go wyłączyłam, bo nie było nic ciekawego. Sięgnęłam po telefon na którym widniała wiadomość od Justina z przed 1 minuty.
Od: Justin <3
Wynagrodzę ci to. Zapraszam cię na kolację. Bądź o 18 w Bred Breakfast. 
Do Justin <3
Już nie mogę się doczekać :*
Spojrzałam na zegar ścienny :15. Miałam jeszcze sporo czasu, lecz postanowiłam wziąć się już do roboty. Wbiegłam do łazienki i zsunęłam z siebie ubrania. Nalał do wanny sporą ilość wody, a następnie zanurzyłam się w niej, dokładnie umyłam swoje ciało i włosy. Spuściłam wodę i owinęłam ręcznik wokół tali. Gdy byłam już sucha ubrałam TO. Pofalowałam dokładnie włosy i starannie zrobiłam makijaż. Prysnęłam się moją ulubioną i najładniejszą perfumą, umyłam zęby i wyszłam. Do torebki włożyłam iPhona, kosmetyczkę, portfel i dokumenty. Gdy opuszczałam sypialnie szybko spojrzałam na zegarek, który wskazywał 17:40. Byłam już gotowa i mogłam wyjść. Ubrałam szpilki i zabrałam klucze. Było dość ciepło jak na wieczór więc nie brałam kurtki. Wcześniej zamówiłam taksówkę, która czekała na mnie pod domem. Zakluczyłam drzwi i wsiadłam do wozu. Kierowca zatrzymał auto i ostrożnie z niego wysiadłam, dałam mu pieniądze i weszłam przez obrotowe drzwi do wielkiej, ekskluzywnej restauracji. 
-Mogę w czymś pomóc -zapytała młoda kobieta, która niespodziewanie stanęła przede mną. 
-Yyy. Byłam tu umówiona z chłopakiem o nazwisku Bieber -kobieta spojrzała na swoje papiery i wskazała na pięknie ozdobiony stolik. Skinęłam głową i usiadłam na krześle. Justina jeszcze nie było, a zawsze był szybciej niż ja. Wyjęłam z torebki telefon, aby sprawdzić komórkę: 18:10. Gdzie on do cholery jest? Minęło 5 min, 10, 15 a jego dalej nie było. Byłam już poirytowna.Złapałam za telefon i wybrałam do niego numer. Nie odbierał. Zadzwoniłam drygi raz, ale dalej nic. Odłożyłam go i nerwowo stukałam paznokciami w stół. Mój telefon zawibrował. Miałam nadzieję, że to Jus. Myliłam się. Numer nieznany. Dostałam zdjęcie Justina w jakimś klubie, który całuje się z jakąś lafiryndą. Zdjęcie było zrobione dzisiaj, poznałam po ubiorze Justina. Zalałam się łzami, nie mogłam się nawet ruszyć. 
-Podać coś? -zapytał uprzejmo kelner, który zbierał zamówienia. Odwróciłam się w jego stronę, a on zrobił dziwna minę, jakby się wystraszył. Możliwe, że tak było, przez łzy byłam na pewno cała rozmazana. 
-Dziękuję, już wychodzę -powiedziałam z podniesionym tonem i walnęłam torebką o stół. Podniosłam się z miejsca i wybiegłam z płaczem. Na domiar złego zaczął padać deszcz. Nie wiedziałam co mam zrobić i dokąd pójść. Nic tu nie widziałam, bo było już ciemno. Cała drżałam z nerwów, z płaczu i z zimna. Nie wiedząc dokąd pobiegłam przed siebie. Dotarłam chyba do jakiegoś parku. Zajęłam ławkę i podkuliłam nogi. Ujęłam twarz w dłoń i zaczęłam gorzej płakać. Nie mogłam uwierzyć jak on mógł znów mi to zrobić. Obiecał, że to się nie powtórzy, byliśmy zaręczenia, a on? Nic sobie z tego nie robił. Olał mnie i naszą randkę, aby lizać się z pierwszą lepszą w klubie. Może doszło między nimi do czegoś więcej. Nie wiem i nie chcę wiedzieć. Zimne krople deszczu oblały już całe moje ciało. Poczułam kogoś dłonie na swoich ramionach. Odwróciłam się i ujrzałam........
_____________________
Możliwe, że zaraz dodam następny. Nic nie obiecuję. Xoxox

sobota, 21 września 2013

51 Rozdział

51 Rozdział

Oczami Nicole:
Siedzieliśmy z Justinem na podłodze objęci. Ja dalej płakałam w jego tors, a on dalej mnie uspokajał. Nawet zaśpiewał mi piosenkę, ale to za wiele nie dało. Usłyszałam ciche pukanie do drzwi. Lekko podniosłam głowę i zobaczyłam Emily. Powycierałam policzki i prosto usiadłam jakby nigdy nic.
-To ja was zostawię. -Powiedział Justin i podniósł się. -Będę na dole -Musnął moje usta i wyszedł. Emily niepewnie usiadła obok mnie.
-Przepraszam -wyszeptała, ale tak, bym ją usłyszała. -Ja nie wiedziałam -dokończyła i spojrzała na mnie. Wymusiłam uśmiech i objęłam ją ramieniem. 
-Nic się nie stało. Rodzice nie zdążyli ci powiedzieć -Powiedziałam w jej włosy.
-Nie gniewasz się na mnie? -Powiedziała z nutką nadziei w głosie. Pokiwałam przecząco głową i podniosłam się. Podałam Em rękę, aby jej pomóc i wyszliśmy razem z pokoju. Zeszliśmy na dół i usiedliśmy na kanapie gdzie wszyscy zajadali się ciastem i popijali kawą. Położyłam głowę na torsie Jusa i wzięłam łyka soku. Usłyszałam dzwonek do drzwi, a Emily zerwała się z miejsca. 
-Otworzę! -Krzyknęła i wybiegła z salonu.
-Spodziewacie się kogoś? -Zapytałam rodziców, a oni pokręcili głową. Do salonu weszła Emily, która trzymała za rękę jakiegoś chłopaka. Wyglądał na w jej wieku. Był całkiem przystojny. Miał blond włosy i zielone oczy. Miło się do nas wszystkich uśmiechał.
-Chciałabym wam przedstawić mojego chłopaka. -Emily wskazała na chłopaka. -To jest Nicolas -Chłopak serdecznie się wyszczerzył i podał nam dłoń na przywitanie. 
-Usiądziecie z nami? -Zapytała mama.
-Nie. Idziemy do kina. -Powiedziała. -Pa -pożegnała się i wyszli. 
-Wydaje się miły -podsumowała mama, gdy wejściowe drzwi się zatrzasnęły.
-Dla ciebie wszyscy wydają się być mili -Powiedział tato, a wszyscy zaczęli się śmiać, nawet moja mama.
-Chcielibyśmy wam coś powiedzieć -zaczęłam, a rodzice spojrzeli na nas. Ścisnęłam dłoń Justina. -Jesteśmy zaręczeni -dokończyłam, a na ich twarzach pojawił się szeroki uśmiech.
-To cudownie! -krzyknęła mam.
-Gratulacje -pogratulował nam tato. -Ale czy wy nie jesteście za młodzi na ślub? Macie 19 lat, a ty Nicole 18.
-John -upomniała go mama.
-Nie martw się. Ślub możemy wziąć gdy będziemy już starsi. A poza tym szkołę już skończyliśmy - wytłumaczył Justin.
-No właśnie Justin dobrze mówi -wsparła go moja mama.
-No dobra to my też będziemy się zbierać -Powiedziałam i podniosłam się z miejsca.
-Już? -zdziwił się tato.
-Chcielibyśmy odwiedzić Pattie -spojrzałam na Justina, który się uśmiechnął.
-No właśnie Justin. Kiedy przedstawisz nam swoją mamę? -zapytała mama.
-Niedługo. Zapytam jej. -Powiedział i otworzył mi drzwi. Pożegnaliśmy się i wyszliśmy. 

Oczami Justina:
-Justin? -Spojrzała na mnie Nicole.
-Tak skarbie?
-Do twojej mamy jest stąd dość daleko, a my nie mamy auta -powiedziała, a ja się zastanowiłem. Miała rację. Nie przemyślałem tego. 
-Zamówmy taksówkę -wyjąłem z kieszeni iPhona i wybrałem numer. Podałem im adres i odłożyłem telefon. -Będzie za 5 min. -Pokazałem rząd białych ząbków. Nicole odwzajemniła uśmiech. Podjechała do nas żółta taksówka d której wsiedliśmy. Podałem adres i ruszyliśmy. 
-Justin, zapomniałam! -Krzyknęła Nicole i zaczęła szperać za czymś w swojej torebce. Wyjęła z niej małą paczuszkę i położyła mi ją na kolanach. Odpakowałem ją i zobaczyłem biały kubek z czarnym napisem: NICOLE + JUSTIN = ♥. Uśmiechnąłem się, schowałem go z powrotem i ucałowałem moją księżniczkę. 
-Piękny -uśmiechnęła i się i schowała go z powrotem tak, aby nikt go nie rozbił. 
-Jesteśmy -poinformował nas kierowca. Zapłaciłem i podałem dłoń Nicole, aby pomóc jej wyjść. Zapukałem do drzwi i otworzyła nam Jazmyn. Na nasz widok szeroko się uśmiechnęła i wciągnęła nas do środka. Zatrzasnęła drzwi i podbiegła w naszym kierunku. Rozłożyłem szeroko ramiona, aby w nie weszła, ale tak się nie stało. Zamiast do mnie wtuliła się w Nicole. Zaskoczony i trochę zawiedziony podniosłem się. Nicole wystawiła mi język. 
-Zdrajczyni -Powiedziałem do Jazmy, a ta się uśmiechnęła. Spojrzałem w stronę z której dobiegały tupot nóżek. Do przedpokoju wbiegł wesoły Jaxon i uwiesił się mojej nogi. 
-Justin! -pisnął, a ja wziąłem go na ręce i mocno przytuliłem. Chociaż jeden jest po mojej stronie. 
-Gdzie mama? -zapytałem, a dzieciaki wskazały palcem drzwi od ogrodu. Faktycznie była tam. Sadziła chyba jakieś kwiatki.-Cześć mamo -pomachałem jej i wszyscy wyszliśmy na ogród. Nicole zrobiła wielkie oczy. Nigdy jeszcze tu nie była. Moja mama strasznie dba o ten ogródek, co widać.
-Nie słyszałam jak wchodzicie -powiedziała i zdjęła zabrudzone rękawiczki. Uściskała nas i wytarła z czoła pot.
-Tu jest prze pięknie -Powiedziała oszołomiona Nicole, a mama się uśmiechnęła.
-Cieszę się, że ci się podoba.
-Bardzo
-Mamo ja i Nicole jesteśmy zaręczeni -Powiedziałem, bo nudziła mnie ta gadka o ogródku. 
-O mój Boże! -Krzyknęła uradowana. -Bardzo się cieszę. -Podeszła do nas i mocno uściskała. -Kiedy chcecie wziąć ślub?
-Tato Nicole twierdzi, że jest za wcześnie.
-Trochę się z nim zgadzam. Jesteście trochę za młodzi, ale i tak się cieszę i wam gratuluje. Zapomniałam wam powiedzieć, że jest mi strasznie przykro z powodu..... -Nie dokończyła, bo je przerwałem. 
-Mamo -upomniałem ją, aby nie kończyła.
-Przepraszam -uśmiechnęła się niewinnie. -Chcecie coś do picia?
-Nie. Będziemy już lecieć. Robi się późno. -Pożegnaliśmy się z maluchami i wyszliśmy przez furtkę. 
-Przejdziemy się? -zapytała Nicole, a ja skinąłem głową. -Wiesz, dużo myślałam nad twoim talentem muzyczny. -Zaczęła i spojrzała na mnie z uśmieszkiem. 
-I co wymyśliłaś? 
-Nie możesz się marnować. Powinieneś wrzucić nagranie do internetu, pochwalić się przed światem. 
-Następna. Mówisz jak moja mama i Cody -Nicole się uśmiechnęła. 
-Mówię prawdę.
-Zobaczymy, a teraz chodźmy -załapałem ją za rękę i zacząłem biec.

piątek, 20 września 2013

50 Rozdział

50 Rozdział

Oczami Nicole:
Szliśmy z Justinem pomału i spacerkiem, nigdzie nam się nie śpieszyło. Chcieliśmy nacieszyć się sobą.
-Justin? Wiesz trochę się boję -Powiedziałam, a Justin pytająco na mnie spojrzał. 
-Ale czego skarbie? -Zapytał i objął mnie ramieniem. 
-Tego, że rodzice poruszą temat....... No wiesz...Dziecka -Wydukałam, a Jus się uśmiechnął pocieszająco. 
-Nie martw się. Na pewno wiedzą, że jest to dal ciebie bardzo ciężki temat i go nie poruszą. - Odwzajemniłam uśmiech i właśnie doszliśmy pod odm rodziców.
-Mam nadzieję -Powiedziałam i zapukałam do drzwi. Nie czekaliśmy długo, a drzwi otworzył nam uśmiechnięty od ucha do ucha tato. 
-Jesteście! -Krzyknął z radością i wciągnął nas do środka. -Stęskniliśmy się za wami -powiedział i po kolei nas uścisnął. Weszliśmy do salonu, gdzie siedziała już mama. Również się ucieszyła i nas objęła.
-Tęskniliśmy -Powiedziała.
-My też -Odpowiedziałam i usiadłam.
-Głodni? -zapytała mama, a my pokiwaliśmy przecząco głową. -Przyniosę kawę i ciasto -Zniknęła w kuchni, a tato usiadł obok nas. 
-Gdzie Emily? -zapytałam, bo było jakoś cicho. 
-Na górze. Wczoraj wróciła z obozu. Zawołam ją. -Powiedział tato i wszedł schodami na górę. Kiedyś gdy byłyśmy mniejsze razem jeździłyśmy na tego typu obozu. Było strasznie fajnie, poznałam tam wiele fajnych osób. Mama weszła do salonu i postawiła na stoliku tackę pełną ciastek, ciast, herbaty, soku i kawy.
-Częstujcie się -powiedziała i wskazała na smakołyki -A gdzie tato? -Rozejrzała się po pokoju.
-Poszedł po Em -Powiedział Justin i przyciągnął mnie bliżej siebie. -Idą -zauważył, a po chwili wbiegła wesoła Em. 
-Nicole! -krzyknęła, a ja podniosłam się i mocno ją uściskałam. 
-Mamy coś dla ciebie -Powiedziałam i otworzyłam swoją torebkę. Wyjęłam z niej pamiątkę jeszcze z Hawaii. Podałam jej siostrze, a ona się wyszczerzyła. 
-Dziękuję. Jest piękna. Ja dla was też coś mam. -Powiedziała i wbiegła na górę. Spojrzałam na rodziców, a oni zruszyli ramionami, na znak, że nic o tym nie wiedzą. Nagle przede mną pojawiła się Em i wręczyła mi torebkę na prezenty. Spojrzałam na nią, a ona się zachęcająco wyszczerzyła. Wsadziłam rękę do torebki i wyjęłam z niej niebieskie, słodkie śpioszki z napisem: KOCHAM SWOICH RODZICÓW i maskotkę. Spojrzałam na to wszystko, a oczy zrobiły mi się szklane. Widocznie rodzice nie powiedzieli jeszcze Em, że poroniłam. Nie wytrzymałam i się rozpłakałam. Widziałam zaniepokojenie na wszystkich twarzach. Nie czekając dłużej ruszyłam w długą i wbiegłam po schodach na górę. Otworzyłam drzwi od swojego starego pokoju i weszłam do niego. Zamknęłam za sobą drzwi i zakluczyłam je. Usiadłam na parapecie i zaczęłam płakać w poduszkę, która tam leżała. Przypomniały mi się dni gdy siedziałam tu i płakałam za Justinem. Usłyszałam kroki, a po chwili ktoś zapukał do drzwi. Uciszyłam się i płakałam ciszej, aby nikt mnie nie usłyszał. 
-Skarbie wiem, że tam jesteś -usłyszałam głos Justina. 
-Wcale, że nie! -krzyknęłam i schowałam głowę w twarz. Słyszałam jak Jus się śmieje, a mnie nie było do śmiechu. 
-Kochanie, proszę cię otwórz -prosił, a raczej błagał.
-Nie -rzuciłam i wytarłam policzki. Spojrzałam przez okno i ujrzałam szczęśliwą parę spacerującą z wózkiem. Bardziej się rozpłakałam. 
-Jeżeli nie otworzysz tych cholernych drzwi wyważę je. Nie żartuję! -krzyknął i słyszałam jak zsunął się po nich. Powycierałam twarz w poduszkę i zeszłam z parapetu. Przekręciłam zamek w drzwiach i usiadłam na podłodze. Justin wpadł do pokoju i rozejrzał się do koła. Jego wzrok stanął na mnie. Widziałam w jego oczach smutek i rozpacz. Podszedł do mnie i usiadł przy mnie. Objął mnie ramieniem i spojrzał mi w oczy.
-Emily nie wiedziała. -Powiedział i otarł moje łzy, które ciągle leciały.
-Wiem -odpowiedziałam i zawiesiłam ręce na jego szyi. -Tak bardzo chciałabym cofnąć czas -Mówiłam jeszcze głośniej płacząc.
-Schhhh. Wiem kicia, ale nie możesz się obwiniać -Uspokajał mnie Jus i pocieszająco głaskał po plecach. Tak bardzo cieszę się, że mam przy sobie taką cudowną osobę jak Justin.

49 Rozdział

49 Rozdział 

Oczami Justina:
Rano obudziłem się za nim promienie słońca przebiły się przez nasze okno. Poleżałem chwilkę po czym wstałem i zaścieliłem łózko. Nicole jeszcze smacznie spała, pocałowałem ją w czoło i wszedłem do łazienki. Rozsunąłem drzwi do kabiny prysznicowej i wszedłem do środka. Odkręciłem ciepłą wodę i nasmarowałem ciało żelem arbuzowym. Włosy dokładnie umyłem malinowym i owinąłem sobie ręcznik wokół bioder. Powycierałem włosy i postawiłem je na żel. Z garderoby wyjąłem ubrania i ubrałem je. Po cicho, aby nie obudzić mojej księżniczki opu opuściłem pokój i zszedłem na dół do kuchni. 
-Siema, stary -przywitał mnie Fredo i przybiliśmy piątkę. -Gdzie twoja zguba? 
-Na górze śpi. -Wyjąłem z szafki patelnię i położyłem ją na blat. 
-Co ty robisz? -zapytał przyjaciel, który mnie obserwował.
-Naleśniki -Powiedziałem i zacząłem przyrządzać śniadanie.
-A zrobisz mi jednego? -zapytał z nadzieją i zrobił maślane oczka. 
-No dobra -Westchnąłem. Alferdo usiadł przy blacie i cierpliwie czekał na śniadanko. Postawiłem przed nim talerz naleśników, a on się oblizał. 
-Dziękuje! -krzyknął gdy wszedłem na schody. Kiwnąłem głową i otworzyłem drzwi do pokoju. Nicole nie było w łóżku. Ktoś podszedł mnie od tyłu i objął mnie w tali. Odwróciłem głowę i ujrzałem Nicole.
-Cześć słońce -przywitałem ją soczystym całusem w usta. -To dla ciebie -Wręczyłem jej pyszne śniadanko, a ona się rozpromieniła.
-Dziękuję -Musnęła moje usta i rozłożyła się na łóżku. Na kolanach postawiła talerz i zaczęła spożywać posiłek. Wziąłem do rąk walizki, które leżały pod ścianą i zacząłem pomału znosić je po schodach. Wpakowałem wszystkie do bagażnika i zamknąłem go. Wróciłem z powrotem do domu i ujrzałem wszystkich naszych przyjaciół, którzy latali po całym domu i dopakowywali jeszcze jakieś rzeczy. 
-Długo jeszcze? -zapytałem w progu. 
-Nie! -krzyknął Austin i zszedł z góry z walizkami.
-Masz kluczyki -rzuciłem klucze w jego kierunku, a on je złapał. -Gotowa? -zwróciłem się do Nicole, która stanęła obok mnie. Pokiwała energicznie głową i wyszła przed dom. Za nią podążyli wszyscy. Ułożyli walizki w bagażniku i wsiedli do auta. Usiadłem na miejscu kierowcy i spojrzałem w bok na Nicole, siedziała smutna, zamyślona i wpatrywała się w szybkę. Położyłem dłoń na jej ramieniu, a ona popatrzyła na mnie swoimi pięknymi oczami. 
-Co się stało? -zapytałam troskliwie. 
-Nie chcę jechać.
-Wiem skarbie, ja też nie, ale musimy. Obiecuję, że wrócimy tu za rok. -Uśmiechnęła się, a ja odpaliłem silnik i ruszyliśmy. Powrót trwał krótko, Nicole oczywiście zasnęła, a ci z tyłu ciągle się wygłupiali. Odwiozłem wszystkich do domu, a następnie podjechałem pod nasz domek. Zaparkowałem auto na podjeździe i wziąłem Nicole na ręce. Musiała być zmęczona, bo nawet się nie obudziła. Z trudem udało mi się otworzyć drzwi. Schowałem klucze do kieszeni i kopnąłem drzwi nogą. Otworzyły się, a ja w taki sam sposób je zamknąłem. Zaniosłem moją ukochaną do sypialni i położyłem ja na łóżku. Było już ciemno i późno więc sam też się rozebrałem i położyłem obok.

Oczami Nicole:
Jakimś cudem rano obudziłam się w naszym łóżku i w naszym domu. Rozejrzałam się po pokoju. Tak dawno tu nie byłam. Wstałam i wyjęłam z szafy ubrania i szybko je na siebie włożyłam. Zrobiłam sobie kucyka i przelotnie spojrzałam na zegarek, była 6:00. Musiałam wczoraj szybko zasnąć, bo nigdy z własnej woli nie wstawałam tak szybko. Wsadziłam do kieszeni iPhona i słuchawki i zbiegłam po schodach. Podłączyłam słuchawki do telefonu i wsadziłam je do uszu. Zachciało mi się biegać więc biegłam w stronę plaży. Tu już dawno nie byłam. Brakowało mi tego miejsca, oceanu, mew, piasku letniego, ciepłego słońca. Gdy biegłam brzegiem morza poczułam wibracje telefonu. Wyjęłam go z kieszeni i spojrzałam na wyświetlacz: Justin <3, przejechałam palcem po wyświetlaczu i odebrałam.
/Rozmowa/ 
-Tak, skarbie?
-Nicole, gdzie ty jesteś?
-Poszłam pobiegać. Coś się stało? 
-Nie. Po prostu obudziłem się, przeszukałem cały dom, a ciebie nie było. Pamiętasz co było nad jeziorem. 
-Tak. Przepraszam zapomniałam ci zostawić wiadomości. Już wracam. 
-Dobrze. Czekam.
-Pa. 
Rozłączyłam się i schowałam telefon. Zmieniłam kierunek i pobiegłam do domu. Gdy byłam już w połowie drogi znowu poczułam wibrację. Co Justin znowu ode mnie chciał? Wyjęłam nerwowo telefon i szybko odebrałam. 
/Rozmowa/
-Justin. już wracam! 
-Yyy Nicole? -usłyszałam głos mamy.
-Mamo? Przepraszam, myślałam, że to Justin.
-Dobrze, nic się nie stało. Razem z tatą chcieliśmy zaprosić ciebie i Justina na obiad. Przyjdziecie? 
-OK. Będziemy.
-Dobrze to do zobaczenia.
-Pa
Rozłączyłam się i szybko pobiegłam do domu. Zdyszana wbiegłam do środka i od razu nalałam sobie wody, wypiłam ze szklanki i weszłam na górę. 
-Hej, skarbie -przywitał mnie Justin, który oglądał telewizor. Odpowiedziałam mu uśmiechem i weszłam do łazienki. Zdjęłam z siebie spocone rzeczy i włożyłam je do kosza na brudy. Wzięłam szybki prysznic i przebrałam się. Użyłam perfumy, umyłam zęby, uczesałam się, zrobiłam makijaż i wyszłam. 
-Idziemy gdzieś? -Zapytał Jus i spojrzał na mnie.
-Tak. DO moich rodziców na obiad. -Podniósł się, wyłączył telewizor i stanął obok mnie. Złapał mnie za dłoń i sprowadził po schodach. Wzięłam swoją torebkę i zakluczyłam drzwi. 
-Autem? -zapytałam.
-Przejdźmy się -Powiedział, a ja posłałam mu uśmieszek. Miałam wielką ochotę na spacer.

czwartek, 19 września 2013

48 Rozdział

48 Rozdział

Oczami Nicole:
Dość długo czekaliśmy na Austina. Siedział na tym tarasie chyba z 2 godziny. W końcu nie wytrzymałam i wpadłam na taras. 
-Ile moż...... -Nie dokończyłam, bo ujrzałam tę dwójkę całującą się. Uśmiech od razu wkradł się na moją twarz. Podbiegłam do nich i przytuliłam ich. -Cieszę się, że wszystko dobrze.
-My też -Powiedział Austin i dał Jenn pojedynczego całusa. Złapali się za ręce i weszliśmy do salonu. Byli już tam wszyscy nasi przyjaciele. 
-Dzisiaj robimy ognisko! -krzyknął podekscytowany Ryan i spojrzał na dłonie Jenn i Austina. -Ale ja tu widzę, że się pogodziliście.
-No -przytaknął Austin.
-Spakowani już jesteście -zwrócił się do nas Jus, a ja zmarszczyłam nos.
-Dlaczego? -zapytałam.
-Jutro rano wyjeżdżamy.
-Co? Już jutro -posmutniałam.
-Niestety.
-Pójdźmy na plaże, bo nie byliśmy -Powiedziałam wesoło, a wszyscy się uśmiechnęli. -Idziemy się przebrać i spotykamy się przy samochodach. 
-Jedziemy autem? -zapytał Zayn.
-Tak. Włączymy GPS, bo Jus nie wiem gdzie plaża -Powiedziałam i wbiegłam po schodach. Przebrałam się, a pod to założyłam strój kąpielowy. Wyjęłam plażową torbę i spakowałam do niej: balsam, 2 ręczniki, napój, iPhona i słuchawki. Wzięłam ją i poczekałam na Justina. Po jakiś 5 minut drzwi od łazienki się otworzyły i wyszedł z niej mój chłopak. Po schodach zeszliśmy trzymając się za rękę i stanęliśmy obok samochodu Justina. Po chwili dołączyli do nas przyjaciele. Mieli ze sobą koce, piłki itp. Pojechaliśmy na dwa auta. Dojechaliśmy bez żadnych problemów, a to dlatego, że jechaliśmy ze wskazówkami GPS. Okazało się, że to było dość blisko. Wzięliśmy wszystko i weszliśmy na piękną plażę. Nie była tak cudowna jak na Hawajach, ale i tak mi się podobała. Rozłożyliśmy koce, ręczniki i położyliśmy się. Chłopaki oczywiście wpadli od razu do wody, a ja z Jennifer się opalałyśmy. Poczułam, że ktoś zasłania mi cień, a po chwili znalazłam się na rękach Justina. Wbiegł ze mną do wody.
-Justin! Puść mnie proszę! -Krzyczałam, a on się chytrze uśmiechnął. 
-Skoro nalegasz. -Wzruszył ramionami i zanim zdążyłam zareagować wylądowałam pod wodą. Wynurzyłam się i zaczęłam chlapać Justina. Dołączyli do nas chłopaki i Jennifer i zagraliśmy sobie w siatkówkę. Na plaży spędziliśmy 3 godziny. 
-Wracamy? Trzeba przygotować ognisko. -Przypomniał nam Ryan, a my zaczęliśmy się zbierać. Wpakowaliśmy wszystko do bagażnika i ruszyliśmy z piskiem opon. Na miejscu byliśmy po jakiś 5 minutach.

Oczami Justina:
Strasznie nie chciałem stąd wyjeżdżać, bo było tu zajebiście, ale musieliśmy.
-My przygotujemy jedzenie, a wy zajmijcie się ogniskiem -Powiedziała Nicole i razem z Jenn powędrowały do kuchni. Ja razem z chłopakami poszliśmy na tyły domu i przygotowaliśmy wszystko. Efekt wyglądał TAK. Byliśmy z siebie zadowoleni. Dokoła ułożyliśmy pnie jako siedzenie i usiedliśmy na nie. 
-Jesteśmy! -krzyknęła Jennifer i postawiła przed nami tackę z kiełbasą. Chłopaki nabili je na kijki i zaczęli ogrzewać. 
-Zapomniałem! -wrzasnąłem i okrążyłem dom. Podbiegłem do auta i wyjąłem z niego swoją gitarę, któa od pewnego czasu tam leży. Wróciłem do reszty i usiadłem na swoim miejscu.
-Justin ty grasz? -Zdziwiła się Nicole.
-Trochę.
-Trochę? -zdziwił się Cody, a ja wywróciłem oczami. -Gra zawodowo i nawet komponuje. -Nicole zrobiła wielkie oczy.
-Czemu ja o tym nie wiedziałam -Wzruszyłem ramionami i zacząłem grać i śpiewać. Wszyscy się do mnie dołączyli. Było super. Gdy zrobiło się już dość ciemno zgasiliśmy ogień i wróciliśmy do środka. 
-Nie zapomnijcie się spakować -Przypomniałem im i każdy poszedł do siebie. Gdy zamknąłem drzwi przygniotłem  Nicole do ściany i zacząłem ją namiętnie i delikatnie całować. Błądziłem rękami po jej plecach i zacząłem zjeżdżać coraz niżej. Ścisnąłem jej pośladki i położyłem ją delikatnie na łóżko dalej nie przestając całować. 
-Justin, stój
-Co się stało? -zapytałem i odchyliłem się od niej.
-Muszę się spakować -Powiedziała i zaczęła się śmiać. 
-A czy to nie może poczekać -Zapytałem i przechyliłem głowę. 
-Nieee -przeciągła -A czy seks nie może poczekać? 
-No nie -pokiwałem energicznie głową. Wzruszyła ramionami i wstała z łóżka. Wyjęła walizkę i zaczęła do niej pakować ubrania.
-Ty jesteś już spakowany? -zwróciła się do mnie nie podnosząc wzroku. Pokiwałem twierdząco głową i wszedłem do łazienki. Wziąłem odświeżający prysznic i dokładnie się powycierałem. Założyłem coś i wyszedłem. Rzuciłem się na łóżko i zasnąłem.

47 Rozdział

47 Rozdział

Oczami Nicole:
To co zrobiła Jennifer było okropne. Podeszłam do niej, postawiłam ją na równe nogi i szczeliłam jej w twarz porządnego liścia tak, aby się opamiętała.
-Nicole! -krzyknął Justin i odciągnął mnie od przyjaciółki. -Co ty robisz? -Wtulił mnie w siebie i pocałował w głowę. Puścił mnie i skierował się w stronę Zayna.
-A ty co odpierdalasz?
-Ja? Ja nawet nie zdążyłem zareagować. -Szybko się wytłumaczył i napił drinka. Podeszłam z powrotem do przyjaciółki, złapałam ją za ramiona i potrząsnęłam nią. 
-Opamiętaj się, kobieto! -krzyczałam. Przestałam nią trzepać i spojrzałam w jej duże oczy.
-O co ci chodzi? -Nagle opamiętała się i wytrzeźwiała.
-O co? O to, że przelizałaś swojego przyjaciela na oczach własnego chłopaka! -krzyknęłam, a ona złapała się za głowę. 
-Na prawdę? -zapytała niedowierzanie, a ja pokiwałam twierdząco głową. -O mój Boże, ale ze mnie zdzira.
-Nie mów tak. Musicie sobie wszystko wyjaśnić.
-Ale gdzie on jest -zapytała i rozejrzała się po pokoju. 
-Wyszedł. Sprawdź na huśtawce. -Popchnęłam ją w stronę drzwi. Szybko wybiegła z domu nie biorąc ze sobą nawet kurtki. 
-Brawo -usłyszałam głos Jusa i poczułam jego dłonie na swoich biodrach. Obrócił mnie w swoją stronę i skradł soczystego buziaka. Gwałtownie oderwaliśmy się, gdy usłyszeliśmy trzaśnięcie drzwiami. Wszyscy spojrzeli w stronę drzwi. Stała tam Jenn i była całą rozmazana, płakała. Podbiegłam do niej i objęłam ją ramieniem. 
-Co się stało?
-Nie ma go -powiedziała i zaczęła płakać w moje ramię. Uspokajająco pogłaskałam ją po plecach. -Sch.
-Jennifer, nie martw się. Austin wróci do domu. Idź się prześpij. -Powiedział łagodnie Justin, a ona wykonała polecenie. -My też idziemy. -Złapał mnie za rękę i weszliśmy po schodach na górę.
-Idziemy się kąpać -wciągnęłam Justina do łazienki. Napuściłam do wanny wody i zdjęłam z siebie ubrania. Justin zrobił to samo i weszliśmy do wanny. Usiadłam po jednej stronie, a Jus na przeciwko. Wlałam różne płyny do wanny i powstała duża ilość piany. Wsypałam płatki róż. Myliśmy się wzajemnie śmiejąc się, pieszcząc i wygłupiając się przy tym. Wyszliśmy z wanny i owinęliśmy ręczniki. Spuściłam wodę i ubrałam piżamę. Umyłam zęby, rozczesałam włosy i zrobiłam byle jakiego koka. Justin też odprawił wieczorną toaletę i wyszliśmy. Wsunęliśmy się pod ciepłą kołdrę i zasnęliśmy w objęciach.

Oczami Justina:
Obudziłem się przez poranne promienie słońca. Wstałem równo z Nicole. Podniosłem się z łóżka i zaścieliłem je. Nicole zrobiła to samo i poszła się ubrać. Wyjąłem z szafy rzeczy i ubrałem je. Postawiłem włosy na żel i wsadziłem iPhona do kieszeni. Wszedłem do łazienki i umyłem zęby, Nicole była już przebrana. Psiknęła się perfumą tak jak ja i razem wyszliśmy. Poszliśmy schodami na dół, lecz nikogo jeszcze nie było. Usłyszeliśmy, że ktoś jest na kanapie. Podeszliśmy bliżej i zobaczyliśmy śpiącego tam Austina. Zrobiłem zdziwioną minę i szturchnąłem go w ramię. Chłopak podskoczył i otworzył oczy.
-Co? -burknął zaspany.
-Dlaczego tu śpisz? -zapytałem z ciekawości.
-A gdzie mam spać?
-W sypialni z Jennifer -Austin parsknął śmiechem. -Co cię tak bawi?
-Ona całowała się z Zaynem! -krzyknął poirytowany i machnął ręką.
-Ona była pijana, nawet nie wiedziała co robi. -Powiedziała Nicole, a Austin przejechał ręką po swoich włosach. -Musisz z nią pogadać. Usłyszeliśmy stukanie obcasów i obróciliśmy się w stronę schodów po, których zeszła smutna Jennifer. Spojrzała na nas przelotnie i weszła do kuchni. Nalała sobie wody do szklanki i tylnym wyjściem, które znajdowały się w kuchni wyszła na taras. Nie miała nastoju widać, że była przygnębiona całą tą sytuacją z Austinem.
-Ja z nią pogadam -rzuciła Nicole i wyszła do Jennifer.
-Stary, musisz jej wybaczyć.
-Ale Justin... -Spuścił głowę w dół.
-Wiem, że jest to trudne, ale musisz spróbować z nią pogadać. Ja z Nicole byliśmy w tej samej sytuacji.
-Wiem -Przeciągnął i usiadł. Przez drzwi weszła Nicole i podeszła do nas.
-Austin daj jej szansę. Ona chce ci wszystko wyjaśnić -Zrobiła słodkie oczka, a przyjaciel uległ. Założył buty i poszedł do swojej dziewczyny. Uśmiechnąłem się do Nicole i objąłem ją ramieniem.
_____________________
I jak wam się podoba? Zaraz dodam następny :***

środa, 18 września 2013

46 Rozdział

46 Rozdział 

Oczami Nicole:
Gdy przejechałam po ekranie i przyłożyłam telefon do ucha usłyszałam głos mojej mamy.
/Rozmowa/ 
-Słucham?
-Nicole? Córcia! Dlaczego nie zadzwoniłaś? Strasznie się z tatą martwiliśmy. 
-Cześć mamo, przepraszam. Zapomniałam.
-Wszystko u was w porządku? Jak się czujesz. 
-Tak wszystko dobrze. Justin się mną opiekuje i pilnuje mnie.
-To dobrze. Posłuchaj bardzo nam przykro z powodu...
-Mamo nie chcę o tym rozmawiać. Proszę nie kończ. 
-Skoro tak. Wiedz, że zawsze możesz na nas liczyć.
-Dobrze będę pamiętać, a co u was.
-Po staremu. Kiedy wracacie.
-Nie wiem. Może za parę dni. Zobaczymy.
-Dobrze. Ja kończę pozdrów wszystkich. Tato cię też pozdrawia. Pa pa.
Rozłączyłam się i odłożyłam telefon na stolik. Przyciągnęłam nogi na kanapę i wtuliłam w tors Justina. 
-Masz pozdrowienia od rodziców -pocałowałam go w policzek. Wyszczerzył się do mnie i oparł głowę o moje ramię. Usłyszeliśmy kroki, a po chwili do salonu weszła Jenn, Cody i Austin.
-Ty miałeś nam pomagać! -krzyknął Fredo do Austina.
-No dobra idę już idę -Powiedział nie wesoło i wszedł do kuchni. Reszta usiadła do nas na kanapę.
-Gdzie jest Ryan? -zapytałam.
-Tutaj! -krzyknął i zbiegł po schodach. Alfredo wniósł do jadalni pełno jedzenia i ułożył wszystko na stole.
-To co jemy?
-Ja nie jestem głodna -pokiwałam przecząco głową.
-Ja też nie -powiedziała Jenn
-Ja też nie -dodał Jus.
-To po co my to robiliśmy?
-Zjemy później, a teraz siadajcie i oglądniemy jakiś film -poklepałam miejsce obok siebie, a Fredo założył ręce na piersi. -Co? -burknęłam.
-Zadanie -wskazał na przyjaciół siedzących na kanapie.
-Fredo to zadanie jest popierdolone -oburzył się Justin.
-Zadanie to zadanie. Chłopaki! -krzyknął w stronę kuchni, a zaraz do salonu wpadła reszta naszej paczki.

Oczami Justina:
Moim zdaniem to zadanie naprawdę było bez sensu.
-No ruszajcie się! -krzyknął Zayn, a my wstaliśmy. Mrugnąłem do Jenn, bo miła ona plan. Podeszła do Austina i zarzuciła ręce na jego szyję.
-Skarbie ty naprawdę chcesz, aby wszyscy widzieli jak się rozbieram? -zapytała. Austin wydawał się być zmieszanym.
-No.....ja...... -zaczął się jąkać, a ja ledwo powstrzymałem się od śmiechu.
-Austin nie daj się zbajerować! -krzyknął Chris. Austin musnął usta Jenn i rozsiadł się na kanapie.
-Dobra skoro tak! -Wrzasnęła Jennifer i włączyła muzykę przyciskając przycisk na pilocie. Głośna muzyka zaczęła bębnić w głośnikach, a Jenn w szpilkach wskoczyła na stół i zaczęła tańczyć uwodzicielsko. Powoli ściągała bluzkę, a następnie pozbyła się butów. Dołączyła do niej Nicole, a chłopaki zagwizdali. Opadłem na wielką kanapę, która stała za mną.
-Bro, a ty i Cody? -zapytał Zayn.
-Dajmy dziewczyną pole do popisu -Odpowiedział mu Cody i usiadł obok mnie. Spojrzałem na dziewczyny, które zrzucały z siebie spodenki. Zostały w samej bieliźnie, a chłopaki zaczęli robić ,,uuuuu''.
-Koniec! -krzyknął Austin i podniósł się z miejsca. Jennifer chytrze się uśmiechnęła i zeskoczyła ze stołu.
-Dopiero się rozkręcam kotku. -Machnęła w bok głową i podeszłą do Zayna. Usiadła na nim okrakiem i zaczęła poruszać biodrami. Swoje ręce wplotła w jego włosy i rozburzyła jego fryzurę. Zerknąłem na Austina który był cały czerwony ze złości. Inny  raczej to nie przeszkadzało bo pogwizdywali i śmiali się. Nicole zdążyła się już ubrać, co mnie ucieszyło. Usiadła mi na kolanach i również się śmiała. Austinowi nie było do śmiechu, bo wkurzony wyszedł z domu, trzaskając za sobą mocno drzwiami. Wszyscy podskoczyli. Jennifer zeszła z kolan Zayna i zaczęła się ubierać.
-Wkurzył się -podsumował Zayn.
-No i to jak -dodałem, a Jennifer wzruszyła obojętnie ramionami.
-Nie interesuje mnie to -usiadła zwyczajnie na kanapie, a spojrzenia wszystkich powędrowały na nią.
-Nie rusza cię to? -spytał Fredo.
-Czy to ja chciałam robić striptiz na stole?! Ja?! Pytałam się czy mu to przeszkadza, nie zaprzeczył?! - krzyknęła zła. -Jakoś Justin nie robi afery Nicole, tylko jak zwykle on. -Dodała.
-Wróci? -spytał głupio Ryan. Było już ciemno, bo była 20, a przecież na pewno nie poszedł daleko.
-Co mnie to -powiedziała oschle Jennifer.
-Pójdę go poszukać -powiedziałem i zsunąłem Nicole z moich kolan.
-Pójdę z tobą -dodała Nicole i ubrała swoje buty. Nałożyliśmy kurtki, bo było już zimno i wyszliśmy przed dom. Długo nie szukaliśmy. Siedział na huśtawce. Pomału do niego podeszliśmy i również usiedliśmy.
-Wszystko w porządku? -zapytała Nicole i lekko rozhuśtała nas.
-Sam nie wiem.
-Przeprosisz ją -zapytała z nadzieją moja ukochana.
-Ja? Zdziwił się -To ona mnie prowokowała.
-Ale pytała się ciebie czy na pewno chcesz, aby zrobiła ten striptiz. -Machnęła rękami, a ja się odchyliłem.
-Tak, ale... -zabrakło mu słów.
-No właśnie.
-Stary przeproś ją. Wiesz jakie są dziewczyny. -Klepnąłem go w ramię.
-Przepraszam, co to ma znaczyć? -złożyła ręce na klatce piersiowej.
-Nic słonko. -Pocałowałem ją.
-No dobra, przeproszę ją -machnął ręką Austin i wstał. Weszliśmy w 3 do domu. Wszyscy byli w salonie i pili alkohol. Zajrzeliśmy głębiej i zobaczyliśmy Nicole, która siedziała na kolanach Zayna i całowała go. Wszyscy byli napici.
-Ja pierdole! -Krzyknął Austin i wybiegł znowu z domu. Złapałem się za głowę.

wtorek, 17 września 2013

45 Rozdział

45 Rozdział 

Oczami Justina:
No i przegraliśmy. Jak to mogło się stać? Ja Justin Bieber przegrałem. Graliśmy do 30 i było 30:26, tak niewiele nam brakowało. Wygrana drużyna wiwatowała i skakała z radości, a my założyliśmy ręce na piersi i przyglądaliśmy się im. Było strasznie gorąco, słońce cały czas grzało. Byłem strasznie zmęczony i spocony. Pot spływał po moim czole i po całej klatce piersiowej. 
-I z czego się tak cieszycie?! -krzyknęła poirytowana Jenn.
-Z wygranej skarbie. -Opowiedział Austin i podbiegł do niej. Próbował ją przytulić, lecz ona się nie dała.
-Weź odejdź! -krzyknęła, a Austin dał jej spokój. Skierowałem swój wzrok w stronę gdzie moja Nicole leżała na leżaku i przyglądała się naszej grze. Było jednak inaczej. Owszem Nicole leżała na leżaku, lecz smacznie sobie spała, a w uszach miała słuchawki od swojego iPhona. Cicho do niej podszedłem i musnąłem jej malinowe, słodkie usta. Zamruczała coś i przekręciła się na drugi bok. 
-Co jest? -zapytał Cody, który stanął obok mnie. -Śpi? -zapytał zdziwiony.
-No -odpowiedziałem i przyłożyłem palec do ust na znak, aby był cicho. -Trzeba ją obudzić. -Powiedziałem, a Cody momentalnie złapał za butelkę wody, szybko ją odkręcił i zanim zdążyłem coś powiedzieć wylał jej zawartość na śpiącą Nicole. Dziewczyna szybko zerwała się z miejsca jak poparzona i spojrzała na nas jakby chciała nas zabić.
-Kurwa, który to -zapytała wściekła i wycisnęła wodę ze swoich włosów. Spojrzałem na Codyego i wskazałem na niego palcem.
-Już nie żyjesz -powiedziała z wrogim spojrzeniem i zaczęła go gonić wokół całego domu. Na luzie podszedłem do reszty przyjaciół którzy niczego nie świadomi przyglądali się ich bieganinie.
-Co im? -zapytał ciekawy Zayn.
-Ganiają się -powiedziałem zwyczajnie i wzruszyłem ramionami.
-Aha to spoko. Trzeba wymyślić dla was jakieś zadanie -zatarł ręce Alfredo.
-Co?! Jakie zadanie? -zapytałem zdziwiony.
-No musicie coś zrobić, bo przegraliście. Takie są zasady. -Wytłumaczył Chris.
-Wiedzieliście coś o tym? -zwróciłem się do mojej grupy, a oni przecząco kiwnęli głowami.
-No jak to nie. Tak jest zawsze. -Powiedział oburzony Austin.
-No dobra niech wam będzie, ale trzeba poczekać na Codyego. -Powiedziałem, a wszyscy spojrzeli za siebie, tam gdzie ostatnio widzieliśmy naszego przyjaciela i moją ukochaną. Nie było ich nigdzie. -Chodźcie- machnąłem ręką i poszliśmy przed dom. Akurat wracał Cody z Nicole przewieszoną na ramieniu.
-Chyba coś zgubiłeś -Powiedział przyjaciel i podał mi do rąk Nicole. Pocałowałem ją w usta i postawiłem na ziemi.
-I tak się z tobą policzę -Pogroziła palcem Codyemu.
-No sorki, nooo. Chciałem cię tylko obudzić.
-Nie mogłeś inaczej. -Cody wzruszył ramionami i wszyscy razem z Nicole wybuchnęliśmy śmiechem.

Oczami Nicole:
Byłam cała mokra, przez Codyego. Jeszcze się na nim zemszczę, ale to w odpowiednim czasie.
-Pójdę się przebrać i zaraz wracam -Powiedziałam do przyjaciół.
-OK, a my wymyślimy zadanie dla grupy Jusa -powiedział uśmiechnięty Austin, a ja pytająco popatrzyłam na Justina. Chłopak posłał mi spojrzenie typu ,,nie pytaj''. Nie dopytywałam się o nic i weszłam do domku. Weszłam schodami na górę i otworzyłam drzwi do naszej sypialni i z szafy wyjęłam jakieś luźne ubrania (bez torebki). Szybko je ubrałam i weszłam do łazienki. Zmyłam z twarzy rozmazany makijaż i zrobiłam nowy. Powycierałam włosy, a następnie je dokładnie rozczesałam. Ubrałam buty i zeszłam na dół. Opuściłam dom i zobaczyłam, że wszyscy siedzą na drewnianej huśtawce. Podeszłam do nich.
-Siadaj -Ryan poklepał swoje kolana, a Justin posłał mu mordercze spojrzenie. Uśmiechnęłam się i usiadłam Jusowi na kolana. Chłopak wystawił Ryanowi język i pocałował mnie we włosy.
-I co wymyśliliście już zadanie? -Chłopaki energicznie pokiwali głowami. Spojrzałam na swojego chłopaka, który nie był tak zadowolony jak przeciwna drużyna.
-Jakie -zapytałam ciekawa.
-Musimy zrobić striptiz na stołach -wyprzedziła ich Jenn, a ja cicho prychnęłam śmiechem. Zaraz spoważniałam, bo przypomniałam sobie, że Justin również przegrał.
-CO?! Ja się nie zgadzam -krzyknęłam oburzona.
-Ja tym bardziej -dodał Justin.
-Justin, przestań. Będzie śmiesznie. -Roześmiał się Zayn.
-Chyba dla ciebie -burknął Cody. Ryan wywrócił oczami.
-Skoro oni to i ja -Powiedziałam pewnie siebie. Tak. Stanęłam po ich stronie.
-Co?! -zapytał zdziwiony Jus, a ja spojrzałam na niego.
-No co?
-Nie zgadzam się. -Mocno mnie do siebie przytulił. -Nikt nie będzie oglądał cię, jak się rozbierasz. No, oprócz mnie. -Powiedział, a my wybuchnęliśmy śmiechem.
-Będziesz się musiał z tym pogodzić -Wzruszyłam ramionami dalej się śmiejąc. Już nic nie powiedział.
-My zrobimy kolację, a wy się szykujcie. -Powiedział Fredo i cała jego drużyna weszła do domu. My też weszliśmy i każdy poszedł do swojego pokoju. Justin prędko się przebrał. Ja też zmieniłam ubrania, złapaliśmy się za rękę i poszliśmy na dół. Chłopaki krzątali się po kuchni i coś gotowali. Usiedliśmy wygodnie na kanapie i włączyliśmy telewizor. Nagle usłyszałam dzwonek mojego telefonu. Sięgnęłam po niego na stół i przesunęłam palcem po ekranie nie patrząc kto dzwoni.

poniedziałek, 16 września 2013

44 Rozdział

44 Rozdział

Oczami Nicole:
Rano obudziłam się jeszcze za nim słońce weszło no pokoju. Otworzyłam oczy i ujrzałam Justina, który przyglądał się mi z wielkim uśmiechem na twarzy. 
-Jak się spało? -zapytał i zaczął zawijać sobie wokół palca moje włosy.
-Jak na niewygodne, szpitalne łóżko to dobrze. Mogłoby by być większe, bo tak w dwie osoby to nie wygodnie. -Odpowiedziałam i wyciągnęłam się.
-No, ale dzisiaj się wyśpimy.
-Mam nadzieję -powiedziałam, a drzwi otworzyły się. Do sali wszedł lekarz. Był to ten sam co wczoraj.
-Witam -przywitał nas ciepłym uśmiechem. -Jak się spało?
-Dobrze -powiedział Justin i wstał. -Czy Nicole będzie mogła dzisiaj wyjść? -zapytał z nadzieję. Podniosłam się do pozycji siedzącej i oparłam głowę o zagłówek. 
-Zrobimy jej kilka badań, a potem zobaczymy. -Wytłumaczył i podszedł bliżej mnie. -Czy coś pani jadła lub piła?
-Nie, dzisiaj jeszcze nie. 
-To dobrze. Niech tak zostanie. Proszę się przygotować, bo zaraz przyjdzie pielęgniarka i zabierze panią na badania. -Kiwnęłam głową na znak, że rozumie i podniosłam się. Lekarz zanotował coś w notesie i opuścił pokój. Weszłam za jakąś kotarę i szybko przebrałam się w zestaw, który Justin przywiózł mi z domu. Rozczesałam włosy i weszłam do Justina, który również zdążył się przebrać. 
-Ślicznie wyglądasz z opuszczoną grzywką -musnęłam jego usta.
-A ty bez makijażu -skrzywiłam się i popatrzyłam na niego z pod byka.
-Tak, tak. Bo ci uwierzę. -Wywróciłam oczami.
-Na prawdę. Jesteś tak piękna, że niepotrzebny ci żaden makijaż.
-A tobie żel do włosów -wyszczerzyłam się. 
-Dzień dobry -przywitała nas pielęgniarka, która właśnie weszła do sali. -Zapraszam -wskazała na mnie i ruszyliśmy przez długi, biały korytarz. Weszliśmy do jakiegoś pokoju i usiadłam na stołku. 

Oczami Justina:
Na Nicole czekałem chyba z dwie godziny. Siedziałem na poczekalni i stukałem nerwowo nogą o podłogę, wybijając jakiś rytm. Dlaczego to tak długo trwało? W końcu z sali wyszła Nicole z papierami w dłoni.
-Już jestem.
-Co tak długo? -zapytałem i objąłem ją ramieniem.
-Tak jakoś.
-Możesz wyjść? -zapytałem z wielką nadzieją w głosie.
-Tak wypisali mnie. Muszę zanieść te papiery do gabinetu mojego lekarza.
-No to chodźmy -złapałem torbę z ubraniami i poszliśmy wzdłuż korytarza. -Poczekam. -Nicole weszła do środka, a ja oparłem się o ścianę. Gdy w końcu wyszła opuściliśmy ten przeklęty szpital i weszliśmy do auta. Miałem już dość tego miejsca. Nienawidziłem szpitali, tak jak Nicole i poczułem wielką ulgę i wyszliśmy już z niego. Odpaliłem silnik i pojechałem do domu. 
-Czyli, że nie wracamy do domu? -zapytałem gdy wjeżdżałem na naszą parcelę.
-Nie -powiedziała pewnie Nicole. Uśmiechnąłem się i zaparkowałem samochód. Wziąłem nasze rzeczy i wysiedliśmy. Włączyłem alarm i weszliśmy małymi schodkami. Wokół domu było cicho i spokojnie. Nikogo nie było na podwórku, więc musieli być w domu. Pchnąłem drzwi i weszliśmy do środka.
-Niespodzianka! -krzyknęli nasi przyjaciele, gdy przekroczyliśmy próg. Na ścianie wisiał wielki plakat z napisem ,,Witajcie w domu''. Po całym przedpokoju i salonie były porozrzucane i porozwieszane kolorowe balony, serpentyny i kolorowe ozdoby. 
-Skąd wiedzieliście, że dzisiaj akurat wyjdę?-zapytała wzruszona Nicole.
-Kobieca intuicja -Zaśmiała się Jennifer i najpierw przytuliła Nicole, a następnie mnie.
-Zmęczona? -spytał Cody.
-Nieee -przeciągnęła i ściągnęliśmy buty.
-Ooo, widzę Justin, że zmiana fryzurki -zachichotał Zayn. Machnąłem ręką i poszedłem napić się soku. Nalałem sobie go do szklanki i wypiłem do dna.
-Słuchajcie. Pomyśleliśmy z chłopakami, że fajnie by było zagrać dzisiaj w siatkówkę. Co wy na to? - zaproponował Austin i objął ramieniem swoją dziewczynę.
-Ja odpadam, ale wy możecie sobie grać -powiedziała Nicole, a wszyscy oprócz mnie zrobili błagalną minę. 
-Nicole musi odpoczywać -Powiedziałem do wszystkich i pocałowałem ją w czoło.
-Pokibicuję wam! -krzyknęła.
-Dobra to idziemy się przebrać. Widzimy się za domem na boisku do siatki -przytaknęliśmy i pobiegliśmy do pokoi.
Oczami Nicole:
Weszłam za wszystkimi na górę i wpadłam do pokoju. Wyjęłam z szafy luźniejsze ubrania, a następnie je ubrałam. Justin też szybko się przebrał. W łazience postawił grzywkę i zeszliśmy po schodach. Z lodówki wyjęłam butelkę wody i tylnymi drzwiami poszliśmy na boisko. Położyłam się na leżak i przyglądałam się jak wszyscy dzielą się na grupy. Po paru minutach w końcu doszli do porozumienia. Było tak, pierwsza grupa: Justin, Ryan, Cody i Jenn, a druga grupa: Fredo, Austin, Chris i Zayn. Gra się dopiero rozpoczęła, a już było 1:0 dla grupy Jusa. Oparłam się i założyłam na nos okulary przeciwsłoneczne. Słońce tak miło przygrzewało, że nie chciałam się stąd nigdzie ruszać. Nie chcaiłam wracać do domu, tu mi było bardzo dobrze.

niedziela, 15 września 2013

43 Rozdział

43 Rozdział 

Oczami Justina:
Wróciliśmy wszyscy do domu. Nie mogłem się na niczym skupić. Całą drogę myślałem. Nie mogłem pogodzić się z myślą iż nie będę ojcem. Smutny wszedłem do domu i wbiegłem po schodach na górę. Z szafy wyjąłem sportową torbę i wpakowałem do niej kilka ubrań Nicole oraz swoich, czystą bieliznę, przybory toaletowe, ręczniki itp. Położyłem torbę przed drzwiami i wszedłem do łazienki. Zsunąłem z siebie ubrania i wszedłem pod prysznic. Ciepłe krople wody delikatnie muskały moje ciało. Nasmarowałem się żelem malinowym i rozprowadziłem po całym ciele. Włosy umyłem moim ulubionym szamponem czekoladowym. Rozsunąłem szklane drzwi od kabiny i wyszedłem. Dokładnie się powycierałem i ubrałem na siebie czyste ubrania. Ułożyłem swoje wysuszone włosy i opuściłem łazienkę. Po drodze wziąłem torbę i zszedłem po schodach.
-Lecę do Nicole. Będziemy jutro. -Klepnąłem Zayna w ramię i ubrałem swoje supry. 
-OK. Trzymaj się. -Wziąłem z szafki kluczyki i poszedłem. Otworzyłem auto i wsiadłem do środka. Usiadłem na fotelu, zapiąłem pas i odpaliłem silnik. Bardzo szybko dojechałem do szpitala, dlatego, że śpieszyłem się do Nicole. Zaparkowałem samochód, a wielki, szklanymi, rozsuwanymi drzwiami wszedłem do budynku. Poleciałem prędko do sali 513 w której leżała Nicole. Otworzyłem drzwi i zobaczyłem ją skuloną na łóżku i płaczącą. Nie wahając się, szybko do niej podbiegłem i przykucnąłem przy łóżku. Podniosłem jej podbródek do góry tak, aby spojrzała mi w oczy.
-Słońce co się stało? -zapytałem zmartwiony.
-No bo.... -Nie mogła wykrztusić z siebie przez łzy spływające do jej ust. Szybkim ruchem ręki otarłem je.
-Spokojnie. Powiedz o co chodzi.
-Bo teraz gdy poroniłam to ty..... na pewno nie będziesz chciał się ze mną żenić. -Powiedziała i znowu zaczęła płakać. Zrobiłem wielkie oczy. Jak mogła tak pomyśleć? 
-Nicole. Nie mów tak. Oświadczyłem się ci, bo cię bardzo kocham, a nie dlatego, że byłaś w ciąży. Jak mogłaś tak pomyśleć? -Podniosła głowę do góry i spojrzała na mnie swoimi brązowymi, pięknymi oczami.
-Na prawdę?
-Oczywiście. I nie płacz już. Mamy siebie i jakoś przez to przejdziemy. -Pocałowałem ją w czubek głowy. Objęła mnie wokół szyi, a ja usiadłem obok niej na łóżku.

Oczami Nicole:
Naprawdę ucieszyły mnie słowa Justina. Wiedziałem, że są szczere i z serca.
-Justin? -zapytałam gdy leżeliśmy na łóżku objęci.
-Tak?
-Możesz mi obiecać, że kiedyś będzie tu mały Bieber? -zapytałam i wskazałam na swój brzuch. Justin szeroko się uśmiechnął i musnął moje usta.
-Tak. Obiecuję ci, że będziemy mieli jeszcze dzidziusia. -Wyszczerzyłam się i położyłam głowę na jego ramieniu. Leżeliśmy tak objęci cały wieczór. Około 20 do sali wszedł lekarz.
-Dzień dobry -przywitał nas serdecznym uśmiechem.
-Dzień dobry -odpowiedzieliśmy.
-Jak się pani czuje? Widzę, że już trochę lepiej. 
-Tak. Dzięki Justinowi. -Odpowiedziałam i bardziej wtuliłam się w Jusa.
-Ma pan na nią bardzo dobry wpływ. -Zwrócił się do mojego narzeczonego, a ten wystawił rząd swoich białych ząbków. Lekarz zanotował coś w mojej karcie i stanął nad nami. 
-Przyjdę jeszcze rano, aby zobaczyć czy możemy panią wypisać. -Przytaknęłam na znak, że rozumiem - Rozumiem, że pan tu śpi. -wskazał na Justina, a on przytaknął. -Dobrze. Do zobaczenia jutro. -Pożegnał się z nami i wyszedł. Obróciłam się do Justina i zauważyłam, że zasnął. Pocałowałam go i sama przymknęłam powieki. Tym razem usnęłam szybko. To pewnie dlatego, że miałam przy sobie najważniejszą osobę w moim życiu.
______________________
No i jest kolejny. Następny jutro. ;****