Prawdziwa miłość przetrwa wszystko
Opowiadanie o 19 letnim Justinie Bieberze i 18 letniej Nicole Stone. Zapraszam do czytania i komentowania.
sobota, 28 września 2013
piątek, 27 września 2013
57 Rozdział
57 Rozdział
Oczami Nicole:
Razem z Justinem z jego domu pojechaliśmy do eleganckiej restauracji na spotkanie z managerem. Justin otworzył mi drzwi i weszliśmy do środka.
-Który to? -Zapytałam i rozejrzałam się dookoła.
-Nie wiem -wzruszył ramionami. Wskazał palcem na mężczyznę, który macha do nas ręką. Podeszliśmy bliżej do stolika przy którym siedział.
-Witam, nazywam się Scooter Braun -przedstawił się i podał Jusowi rękę na powitanie. mi posłał serdeczny uśmiech i pocałował moją dłoń. -Ty to pewnie Nicole? -odpowiedziałam mu uśmiechem i zajęłam miejsce. - Widziałem cię w telewizji. Byłaś bardzo odważna.
-Dziękuję -wyszczerzył się i zwrócił do Justina.
- Chciałbym być twoim managerem. Zrobiło się teraz o tobie głośno i fajnie by było gdybyś kontynuował to co zacząłeś. Masz wielki talent i grzech było by go zmarnować. Staniesz się bardziej znany, rozpoznawalny, zdobędziesz fanów, będziesz koncertował, występował w wywiadach, sesjach. -Justin cały czas potakiwał i uśmiechał się. Pasowało mu to.
-Zgadzam się -powiedział, a Scooter się uśmiechnął.
-Musisz być pewny. Twoje życie zmieni się na zawsze. Będziesz musiał mieć ochroniarza, zero prywatności, dużo pracy i obowiązków. -Dokończył Braun, a Justin pewnie kiwnął głową.
-Rozumiem i zgadzam się.
-W takim razie witamy w show-biznesie. -Podał rękę, a Jus zrobił to samo. Wyciągnął stertę papierów które Justin musiał podpisać. -Bądź jutro w Records Studio. Nagramy parę piosenek i poznam cię z ekipą. Twój ochroniarz wpadnie dziś do ciebie, aby zapoznać się z tobą i Nicole -spojrzał na mnie, a ja pytająco na niego.
-Mnie? -zapytałam zdziwiona.
-Tak. Ty również musisz mieć ochronę. Jesteś dziewczyną Justina Biebera. -wytłumaczył. -Ty też będziesz sławna -nie podobało mi się to. Wcale, ale rozumiałam że dla Justina jest ważne dlatego zgodziłam się. Pożegnaliśmy się i wyszliśmy. Przed restauracją czekali na nas reporterzy robiący zdjęcia. Js objął mnie ramieniem i przeprowadził przez tłum.
-Czy jesteście znowu razem? -usłyszeliśmy donośny głos któregoś z reporterów.
-Pogodziliście się -zapytał drugi. Zignorowaliśmy ich i wsiedliśmy do auta.
-Męczą mnie oni -westchnął Justin odpalając silnik samochodu.
-Wady bycia gwiazda -rzuciłam z uśmiechem i zapięłam pas. Justin ruszył z piskiem opon i szybko dojechał pod mój dom. -Nie jedziemy do.........-zastanowiłam się i zamknęłam. Chciałam powiedzieć ,,do naszego domu'', ale przypomniało mi się, że się wyprowadziłam.
-Do naszego domu? -zapytał Justin z uśmiechem. Spuściłam głowę w dół i bawiłam się swoimi palcami. - Wrócisz do domu? -zapytał i ujął moją dłoń. Spojrzałam w jego brązowe oczy.
-Tak. -Powiedziałam, a Jus musnął z radością moje usta.
-Chodź, trzeba wziąć twoje rzeczy. -Otworzyłam drzwi i wyszłam. Nie było reporterów więc odetchnęłam z ulgą. Jednak, stały tam 3 dziewczyny. Miały jakoś po 14 lat, gdy wyszłam z samochodu te zaczęły piszczeć i cieszyć się.
Oczami Justina:
-Kochanie? -usłyszałem głos Nicole gdy wychodziłem z auta.
-Tak, kicia? -zapytałem i zamknąłem drzwi. Odwróciłem się w stronę Nicole która wskazywała na 3 dziewczyny, które stały przed domem Nicole. Gdy mnie ujrzały zaczęły szaleć, a nawet wzruszyły się.
-Justin! Jesteśmy twoimi wielkimi fankami, kochamy cię -krzyknęła jedna, a mi zagościł uśmiech na twarzy.
-Bardzo się cieszę.
-Możemy zrobić sobie z wami zdjęcie? -zapytała druga i wskazała na Nicole.
-Jasne. -Powiedziałem i przyciągnąłem Nicole do siebie. Wszyscy się ustawiliśmy i zdjęcie było gotowe.
-Mogę was o coś zapytać? -spytała jedna z moich fanek, a ja kiwnąłem twierdząco głowa. -Jesteście razem?
-Tak -odpowiedziałem równo z Nicole, a dziewczyny się zaśmiały.
-Cieszymy się -powiedziały i odeszły. Złapaliśmy się za rękę i weszliśmy do domu. Z góry zabraliśmy walizki i schowaliśmy je do bagażnika, na szczęście Nicole nie zdążyła się rozpakować. Ułożyliśmy je i wróciliśmy do samochodu. Przekręciłem kluczyki w stacyjce i odpaliłem silnik.
__________________________
Mam dla was propozycję. Mogłabym zacząć pisać nowe opowiadanie, ale tego bym nie usuwała. Pisałabym 2. Co wy na to????
-Tak. -Powiedziałam, a Jus musnął z radością moje usta.
-Chodź, trzeba wziąć twoje rzeczy. -Otworzyłam drzwi i wyszłam. Nie było reporterów więc odetchnęłam z ulgą. Jednak, stały tam 3 dziewczyny. Miały jakoś po 14 lat, gdy wyszłam z samochodu te zaczęły piszczeć i cieszyć się.
Oczami Justina:
-Kochanie? -usłyszałem głos Nicole gdy wychodziłem z auta.
-Tak, kicia? -zapytałem i zamknąłem drzwi. Odwróciłem się w stronę Nicole która wskazywała na 3 dziewczyny, które stały przed domem Nicole. Gdy mnie ujrzały zaczęły szaleć, a nawet wzruszyły się.
-Justin! Jesteśmy twoimi wielkimi fankami, kochamy cię -krzyknęła jedna, a mi zagościł uśmiech na twarzy.
-Bardzo się cieszę.
-Możemy zrobić sobie z wami zdjęcie? -zapytała druga i wskazała na Nicole.
-Jasne. -Powiedziałem i przyciągnąłem Nicole do siebie. Wszyscy się ustawiliśmy i zdjęcie było gotowe.
-Mogę was o coś zapytać? -spytała jedna z moich fanek, a ja kiwnąłem twierdząco głowa. -Jesteście razem?
-Tak -odpowiedziałem równo z Nicole, a dziewczyny się zaśmiały.
-Cieszymy się -powiedziały i odeszły. Złapaliśmy się za rękę i weszliśmy do domu. Z góry zabraliśmy walizki i schowaliśmy je do bagażnika, na szczęście Nicole nie zdążyła się rozpakować. Ułożyliśmy je i wróciliśmy do samochodu. Przekręciłem kluczyki w stacyjce i odpaliłem silnik.
__________________________
Mam dla was propozycję. Mogłabym zacząć pisać nowe opowiadanie, ale tego bym nie usuwała. Pisałabym 2. Co wy na to????
czwartek, 26 września 2013
56 Rozdział
56 Rozdział
Oczami Justina:
Wróciłem do mojego domu i oczywiście nie obyło się bez reporterów, fleszy aparatów i pytań. Poprawiłem okulary przeciwsłoneczne i przepchałem się przez wielki tłum.
-Justin!? Czy widziałeś Nicole w telewizji? -usłyszałem gdy stanąłem w progu. Skrzywiłem się i zamknąłem za sobą drzwi. Wbiegłem na górę i włączyłem swojego laptopa. Przeszukałem internet i znalazłem to czego szukałem. Kliknąłem w ,,Piękna Nicole, dziewczyna Justina Biebera odpowiada na pytania''. Obejrzałem cały materiał i zamknąłem urządzenie. Zszedłem na dół i zatrzymałem się przy stole w jadalni. Leżała tam złożona, biała kartka. Rozwinąłem ją i zacząłem czytać, po chwili papier był mokry od łez spływających z mojego policzka. Długo się nie zastanawiając chwyciłem za telefon i wybrałem numer do Nicole. Niestety nie odebrała. Spróbowałem jeszcze z trzy razy, lecz i tym razem bez skutku. Po chwili mój telefon sam zadzwonił, z nadzieją, że to Nicole szybko odebrałem.
/Rozmowa/
-Nicole nawet nie wiesz jak się cieszę, że zadzwoniłaś. -Powiedziałem uradowany.
-Yyy nazywam się Scooter Braun, rozumiem, że rozmawiam z Justinem Bieberem?
-Tak. Przepraszam myślałem, że.....
-Rozumiem nie musisz się tłumaczyć. Jestem managerem muzycznym i chciałbym wziąć cię pod swoje skrzydła.
-Dobrze rozumiem, ale wolałbym to obgadać osobiście.
-Jak najbardziej. Możemy się spotkać dzisiaj.
-Jasne. Może za jakieś 2 godziny, bo teraz muszę coś załatwić.
-Spotkajmy się w Restaurant Melisse.
-Będę.
Rozłączyłem się i wybiegłem z domu, po drodze zabierając kluczyki samochodowe. Wsiadłem do auta i ruszyłem z piskiem opon. Po krótkim czasie dotarłem pod dom Nicole. Zauważyłem jej auto więc na pewno tu była. Zaparkowałem samochód i wysiadłem. Zapukałem do drzwi i czekałem aż mi otworzy.
Oczami Nicole:
Gdy siedziałam w sypialni i oglądałam stare zdjęcia z Justinem przy tym płacząc usłyszałam pukanie do drzwi. Leniwie podniosłam się z podłogi i zeszłam na dół. Spojrzałam w lustro które wisiało na przed pokoju. Wyglądałam koszmarnie, cały make-up spłynął mi po twarzy. Zignorowałam to i szeroko otworzyłam drzwi. Stał tam Justin. Nie wahając się, szybko je zamknęłam, ,lecz Justin podłożył nogę blokując mi zamknięcia.
-Proszę wpuść mnie. -Błagał próbując otworzyć drzwi.
-Nie. Idź sobie!
-Nigdzie nie pójdę dopóki nie dasz mi wszystkiego wyjaśnić.
-Nie doczekanie twoje -stęknęłam, a Justin dostał się do środka. Miał więcej siły niż ja więc mogłam przewidzieć, że tak się stanie.
-I co teraz kochanie? -powiedział ze zwycięskim uśmieszkiem i przygniótł mnie do ściany. Poczułam przyjemny dreszcz gdy mnie dotknął. Tak bardzo brakowało mi jego dotyku, czułości.
-Zostaw mnie -Westchnęłam, ale nic to nie dało. Czułam ciepły, miętowy oddech Justina na swoim ciele.
-Dasz mi wytłumaczyć? -zapytał z nadzieją, a ja prychnęłam śmiechem. -Proszę -dodał błagalnie. Odwróciłam głowę w bok, aby ominąć jego wzroku, który błagał, abym go wysłuchała. Znów miałam wielki mętlik w głowie.
-Dobrze -powiedziałam, a on szeroko się uśmiechnął. Jus musnął moje usta i puścił mnie. -Powiedziałam, że cie wysłucham, a nie, że ci wybaczę.
-Przepraszam -powiedział uśmiechnięty i zajął miejsce na kanapie. Poklepał miejsce obok siebie, a ja tam usiadłam. Poprawiłam się i skinęłam głową na znak, aby zaczynał.
-Gdy byłem z chłopakami na mieście wstąpiliśmy do baru, aby uczcić miliony wejść na moim nagraniu. Cody wrzucił je w tym samym dniu i byliśmy szczęśliwi, że w tak krótkim czasie świat o mnie usłyszał. No to, gdy byliśmy w tym klubie zauważyłem Vicky z dwoma koleżankami, chciałem wyjść, aby ominąć kłótni. Chłopaki zatrzymali mnie i powiedzieli, abym się nią nie przejmował. Tak zrobiłem. W pewnym momencie ta zdzira podeszła do mnie i pogratulowała mi. Byłem tym zdziwiony. Później przedstawiła mi swoją przyjaciółkę. Byłem zmieszany bo nie wiedziałem po co to robi. Później zrozumiałem. Kazała mi ją pocałować, nie zgodziłem się. Zagroziła, że jeżeli tego nie zrobię wymyśli jakąś bajeczkę, że się z nią przespałem, a potem zostawiłem. Dodała, że wycieknie to do prasy, a co gorsza powie o tym tobie i zrobi to tak, abyś na pewno w to uwierzyła.-Zaczerpnął oddechu i spojrzał mi w oczy. -Nicole ja nie chciałem, ale nie miałem wyjścia. Ona chciała zniszczyć nasz związek.
-Udało się -syknęłam.
-Wiem, ale przyrzekam, że to ostatni raz. Błagam wybacz mi. -Złapał mnie za dłoń nie spuszczając ze mnie wzroku.
-Ja......ja -jąknęłam się i wstałam. Nerwowo przeszłam po całym pokoju.
-Proszę -podszedł i złapał mnie za ramiona. -Kochasz mnie? -Zapytał.
-Tak, bardzo, ale..... -Nie dokończyłam, bo Justin złączył nasze usta w namiętnym pocałunku. Odwzajemniłam go i pogłębiłam. Jus złapał mnie za pośladki i ścisnął je, jęknęłam z rozkoszy, a on w tym czasie wsunął swój język do moich ust. Nasze języki walczyły o dominacje. Błądziłam rękoma po jego plecach, a następnie pozbawiłam go koszulki. Chłopak podniósł mnie do góry, a ja owinęłam nogi wokół jego bioder. Zaprowadził mnie na górę i kopnął drzwi które się otworzyły. Położył mnie ostrożnie na łózko, a później sam usiadł na mnie. Zdjął ze mnie koszulkę i spodnie. Zrobiłam to samo z jego ubraniami i zostaliśmy w samej bieliźnie.
-Czyli, że mi wybaczysz? -zapytał z cwaniackim uśmiechem. Przyciągnęłam go do siebie i zmysłowo pocałowałam.
-Czy taka odpowiedź ci wystarczy?
-Nie zupełnie -powiedział i znów złączył nas w pocałunku. Zdjęłam jego bokserki, a on zajął się moją bielizną.
Oczami Justina:
Byłem w niebo wzięty. Czułem wielką ulgę, że Nicole mi wybaczyła, nasze godzenie się też było cudowne. Jak zwykle Nicole była cudowna.
-Zaraz muszę iść -powiedziałem i wstałem z łóżka.
-Gdzie?
-Mam spotkanie z managerem muzycznym.
-To super.
-Pojedziesz ze mną? -zapytałem i ubrałem bokserki.
-Jasne. Tylko się ubiorę. -Weszła do łazienki, a ja założyłem swoje ubrania które walały się po podłodze. Otworzyłem drzwi do łazienki i wszedłem do niej. Nicole była już przebrana więc szybko ułożyłem swoje włosy i byłem gotowy.
-I jak? -spytała Nicole gdy skończyła robić makijaż i ob kręciła się.
-Cudnie -musnąłem jej usta i wyszliśmy. -Podjedziemy jeszcze do mnie. -kiwnęła głową i zeszliśmy na dół. Wyjrzałem przez okno i zwróciłem się do ukochanej. -Załóż okulary przeciwsłoneczne.
-Ale po co? -zapytała i wykonała moje polecenie. Otworzyłem drzwi i zostaliśmy momentalnie oślepieni błyskami.
-Po to -szepnąłem.
_______________________
Moje drogie czytelniczki jeżeli możecie to udostępnicie mojego bloga gdzieś, powiedzcie znajomym. Cokolwiek, bo inaczej jeżeli będzie was dalej tak mało będę zmuszano zawiesić bloga. Przepraszam, ale tak jest :( Postarajcie się ;) KOCHAM WAS ♥♥
-Gdy byłem z chłopakami na mieście wstąpiliśmy do baru, aby uczcić miliony wejść na moim nagraniu. Cody wrzucił je w tym samym dniu i byliśmy szczęśliwi, że w tak krótkim czasie świat o mnie usłyszał. No to, gdy byliśmy w tym klubie zauważyłem Vicky z dwoma koleżankami, chciałem wyjść, aby ominąć kłótni. Chłopaki zatrzymali mnie i powiedzieli, abym się nią nie przejmował. Tak zrobiłem. W pewnym momencie ta zdzira podeszła do mnie i pogratulowała mi. Byłem tym zdziwiony. Później przedstawiła mi swoją przyjaciółkę. Byłem zmieszany bo nie wiedziałem po co to robi. Później zrozumiałem. Kazała mi ją pocałować, nie zgodziłem się. Zagroziła, że jeżeli tego nie zrobię wymyśli jakąś bajeczkę, że się z nią przespałem, a potem zostawiłem. Dodała, że wycieknie to do prasy, a co gorsza powie o tym tobie i zrobi to tak, abyś na pewno w to uwierzyła.-Zaczerpnął oddechu i spojrzał mi w oczy. -Nicole ja nie chciałem, ale nie miałem wyjścia. Ona chciała zniszczyć nasz związek.
-Udało się -syknęłam.
-Wiem, ale przyrzekam, że to ostatni raz. Błagam wybacz mi. -Złapał mnie za dłoń nie spuszczając ze mnie wzroku.
-Ja......ja -jąknęłam się i wstałam. Nerwowo przeszłam po całym pokoju.
-Proszę -podszedł i złapał mnie za ramiona. -Kochasz mnie? -Zapytał.
-Tak, bardzo, ale..... -Nie dokończyłam, bo Justin złączył nasze usta w namiętnym pocałunku. Odwzajemniłam go i pogłębiłam. Jus złapał mnie za pośladki i ścisnął je, jęknęłam z rozkoszy, a on w tym czasie wsunął swój język do moich ust. Nasze języki walczyły o dominacje. Błądziłam rękoma po jego plecach, a następnie pozbawiłam go koszulki. Chłopak podniósł mnie do góry, a ja owinęłam nogi wokół jego bioder. Zaprowadził mnie na górę i kopnął drzwi które się otworzyły. Położył mnie ostrożnie na łózko, a później sam usiadł na mnie. Zdjął ze mnie koszulkę i spodnie. Zrobiłam to samo z jego ubraniami i zostaliśmy w samej bieliźnie.
-Czyli, że mi wybaczysz? -zapytał z cwaniackim uśmiechem. Przyciągnęłam go do siebie i zmysłowo pocałowałam.
-Czy taka odpowiedź ci wystarczy?
-Nie zupełnie -powiedział i znów złączył nas w pocałunku. Zdjęłam jego bokserki, a on zajął się moją bielizną.
Oczami Justina:
Byłem w niebo wzięty. Czułem wielką ulgę, że Nicole mi wybaczyła, nasze godzenie się też było cudowne. Jak zwykle Nicole była cudowna.
-Zaraz muszę iść -powiedziałem i wstałem z łóżka.
-Gdzie?
-Mam spotkanie z managerem muzycznym.
-To super.
-Pojedziesz ze mną? -zapytałem i ubrałem bokserki.
-Jasne. Tylko się ubiorę. -Weszła do łazienki, a ja założyłem swoje ubrania które walały się po podłodze. Otworzyłem drzwi do łazienki i wszedłem do niej. Nicole była już przebrana więc szybko ułożyłem swoje włosy i byłem gotowy.
-I jak? -spytała Nicole gdy skończyła robić makijaż i ob kręciła się.
-Cudnie -musnąłem jej usta i wyszliśmy. -Podjedziemy jeszcze do mnie. -kiwnęła głową i zeszliśmy na dół. Wyjrzałem przez okno i zwróciłem się do ukochanej. -Załóż okulary przeciwsłoneczne.
-Ale po co? -zapytała i wykonała moje polecenie. Otworzyłem drzwi i zostaliśmy momentalnie oślepieni błyskami.
-Po to -szepnąłem.
_______________________
Moje drogie czytelniczki jeżeli możecie to udostępnicie mojego bloga gdzieś, powiedzcie znajomym. Cokolwiek, bo inaczej jeżeli będzie was dalej tak mało będę zmuszano zawiesić bloga. Przepraszam, ale tak jest :( Postarajcie się ;) KOCHAM WAS ♥♥
poniedziałek, 23 września 2013
55 Rozdział
55 Rozdział
Oczami Justina:
Zostałem sam. Całkiem sam. Nicole odeszła i to być może na zawsze. Nie mogłem uwierzyć w to, że oddała pierścionek i zakończyła ten związek. Byłem z nią taki szczęśliwi, to ona sprawiła, że stałem się lepszym człowiekiem. Ściskałem pierścionek w dłoni tak mocno aż zrobiły mi się odciski. Siedziałem na leżaku nie ruszając się i płacząc, nie mogłem się otrząsnąć z tego co stało się za ledwie 3 minuty temu. Wiedziałem, że straciłem największy skarb, gdybym mógł jej to wszystko wyjaśnić wyglądało by to inaczej. To nie było tak jak myślała Nicole. W mojej kieszeni zawibrował telefon. Nie miałem ochoty z nikim pisać, rozmawiać czy coś w tym stylu, jednak coś mnie ciągnęło, abym odczytał wiadomość. Wyjąłem iPhona i spojrzałem na wyświetlacz: Nicole. Mimo, że łzy ciekły z moich oczu kącik ust podniósł się lekko do góry. Zacząłem czytać wiadomość.
Od: Nicole <3
Ja nie kończę tego związku. Chcę tylko odpocząć. Proszę zrozum <3
Ucieszyłem się, że jeszcze nie wszystko jest stracone. Teraz jeszcze bardziej muszę się postara ją odzyskać. Muszę walczyć.
Oczami Nicole:
Wzięłam się na odwagę i wysłałam mu tą wiadomość. Moje serce mówiło, abym dała mu możliwość wytłumaczenia, a rozum podpowiadał, abym dała sobie z nim spokój. Nie umiałam o nim zapomnieć, kochałam go jak jeszcze nigdy. Szybkim krokiem dotarłam pod dom, gdzie było mnóstwo reporterów i paparazzi. Na mój widok zaczęli robić mi zdjęcia i pytać się o różne rzeczy. Widocznie wiedzieli, że jesteśmy razem, a razem byliśmy. Przykryłam oczy ręką, aby mnie nie zaślepili i z trudem przekręciłam klucze w zamku.
-Czy to prawda, że mieliście mieć dziecko, lecz poroniłaś? -usłyszałam głos któregoś z mężczyzn. Spojrzałam za siebie i zobaczyłam, że oczekują na odpowiedź.
-Nicole czy ty płakałaś? Dlaczego? Czy to przez Justina? -zapytał drugi. Zignorowałam ich i weszłam do środka. Zamknęłam za sobą drzwi i zsunęłam się po nich na podłogę. Nie wiedziałam co mam robić. Miałam wielki mętlik w głowie. Nie wiedziałam czy mam się wyprowadzić czy raczej zostać? Porozmawiać z Justinem czy raczej go unikać? Miałam miliony pytań, a mniej czasu. Obawiałam się, że zaraz wpadnie Justin i będzie próbował opowiedzieć jak to było, a ja pęknę i mu wybaczę, bo go strasznie kocham. Podniosłam się szybko i wbiegłam na górę. Wyjęłam dwie walizki z szafy i zaczęłam pakować do niej ubrania, buty, dodatki, kosmetyki. Zapięłam je i odstawiłam na bok. Weszłam do łazienki i przebrałam się. Założyłam okulary, buty i wyszłam. Wzięłam w rękę walizki i sprowadziłam je po schodach. Już wiedziałam dokąd pojadę. Usiadłam w jadalni przy stole i wzięłam kartkę i długopis. Napisałam:
Justin proszę nie szukaj mnie, nie kontaktuj się ze mną. Daj mi to wszystko przemyśleć i trochę odpocząć. Odezwę się do ciebie wkrótce. Pamiętaj, że byłeś i zawszę będziesz najważniejszy w moim życiu i nigdy nie przestane cie kochać. Ty zawsze w moim sercu. Kocham Cię. Nicole.
Zostawiłam kartkę na stole i wyszłam z domu. Zostałam znowu zarzucone pytaniami i oślepiona fleszami.
-Dlaczego się wyprowadzasz? Czy zerwaliście? Nicole! -Otworzyłam samochód i wsiadłam do niego. Walizki ułożyłam na tylnych siedzeniach i odpaliłam silnik. Dobrze wiedziałam dokąd mam jechać. Po 10 minutach byłam na miejscu. Wjechałam na podjazd swojego starego, własnego domu który kupiłam zanim wprowadziłam się do Jusa. Zabrałam bagaże i wysiadłam z samochodu. Wygrzebałam z torebki stare klucze i otworzyłam nimi drzwi wejściowe. Weszłam do środka i rozejrzałam się, tak dawno nikt tu nie był. Zamknęłam drzwi na zamek i ułożyłam walizki w salonie. Opadłam na kanapie i pilotem włączyłam telewizor. Trafiłam na program o gwiazdach. Było o Justinie i co dziwne o mnie. Postanowiłam oglądnąć.
-Czy to już koniec związku Justina Biebera i Nicole Stone? -powiedziała redaktorka, a na ekranie wyświetliło się nasze zdjęcie. Powstrzymałam się od zalania łzami i oglądałam dalej. -Justin Bieber stał się sławny w niecały jedne dzień! Jeden dzień! Wywołało to sensację na całym świecie. Bieber wrzucił na YouTube nagranie w którym śpiewa i od razu uzyskał miliony wyświetleń. Znamy również jego ukochaną Nicole Stone, a co do tej pary. Justin wyszedł dziś rano z domu i był bardzo zamyślony od tamtej pory nie wrócił do domu. Widziano tam jego dziewczynę, która jak widać na zdjęciu płakała. -Pojawiła się fotka na której płaczę i cały makijaż ze mnie spływa. - Niestety nie udało się wyciągnąć od niej żadnych informacji. Spakowała swoje walizki i pojechała. Nasi ludzie jechali cały czas za nią i dojechali do domku w którym znajduje się obecnie Nicole. -Wyświetlili zdjęcie domu do którego chodzę. Zrobiłam wielkie oczy i podeszłam do okna. Faktycznie stali tam. Było ich jeszcze więcej. Ostro się zdenerwowałam i wyszłam przed drzwi.
-Nicole! Możemy zadać ci kilka pytań?! -Postanowiłam, że pozwolę im na to, bo później dadzą mi spokój.
-A czy dacie mi później spokój i odjedziecie z pod mojego domu?
-Tak -wszyscy odpowiedzieli chórem i pokiwali głową.
-Dobrze skoro tak to możecie pytać. -Posłałam im lekki uśmiech. -Ale po kolei.
-Czy to prawda, że byłaś w ciąży lecz poroniłaś -wiedziałam że padnie takie pytanie. Powstrzymałam się od łez i odpowiedziałam.
-Tak to prawda. To był wielki dramat i rozpacz.
-Czy to było dziecko Justina?! -ktoś krzyknął, a ja się roześmiałam.
-Oczywiście, że tak -powiedziałam oczywiście.
-Czy jesteś z Justinem? -zatkało mnie. Co miałam odpowiedzieć.
-To trudne pytanie -zaczęłam. -Ja i Justin mamy trudniejszy okres i daliśmy sobie czas.
-Z jakiego powodu?
-Wolałabym aby o tym wiedział tylko Jus i ja. -Uśmiechnęłam się.
-Czy wrócicie do siebie?
-Czas pokaże, a teraz już pójdę i ma nadzieję, że wy również -Zamknęłam z ulga drzwi i luknęłam do okna. Wszyscy wsiedli w swoje auta i odjechali. Spojrzałam w telewizor, puszczali nagranie gdzie odpowiadałam na pytania przed moim domem. Puszczali to cały czas. Wyłączyłam go i skuliłam się na podłodze. Mój telefon zaczął dzwonić. Spojrzałam na niego: Justin <3. Nacisnęłam........
________________
Do jutra!! <3 xoxox
niedziela, 22 września 2013
54 Rozdział
54 Rozdział
Oczami Nicole:
Dzwonił Justin. Oczywiście odrzuciłam połączenie i zrobiłam makijaż. Na szczęście miałam kosmetyczkę w torebce. Uczesałam włosy i małymi podskokami weszłam do kuchni.
-I jak? -obróciłam się skacząc dokoła własnej osi.
-Ślicznie -Powiedział Mat. -Chyba coś ci dzwoni -wskazał na moją torebkę z której dobiegał sygnał.
-Wiem -powiedziałam i wzruszyłam ramionami.
-Nie odbierzesz?
-Nie mam zamiaru ani ochoty z nim rozmawiać.
-To twój narzeczony?
-Tak Justin.
-Justin? Justin Bieber? -zapytał Mat lekko podekscytowany.
-Taaaaak -przeciągnęłam. -Skąd go znasz? -zapytałam, a chłopak wyjął z szuflady tableta.
-Chyba wszyscy go znają. Jest gwiazdą internetu.
-Popierdoliło cię? O co chodzi? -zapytałam rozkojarzona, a Mat pokazał mi nagranie Justina który śpiewa. To był on. Wszędzie rozpoznałabym ten anielski głos. Przykryłam usta dłonią ze zdziwienia. -Dlaczego nic nie wiedziałam?
-Ma miliony odsłon -podsumował Mat i schował urządzenie z powrotem do szuflady. Stałam tam jak wryta.
-Muszę już lecieć -Powiedziałam szybko i jak najszybciej mogłam opuściłam dom. Usiadłam na schodkach i pozwoliłam zalać się łzami. Ja go nadal kocham, ale nie potrafię mu wybaczyć. Mój telefon ciągle dzwonił. Zdenerwowałam się i wyłączyłam go. Nawet nie wiedziałam dokąd mam iść. Pierwsze co wpadło mi do głowy to rodzice, ale co jeśli Justin tam jest? Jennifer! Tak, na nią zawsze mogę liczyć. Weszłam na chodnik i rozejrzałam się. Nie znałam tej okolicy. Nazwa ulicy też mi nic nie mówiła. Wezwałam taksówkę i po 5 minutach już była. Wsiadłam do środka i podałam kierowcy adres przyjaciółki. Gdy przejeżdżaliśmy obok naszego domu obejrzałam się na chwilę w tamtą stronę. Przed domem stało mnóstwo reporterów i dziennikarzy. Zignorowałam to, nie miałam zamiaru tam wchodzić. Zatrzymaliśmy się przed domem Jen. Podziękowałam kierowcy i dałam mu pieniądze. Wysiadłam z auta utykając i doczłapałam się do drzwi. Miałam na sobie tylko jednego buta, bo drugi nie wszedł mi na zabandażowaną stopę. Zapukałam raz po czym szarpnęłam za klamkę i weszłam do środka.
-Jennifer! -zawołałam i usłyszałam jak ktoś biegnie. Stanęła przede mną Jennifer, Austin, Cody i Justin. Stop. Justin? Co on tu robi.
-Shawty! -krzyknął i podbiegł do mnie. Próbował mnie objąć lecz odepchnęłam go. -Skarbie wszystko w porządku? Przepraszam za wczoraj. Zgubiłem rachubę czasu. -popatrzyłam na niego z pogardą. Miał niezły tupet. Odwróciłam się na pięcie i chwyciłam klamkę.
-Nicole! -krzyknęła Jenn i stanęła przede mną uniemożliwiając mi wyjścia.
-Odsuń się Jenn. Chcę stąd wyjść. -Powiedziałam i zachwiałam się. Nie utrzymałam równowagi i leciałam do tyłu. Jednak nie upadłam, wpadłam w czyjeś ramiona. Obróciłam głowę i zobaczyłam uśmiechniętego Justina. Szybko wyrwałam się z jego objęć i stanęłam prosto na jednej nodze.
-Kicia co ci się stało w nogę? -zapytał zmartwiony Justin.
-A nic takiego słońce, ktoś próbował mnie zgwałcić, ale to szczegół. Wiem, że miałeś ciekawsze zajęcie na głowie niż bycie ze mną. -Machnęłam ręką, a on wytrzeszczył oczy.
-CO?! -krzyknął, a wszyscy stali jak słupy soli. -Który to? Ja go załatwię. Kurwa! -krzyknął i objął mnie. Gdy próbował mnie pocałować dałam mu w twarz. Ja po prostu nie wytrzymałam, musiałam to zrobić. Justin złapał się za czerwony policzek, a wszyscy otworzyli buzie ze zdziwienia.
-Nicole co ci jest?! -krzyknęła Jenn i podbiegła do mnie. Spojrzała mi w moje oczy które były pełne łez i objęła mnie. Rozpłakałam się. -Dlaczego płaczesz? -zapytała zmartwiona.
-Może niech Justin powie! -Spojrzałam na chłopaka, który stał i patrzył na mnie z bólem w oczach. Jennifer próbowała mnie uspokoić, bo cała się telepałam.
-Shhhh. Spokojnie -głaskała moje plecy. -Justin? -zwróciła się do chłopaka.
-Nicole nie rozumiem. -Powiedział spokojnie.
-To zaraz zrozumiesz! -krzyknęłam i wyjęłam z torebki telefon. Ledwo go odblokowałam przez trzęsące się dłonie. Otworzyłam zdjęcie i zakryłam sobie oczy, bo nie mogłam na to patrzeć. Wyciągnęłam rękę w stronę przyjaciół.
-Suka -splunął Cody, a ja spojrzałam na niego zmieszana. -Nie ty -pokręcił głową patrząc na mnie. Popatrzyłam w oczy Justina który były pełne łez. -Nicole daj nam to wyjaśnić.
-Cody ja nie chcę słuchać kłamstw. Justin, a ty obiecałeś, że to się nie powtórzy.
-Nicole to nie było tak -próbował wyjaśniać. -Ja ci wszystko wytłumaczę.
-Wsadźcie sobie te kłamstwa i wyjaśnienia w dupę! -Krzyknęłam i utykając wybiegłam z domu. Obkrążyłam dom i usiadłam na leżaku za domem, przy basenie. Przyciągnęłam nogi do klatki piersiowej i zaczęłam płakać, bo tylko to mogłam zrobić. Usłyszałam wołanie mojego imienia. Był to głos Justina, gdy chciałam wstać i uciec stąd. Justin znalazł mnie.
-Odwal się! -krzyknęłam i usiadłam z powrotem na leżak. On usiadł na skraju i spojrzał mi w oczy. Również z jego oczy wylewały się słone łzy, których nie mógł zatrzymać.
-Mogę ci to wyjaśnić?
-Po co? Nie wierzę ci już w żadne słowo.
-Proszę cię daj mi szansę. -Powiedział błagalnie. Chciałam rzucić się mu w ramiona, pocałować go lecz nie mogłam. Mimo to, że nadal go kocham.
-Miałeś szansę. Zaprzepaściłeś ją.
-Przecież wiesz jak było na Hawajach. To Vicky mnie pocałowała.
-Wiem, ale teraz też Vicky cię pocałowała?
-Nie, ale to przez nią! -krzyknął i wytarł łzy, które leciały i leciały.
-Justin, ja......ja ci nie wierzę -Wybełkotałam. Zdjęłam z palca pierścionek zaręczynowy i wsadziłam mu w dłoń. -Przepraszam. -wstałam i zostawiłam go tam. Wiem, że cierpi, ale mi też nie jest łatwo. Niekontrolowanie przypłynęła kolejna fala łez. Pozwoliłam im płynąć, a sama szłam chodnikiem przed siebie. Tak bez celu. Co ja zrobiłam? Popełniłam największy błąd w swoim życiu. Nie mam już po co żyć, dla kogo? Może powinnam dać mu wszystko wyjaśnić, ale co jeśli mnie okłamię? Ja nie chce żyć w kłamstwie. Nie chciałam żyć z nikim innym. Chciałam Justina! Wyjęłam swój telefon.
Do: Justin <3
Ja nie kończę tego związku. Chcę tylko odpocząć. Proszę zrozum <3
Jednak nie nacisnęłam jeszcze ,,wyślij'' nie wiedziałam czy mam to zrobić. Pod dłuższej chwili namysłu zdecydowałam, że........
__________________________
Ma wysłać czy jednak nie? Ja sama nie wiem, więc proszę podpowiedzcie. :**
53 Rozdział
53 Rozdział
Oczami Nicole:
Gdy się odwróciłam ujrzałam jakiegoś chłopaka. Należał on do takich którzy mnie bardzo wkurwiali.
-Nic ci nie jest? Wszystko w porządku? -zapytał, a ja krzywo na niego popatrzyłam.
-A czy wygląda jakby było w porządku? -splunęłam połykając słone łzy i wstałam. Szybkim krokiem ruszyłam przed siebie, lecz chłopaka dalej za mną szedł.
-Mogę ci jakoś pomóc? -zapytał i dorównał mi kroku.
-Nikt i nic mi już nie pomoże -burknęłam i kolejna fal łez zalała moją twarz.
-Poczekaj -szepnął i złapał mnie za ramię. Nie wiem dlaczego, ale stanęłam. Obróciłam się na pięcie, aby stać przodem do niego. -Trzymaj -podał mi swoją czarną, skurzaną kurtkę i zarzucił mi na plecy. Szybkim ruchem ręki zrzuciłam ją na ziemię.
-Daj mi spokój! -krzyknęłam, a on wydawał być się zmieszanym. -Wypierdalaj ode mnie! Nie rozumiesz, że nie potrzebuję niczyjej pomocy, a już zwłaszcza takiego lalusia jak ty! Sam doskonale sobie radzę! - Krzyknęłam mu prosto w twarz.
-Właśnie widzę -szepnął, abym nie usłyszała, lecz jednak doskonale słyszałam. Spojrzałam na niego groźnie, a ten, aby ominąć mojego wzroku podniósł z ziemi ubłoconą kurtkę. -Dlaczego płaczesz? -zapytał jakby go to interesowało.
-Wydaje ci się. To deszcz. -Powiedziałam oschle, a ten i tak nie dawał mi spokoju.
-Nie rób ze mnie idioty. Możesz mi powiedzieć.
-Naprawdę chcesz wiedzieć?! -krzyknęłam dość głośno, a on kiwnął lekko głową.
-Tak -odpowiedział pewnie.
-Dobrze. Powiem ci. Płaczę dlatego, że mój narzeczony właśnie wystawił mnie do wiatru! Gdy ja siedziałam i czekałam na niego jak jakaś idiotka on w tym czasie bawił się w klubie i lizał się z jakimiś pustymi laluniami! Ktoś wysłał mi zdjęcia jak liże się z pustą blondynką! Zrobił ze mnie totalną kretynkę! Zdradził mnie już drugi raz! -skończyłam, a chłopak oblizał wargę. -Chciałeś wiedzieć to wiesz! -wydarłam się i uciekłam dalej zalewając się słoną substancją. Przeszłam przez jakiś mały mostek, obejrzałam się za siebie i na szczęście nie było tam już nieznajomego. Gdy spojrzałam przed siebie ujrzałam czarną postać w kominiarce. Wystraszyłam się i gdy próbowałam uciec osoba powaliła mnie na ziemię. Złapała mnie jak worek ziemniaków i wrzuciła za jakieś krzaki. Płakałam już z dwóch powodów. Wstałam kiwając się, lecz znów wylądowałam z hukiem na ziemi. Coś szczykło w moje kostce, aż krzyknęłam z bólu. Czarna postać zakleiła mi buzię taśmą i posadziła, opierając mnie o drzewo.
-Zabawimy się trochę -usłyszałam obrzydliwy głos. Był to mężczyzna. Usiadł na mnie okrakiem i zaczął odpinać moją sukienkę. Zaczęłam się wyrywać lecz to tylko pogorszyło moją sytuację. Mężczyzna szczelił mi tak zwanego liścia w twarz. Gdy już prawie odpiął zamek nieznajomy, którego spotkałam wcześniej porządnie uderzył go belką w głowę. Ten upadł, a ja z płaczem podniosłam się. Niestety upadłam z powrotem na tyłek. Moja kostka strasznie mnie bolała. Chłopak podszedł do mnie i delikatnie odkleił taśmę z moich ust.
-Nic ci nie jest?
-Strasznie boli mnie kostka -jęknęłam i złapałam się za bolące miejsce. Mężczyzna który próbował mnie zgwałcić przekręcił się z bólu na trawie.
-Lepiej stąd chodźmy - powiedział chłopak i pośpiesznie wziął mnie na ręce. -Jestem Mat.
-Nicole. -Powiedziałam, a chłopak wyszedł już na chodnik. -Dziękuję, że mnie uratowałeś. Gdy by nie ty....- Poczułam, że znów zaczynam płakać.
-Schhh -Mat położył palec na moich utach i złapał mnie mocniej. Oparłam głowę o jego tors i zamknęłam oczy. Nie planował tego, ale zasnęłam.
Rano obudził mnie piękny zapach gofrów. Otworzyłam swoje powieki i rozglądnęłam się. Kompletnie nie wiedziałam gdzie jestem. Leżała w obcym mi pokoju. Podniosłam się do pozycji siedzącej i odrzuciłam kołdrę, którą byłam przykryta w bok. Spojrzałam na moją kostkę, Była zabandażowana białym bandażem. Pomału wstałam i w podskokach na jednej nodze wyszłam z pokoju. Aby zejść na dół trzeba było pokonać schody. Nie. Wróciłam z powrotem do sypialni i z torebki która leżała na półce obok łóżka wyjęłam iPhona. Odblokowałam go i spojrzałam na wyświetlacz. Miałam 100 nieodebranych połączeń od Justina i 30 wiadomości. Usunęłam je wszystkie i wrzuciłam telefon do torby. Wzięłam ją w rękę i otworzyłam drzwi. Stanęłam na przeciw schodów i pomału zaczęłam z nich skakać. Schodek za schodkiem. Gdy dotarłam na dół weszłam do dużej kuchni z której dochodził ten piękny zapach. Nikogo w niej nie było. Dalej nie wiedziałam gdzie jestem.
-Jak kostka? -usłyszałam głos i nie wiedząc dlaczego pisnęłam. Obróciłam się i zobaczyłam Mata.
-Przestraszyłeś mnie. Z nogą lepiej dziękuję.
-Opatrzyłem ją. Jest tylko zwichnięta. -Posłał mi uśmiech i podał mi talerz z goframi, bitą śmietaną i owocami. Uśmiechnęłam się i usiadłam przy barze.
-Pyszne -oblizałam się gdy skończyłam, a Mat wsadził talerz do zmywarki. -Jesteśmy u ciebie? -zapytałam a on się uśmiechnął.
-Tak -pokiwał głową.
-Mat. Chciałabym cie przeprosić za moje wczorajsze zachowanie. -Spuściłam głowę w dół.
-Spoko. Wim, że było ci ciężko -poczułam, że moje oczy zrobiły się szklane. Nie chciałam się rozkleić więc powachlowałam ręką oczy, aby nic z nich nie wypłynęło. Mat się roześmiał.
-Dziękuję ci za wszystko, ale muszę wracać. Mogę się odświeżyć.
-Jasne prosto i w lewo do łazienki. -Wskazał na korytarz, a ja przytaknęłam -Trzymaj -Podał mi ubrania.
-Kogo to? -zapytałam.
-Mojej siostry. Nieraz tu nocuje. -Skinęłam głową i poszłam wskazówkami chłopaka do łazienki. Odprawiłam poranną toaletę i wyszłam. Gdy złapałam za telefon, a by schować go do torebki on zaczął dzwonić. Spojrzałam na niego. Dzwonił/a......
___________________________
Nie wiem jak wy, ale ja jestem zadowolona z tego rozdziału. Podoba mi się, a wam? Opinie bardzo miło widziane. Dziękuję za taką wielką liczbę odsłon. xoxoxo
-Nic ci nie jest?
-Strasznie boli mnie kostka -jęknęłam i złapałam się za bolące miejsce. Mężczyzna który próbował mnie zgwałcić przekręcił się z bólu na trawie.
-Lepiej stąd chodźmy - powiedział chłopak i pośpiesznie wziął mnie na ręce. -Jestem Mat.
-Nicole. -Powiedziałam, a chłopak wyszedł już na chodnik. -Dziękuję, że mnie uratowałeś. Gdy by nie ty....- Poczułam, że znów zaczynam płakać.
-Schhh -Mat położył palec na moich utach i złapał mnie mocniej. Oparłam głowę o jego tors i zamknęłam oczy. Nie planował tego, ale zasnęłam.
Rano obudził mnie piękny zapach gofrów. Otworzyłam swoje powieki i rozglądnęłam się. Kompletnie nie wiedziałam gdzie jestem. Leżała w obcym mi pokoju. Podniosłam się do pozycji siedzącej i odrzuciłam kołdrę, którą byłam przykryta w bok. Spojrzałam na moją kostkę, Była zabandażowana białym bandażem. Pomału wstałam i w podskokach na jednej nodze wyszłam z pokoju. Aby zejść na dół trzeba było pokonać schody. Nie. Wróciłam z powrotem do sypialni i z torebki która leżała na półce obok łóżka wyjęłam iPhona. Odblokowałam go i spojrzałam na wyświetlacz. Miałam 100 nieodebranych połączeń od Justina i 30 wiadomości. Usunęłam je wszystkie i wrzuciłam telefon do torby. Wzięłam ją w rękę i otworzyłam drzwi. Stanęłam na przeciw schodów i pomału zaczęłam z nich skakać. Schodek za schodkiem. Gdy dotarłam na dół weszłam do dużej kuchni z której dochodził ten piękny zapach. Nikogo w niej nie było. Dalej nie wiedziałam gdzie jestem.
-Jak kostka? -usłyszałam głos i nie wiedząc dlaczego pisnęłam. Obróciłam się i zobaczyłam Mata.
-Przestraszyłeś mnie. Z nogą lepiej dziękuję.
-Opatrzyłem ją. Jest tylko zwichnięta. -Posłał mi uśmiech i podał mi talerz z goframi, bitą śmietaną i owocami. Uśmiechnęłam się i usiadłam przy barze.
-Pyszne -oblizałam się gdy skończyłam, a Mat wsadził talerz do zmywarki. -Jesteśmy u ciebie? -zapytałam a on się uśmiechnął.
-Tak -pokiwał głową.
-Mat. Chciałabym cie przeprosić za moje wczorajsze zachowanie. -Spuściłam głowę w dół.
-Spoko. Wim, że było ci ciężko -poczułam, że moje oczy zrobiły się szklane. Nie chciałam się rozkleić więc powachlowałam ręką oczy, aby nic z nich nie wypłynęło. Mat się roześmiał.
-Dziękuję ci za wszystko, ale muszę wracać. Mogę się odświeżyć.
-Jasne prosto i w lewo do łazienki. -Wskazał na korytarz, a ja przytaknęłam -Trzymaj -Podał mi ubrania.
-Kogo to? -zapytałam.
-Mojej siostry. Nieraz tu nocuje. -Skinęłam głową i poszłam wskazówkami chłopaka do łazienki. Odprawiłam poranną toaletę i wyszłam. Gdy złapałam za telefon, a by schować go do torebki on zaczął dzwonić. Spojrzałam na niego. Dzwonił/a......
___________________________
Nie wiem jak wy, ale ja jestem zadowolona z tego rozdziału. Podoba mi się, a wam? Opinie bardzo miło widziane. Dziękuję za taką wielką liczbę odsłon. xoxoxo
52 Rozdział
52 Rozdział
Oczami Justina:
W domu byliśmy po jakiś 20 minutach. Weszliśmy do domu i zmęczeni opadliśmy na kanapę. Z mojej kieszeni dobiegał dźwięk sms-a. Wyjąłem go i spojrzałem na ekran.
Od: Cody
Masz dzisiaj czas?
Do: Cody
No, a co?
Od: Cody
Wyskoczysz z nami na miasto? Kręgle, piwko czy coś takiego?
Do: Cody
OK. Bądźcie u mnie za 5 min.
Nie otrzymałem już odpowiedzi. Schowałem iPhona do kieszeni i spojrzałem na Nicole, która słuchała bicia mojego serca.
-Nicole?
-Tak skarbie? -Zapytała i podniosła głowę do góry.
-Chciałbym wyskoczyć z chłopakami na miasto. -Zauważyłem, że kącik jej ust podniósł się ku górze.
-Idź -powiedziała i musnęła moje usta.
-Dziękuje shawty. Jesteś cudowna. -Zerwałem się i pobiegłem na górę. Szybko się w coś przebrałem, odświeżyłem i poprawiłem fryzurę. Zszedłem na dół i akurat usłyszałem pukanie do drzwi. Pocałowałem Nicole i wyszedłem. Przywitałem się z resztą i ruszyliśmy w kierunku miasta.
Oczami Nicole:
Gdy Justin wyszedł włączyłam sobie telewizor, lecz od razu go wyłączyłam, bo nie było nic ciekawego. Sięgnęłam po telefon na którym widniała wiadomość od Justina z przed 1 minuty.
Od: Justin <3
Wynagrodzę ci to. Zapraszam cię na kolację. Bądź o 18 w Bred Breakfast.
Do Justin <3
Już nie mogę się doczekać :*
Spojrzałam na zegar ścienny :15. Miałam jeszcze sporo czasu, lecz postanowiłam wziąć się już do roboty. Wbiegłam do łazienki i zsunęłam z siebie ubrania. Nalał do wanny sporą ilość wody, a następnie zanurzyłam się w niej, dokładnie umyłam swoje ciało i włosy. Spuściłam wodę i owinęłam ręcznik wokół tali. Gdy byłam już sucha ubrałam TO. Pofalowałam dokładnie włosy i starannie zrobiłam makijaż. Prysnęłam się moją ulubioną i najładniejszą perfumą, umyłam zęby i wyszłam. Do torebki włożyłam iPhona, kosmetyczkę, portfel i dokumenty. Gdy opuszczałam sypialnie szybko spojrzałam na zegarek, który wskazywał 17:40. Byłam już gotowa i mogłam wyjść. Ubrałam szpilki i zabrałam klucze. Było dość ciepło jak na wieczór więc nie brałam kurtki. Wcześniej zamówiłam taksówkę, która czekała na mnie pod domem. Zakluczyłam drzwi i wsiadłam do wozu. Kierowca zatrzymał auto i ostrożnie z niego wysiadłam, dałam mu pieniądze i weszłam przez obrotowe drzwi do wielkiej, ekskluzywnej restauracji.
-Mogę w czymś pomóc -zapytała młoda kobieta, która niespodziewanie stanęła przede mną.
-Yyy. Byłam tu umówiona z chłopakiem o nazwisku Bieber -kobieta spojrzała na swoje papiery i wskazała na pięknie ozdobiony stolik. Skinęłam głową i usiadłam na krześle. Justina jeszcze nie było, a zawsze był szybciej niż ja. Wyjęłam z torebki telefon, aby sprawdzić komórkę: 18:10. Gdzie on do cholery jest? Minęło 5 min, 10, 15 a jego dalej nie było. Byłam już poirytowna.Złapałam za telefon i wybrałam do niego numer. Nie odbierał. Zadzwoniłam drygi raz, ale dalej nic. Odłożyłam go i nerwowo stukałam paznokciami w stół. Mój telefon zawibrował. Miałam nadzieję, że to Jus. Myliłam się. Numer nieznany. Dostałam zdjęcie Justina w jakimś klubie, który całuje się z jakąś lafiryndą. Zdjęcie było zrobione dzisiaj, poznałam po ubiorze Justina. Zalałam się łzami, nie mogłam się nawet ruszyć.
-Podać coś? -zapytał uprzejmo kelner, który zbierał zamówienia. Odwróciłam się w jego stronę, a on zrobił dziwna minę, jakby się wystraszył. Możliwe, że tak było, przez łzy byłam na pewno cała rozmazana.
-Dziękuję, już wychodzę -powiedziałam z podniesionym tonem i walnęłam torebką o stół. Podniosłam się z miejsca i wybiegłam z płaczem. Na domiar złego zaczął padać deszcz. Nie wiedziałam co mam zrobić i dokąd pójść. Nic tu nie widziałam, bo było już ciemno. Cała drżałam z nerwów, z płaczu i z zimna. Nie wiedząc dokąd pobiegłam przed siebie. Dotarłam chyba do jakiegoś parku. Zajęłam ławkę i podkuliłam nogi. Ujęłam twarz w dłoń i zaczęłam gorzej płakać. Nie mogłam uwierzyć jak on mógł znów mi to zrobić. Obiecał, że to się nie powtórzy, byliśmy zaręczenia, a on? Nic sobie z tego nie robił. Olał mnie i naszą randkę, aby lizać się z pierwszą lepszą w klubie. Może doszło między nimi do czegoś więcej. Nie wiem i nie chcę wiedzieć. Zimne krople deszczu oblały już całe moje ciało. Poczułam kogoś dłonie na swoich ramionach. Odwróciłam się i ujrzałam........
_____________________
Możliwe, że zaraz dodam następny. Nic nie obiecuję. Xoxox
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)