9 Rodział
Oczami Nicole:
Drzwi otworzyła nam mama Justina. Poznałam ją ze zdjęć więc nie miałam wątpliwości, że to ona. Justin złapał mnie za rękę i weszliśmy do środka. Naprawdę miała piękny domek.
-Cześć mamo -przywitał się Justin i przytulił mamę, jednak dalej trzymał moją dłoń. Musiał zauważyć, że strasznie się denerwuję.
-Dzień dobry pani -powiedziałam.
-Czy ja tak staro wyglądam? Kochana mów mi Pattie. -Posłałam jej ciepły uśmiech. Nagle usłyszeliśmy krzyki i piski, a zaraz po tym ze schodów zbiegło rodzeństwo Justina. Strasznie się ucieszyli na jego widok. Jus przykucnął i rozłożył ramiona, a oni długo nie czekając rzucili się na niego. To wyglądał naprawdę słodko.
Oczami Justina:
Kochałem Jazzmyn i Jaxona. Dlatego bardzo się ucieszyłem na ich widok. Ściskaliśmy się i śmialiśmy. Nicole stała obok nas i przyglądała się nam z uśmiechem na twarzy.
-Justin bajdzio tęśkniliśmy zia tobą -powiedziała Jazz, a Jaxon przytaknął.
-Ja za wami też. Chciałem wam kogoś przedstawić -skierowałem wzrok na Nicole. -To jest Nicole, moja przyjaciółka. Nicole przykucnęła i przywitała się z dzieciakami.
-Cześć. Jak macie na imię? -zapytała, a oni się lekko zawstydzili.
-Ja jeśtem Jazzmyn.
-A ja Jaxon.
-Miło mi was poznać -powiedziała Nicole, a dzieciaki rzuciły się w jej ramiona. Nie spodziewałem się tego. Nicole też była zdziwiona, ale odwzajemniła uścisk.
-Ok chodźcie na obiad -powiedziałem i uszyliśmy w stronę jadalni. Jedzenie wyglądało naprawdę apetycznie. Zajęliśmy miejsca i zabraliśmy się za jedzenie.
-Smacznego -powiedziała moja mama.
-Smacznego -odpowiedziałem chórkiem razem z Nicole i wybuchnęliśmy śmiechem. Gdy wszyscy skończyli jeść, dzieciaki poszły na górę się pobawić, a my chcieliśmy trochę porozmawiać.
Oczami Nicole:
Obiad bardzo mi smakował. Pattie bardzo dobrze gotuje. Po chwili ciszy padło pytanie którego się bardzo obawiałam.
-Jesteście razem. Tak? -zapytała Pattie, a ja zakrztusiłam się wodą, którą w tamtej chwili piłam. Justin prychnął śmiechem, a ja gdy już się uspokoiłam posłałam mu mordercze spojrzenie.
-Nie mamo. Jesteśmy przyjaciółmi. -wytłumaczył Justin.
-Rozumiem. Nicole pomożesz mi?
-Oczywiście.
-Nie będę wam przeszkadzał. Pójdę się pobawić z maluchami. -Obydwie z Pattie przytaknęłyśmy i zabrałyśmy się za sprzątanie.
-Wiesz Nicole chciałem cię przeprosić za to pytanie. -Wytłumaczyła
-Nic się nie stało. Nie wiedziała pani. -popatrzyła się na mnie, a ja się poprawiłam -Nie wiedziałaś.- Uśmiechnęła się i dalej wkładała naczynia do zmywarki.
-Wiesz cieszę się, że przyjaźnisz się z Justinem. Masz na niego bardzo dobry wpływ. Nie to co te puste lale z którymi się przedtem spotykał -ucieszyły mnie te słowa.
-Dziękuję. Bardzo go lubię i zależy mi na nim.
-Jemu na tobie też -powiedziała nieco ciszej, a ja się uśmiechnęłam.
-Pójdę do Jusa i do dzieciaków -poinformowałam Pattie, a ona kiwnęła głową. Weszłam schodami na górę i zmierzałam w stronę dochodzących śmiechów. Dotarłam do pięknego pokoiku Jazz.
-Nicole -krzyknął Jaxon i przykleił się do moich nóg. Wzięłam go na ręce i stanęłam nad Justinem.
-Co robicie? -zapytałam
-Bawimy się w lalki -odpowiedział z grymasem na twarzy Jus. Wybuchłam śmiechem.
-Podioba ci sie mój pokój? -zapytała Jazz, która przebierała lalkę Justina, bo ten nie mógł sobie poradzić.
-Bardzo -powiedziałam dalej chichocząc.
-Choć pokaze ci mój -powiedział Jaxon, zeszedł z moich rąk i złapał mnie za rękę. Otworzył drzwi które znajdowały się na przeciwko Jazz i wprowadził do pokoju.
-Łał jest piękny -powiedziałam, a ten się bardzo ucieszył.
-Cesz się pobawić.
-Jasne -odpowiedziałam i usiadłam na podłodze. Jaxon wysypał bardzo dużo zabawek i zaczęliśmy się bawić. Tak minęły chyba z 2 godz. zabawy. Do pokoju wszedł Justin z różową koroną na głowie.
-Nicole jedziemy? -zapytał, a ja z Jaxonem wybuchnęliśmy śmiechem. Tarzaliśmy się po podłodze ze śmiechu, a Justin nie wiedział o co nam chodzi.
-Chcesz tak jechać, żeby cię ludzie zobaczyli? -powiedziałam przez śmiech.
-Ale, że o co chodzi? -pytał zdezorientowany. Podeszłam do niego i zdjęłam mu koronę z głowy.
-Że o to, kochanie. -Sama nie wiem dlaczego powiedziałam do niego ,,kochanie'' tak jakoś mi się wymknęło. Justinowi się spodobał i szeroko się uśmiechnął. Ja za to przykryłam sobie usta dłonią. On zabrał moją rękę z ust i wziął mnie na ręce.
-Chodźmy już kochanie ty moje -nabijał się i zniósł mnie po schodach na dół do swojej mamy. Ja cały czas się wyrywałam i uderzałam pięściami w jego plecy.
-Proszę puść -prosiłam zrezygnowana.
-Ale jestem twoim kochaniem? Tak? -zapytał. Nie zwracał uwagi na swoją mamę która przyglądała się nam cały czas z uśmiechem na twarzy.
-Niech ci będzie -powiedziałam szeptem.
-Przepraszam, że co? Nie słyszałem.
-Tak -powiedziałam nieco głośniej.
-Dalej nie słyszę -On się ze mnie nabijał czy co?
-Tak Justin jesteś moim kochaniem!! -wykrzyczałam, a wszyscy zaczęli się śmiać. -Czy teraz mnie postawisz? -zapytałam, a on wykonał moją prośbę.
Oczami Justina:
Rozbawiły mnie słowa Nicole. Wiedziałem, że nie chciała powiedzieć tego na głos. Moja mama bardzo ją polubiła. Nie mówiąc o dzieciakach, którzy są zachwyceni. Jutro czekał mnie obiad z jej rodziną.
-Dobrze mamo. My już uciekamy.
-Dobrze. Trzymajcie się. Miłego pobytu na Hawajach. -moja mama jako jedyna wiedziała, że chcę tam poprosić Nicole, aby została moją dziewczyną. Mrugnąłem do niej i wyszliśmy. Przedtem pożegnaliśmy się jeszcze z maluchami. Weszliśmy wykończeni do auta.
-I jak? Podobało ci się? -zapytałem Nicole, gdy ruszyliśmy.
-Pewnie. Masz słodkie rodzeństwo, ty moja księżniczko. -Ale miała ubaw z tą księżniczką.
-Ta księżniczka to prze Jazzy.
-Popatrz co ja tu mam. -Wyjęła swojego iphona z torby i zaczęła wymachiwać nim na wszystkie strony. Co? No ładnie. Zrobiła mi zdjęcie, gdy byłem w koronie. -Chyba ustawie na tapetę. -przedrzeźniała się ze mną.
-Skasuj proszę -błagałem ją.
-A co będę z tego miała? -zapytała z cwaniackim uśmieszkiem.
-No nie wiem. Zobaczysz na Hawajach. -Zacząłem poruszać w górę i w dół brwiami. Słyszałem dźwięk usuwanego pliku i odetchnąłem z ulgą. Po 40 min. drogi dojechaliśmy pod dom Nicole. Pocałowała mnie w polik.
-To co do jutra? -zapytałem.
-Tak na obiedzie. Jutro wyślę ci sms-a z godziną.
-Ok -powiedziałem, a ona zamknęła drzwi i weszła do swojego domu. Ja też odpaliłem silnik i pojechałem do siebie.
_________________________________
Wiem, że nudny i w ogóle, ale tak jakoś wyszło. Dziękuję za tyle wyświetleń i bardzo, ale to bardzo proszę o komcie. Kocham Was. ;***
dzisiaj przeczytalam caly jest bardzo bardzo bardzo fajny ?:D<# kiedy bedzie nowy mam nadzieje ze wkrótce bo bardzo mi sie spodobal<3 swietnie piszesz kochana oby tak dalej<3
OdpowiedzUsuńObiecuję, że juto dodam. Bardzo dziękuję ci za miłe słowa. Nawet nie wiesz jaką radość mi tym sprawiłaś. Bardzo mnie motywują takie komentarze. Dzięki i też kocham. ;**
UsuńWłaśnie kiedy będzie następny rozdział? <333
OdpowiedzUsuń