7 Rozdział
Oczami Justina:
Szedłem z Nicole w stronę mojego domu, rozmawiając, wygłupiając się i śmiejąc. Bardzo cieszyłem się na wspólną imprezę z nią i jej przyjaciółmi. Jenn i Austin są naprawdę spoko. Miałem nadzieję, że na imprezce będą również moi przyjaciele tacy jak: Cody, Ryan, Chris i Alfredo. Chciałem im przedstawić Nicole. A poza tym dawno się z nimi nie widziałem. Na pewno nie mają mi tego za złe, bo wiedzieli, że staram się o Nicole. To są prawdziwi przyjaciele. Zawsze mnie wspierają. Do mojego domu dotarliśmy szybko. Puściłem Nicole przodem i weszliśmy do salonu.
-Ładnie tu masz -powiedziała Nicole i usiadła na kanapie.
-Chcesz coś do picia -zaproponowałem, a ona pokręciła głową. -Zaczekaj tu, a ja pójdę na górę po rzeczy do przebrania na imprezkę.
-Ok. -Pobiegłem do swojego pokoju, wszedłem do garderoby i wziąłem jakieś ciuchy. Wsadziłem je do torby razem z iphonem i zbiegłem do Nicole, która oglądał pamiątkowe zdjęcia mojej rodziny. Podszedłem do niej i objąłem ją od tyłu (bez skojarzeń poproszę). Akurat oglądała zdjęcie mojej mamy, mnie, Jaxona i Jazzmyn. -Chciałabym ich poznać -powiedział i odłożyła fotkę na miejsce. Zdziwiłem się. Ona chce poznać moją rodzinę. Jeszcze żadna moja była tego nie chciała. Nicole jest wyjątkowa, cudowna i idealna.
-Poznasz -powiedziałem. Cieszyłem się z tego co powiedział. Postanowiłem, że jutro zadzwonię do mamy i powiem jej, że wpadnę z Nicole na obiad. Mama na pewno się ucieszy, a zwłaszcza dzieciaki. Dawno ich nie widziałem. -Jutro? Pójdziemy do nich na obiad. Ok? -kiwnęła głową i mnie przytuliła.
-Zbierajmy się -powiedziała i wyszliśmy z domu.
Oczami Nicole:
Justin był naprawdę kochany..... Znaczy miły, że postanowił pójść ze mną do swojej rodziny na obiad. Widziałam jak strasznie się cieszył, że chciałam ich poznać. On naprawdę traktuje mnie poważnie, a nie jak zabawkę. Chociaż nie jesteśmy jeszcze parą. No właśnie jeszcze. Postanowiłam, że ja też zaproszę Jusa na obiad z moimi rodzicami i siostrą, a przy okazji zapytam ich o wakacje na Hawajach, bo nie miałam kiedy ich o to spytać. Wybiorę taki dzień w którym będą w domu. Z tego co pamiętam to po jutrze mają wolne. No to akurat.
-Jus, czy pojutrze przyjdziesz do mnie na obiad? Poznasz lepiej moich rodziców i zapytamy się o te wakacje.? -Justinowi rozbłysły oczy.
-Jasne. Na pewno się zgodzą. -Mam nadzieję. Mam 18 lat i mam prawo decydować z kim jadę i gdzie. A poza tym oni są wyrozumiali i ufają mi. Będzie SUPER. A jakby coś to Justin ich przekona. On ma to coś do przekonywania ludzi. Przypomniało mi się coś.
-A kiedy tak w ogóle lecimy?
-Pasuje ci we wtorek? Jenn, mi i Austinowi tak. -Dzisiaj jest piątek, więc zdążę się spakować.
-Ok. Już nie mg się doczekać.
-Ja też. -Doszliśmy do mojego domu. Weszliśmy do salonu.
-Teraz ja idę po rzeczy. -Pobiegłam na górę i wyjęłam mój ulubiony zestaw na imprezę. Miałam nadzieję, że Justinowi się spodoba. Schowałam ciuchy do torby i zeszłam na dół. Spojrzałam na zegarek. Mieliśmy mało czasu, a do domu Jenn z mojego jest jakieś 30 min. drogi na piechote.
-Będzie lepiej jak pojedziemy moim samochodem -powiedziałam, a Justin się zgodził. Postanowiłam napisać rodzicom karteczkę. Jus zaniósł nasze rzeczy do auta, a ja wyjęłam z szuflady długopis i kartkę. Napisałam, że wychodzę do Jenn na imprezę i wrócę jutro, bo będę u niej spała. Zawsze tak robiłam. Rodzice Jenn są w delegacji więc ma cały dom dla siebie. Zawsze zostaję u niej po imprezach, aby rodzice nie widzieli mnie nachlanej w trzy dupy. Położyłam karteczkę na blacie i wyszłam do Justina, który już siedział w aucie. Jechaliśmy z 15, albo 10 min. i już byliśmy przed domem Jennifer. Zaparkowaliśmy samochód na podjeździe i weszliśmy do środka. Nie pukaliśmy, bo i tak byliśmy już spóźnieni. Weszliśmy do domu, Jenn z Austinem leżeli na kanapie i się całowali. Gdy tylko nas zobaczyli odskoczyli od siebie i poprawiając swoje ubrania usiedli wyprostowani. Jenn posłała mi mordercze spojrzenie i zrobiła się czerwona. My też się zakłopotaliśmy.
-Pukać nie umiecie? -zapytała Jenn
-Sory. Nie wiedzieliśmy, że wy......tu.....no....ten.... -tłumaczył się Justin, a wszyscy zaczęli się śmiać.
-Trochę nam się nudziło. Długo was nie było, a my chcieliśmy..... -nie dokończył, bo Jennifer walnęła go w ramię. Wszyscy z powrotem wybuchli śmiechem.
-Idziemy? -zapytałam, a wszyscy kiwnęli głową.
-Zaprosiłaś wszystkich? -dodał Jus kiedy wychodziliśmy.
-Tak. Chyba całą szkołę. -Cała Jenn. Uwielbia się bawić. Zapowiada się extra impreza. Wszyscy wsiedli do mojego auta i ruszyliśmy. Justin prowadził, ja siedziałam obok niego, a Austin i Jenn z tyłu trzymając się za ręce. Dnia by bez siebie nie wytrzymali. Dojechaliśmy pod jakiś supermarket. Postanowiliśmy, że się rozdzielimy.
-Ok. To ja pójdę z Austinem po alkohol, a wy zajmijcie się przekąskami, słodycze i takie tam pierdoły -zaproponowała Jenn, a my się zgodziliśmy. Jus stał przed wejściem, a ja wzięłam wózek. Gdy podeszłam z nim do Justina, on wziął mnie na ręce i wsadził do wózka. zaczęliśmy się śmiać. Justin się rozpędził i wleciał do sklepu. biegał z tym wózkiem i ze mną w nim po całym sklepie i wrzucał co popadnie do wózka. ja robiłam to samo. Naprawę wyglądaliśmy przezabawnie. Ludzie patrzyli na nas jakbyśmy uciekli z psychiatryka, ale my się tym nie przejmowaliśmy. braliśmy wszystko: żelki, napoje, chrupki, chipsy, pianki, cukierki, lody i wiele, wiele innych. Gdy po godz. wózek był pełny ruszyliśmy do kasy. Wyszłam ze swojego ,,pojazdu'' i pomogłam wypakować nasze zakupy.
-Razem 350 zł. -powiedziała kasjerka, która zmęczyła się kasowaniem naszych zakupów. Wyjęłam portfel z torebki i chciałam zapłacić, lecz Justin mi nie pozwolił. Schował mój portfel z powrotem do torebki, a sam zapłacił. Wyszliśmy ze sklepu obładowani reklamówkami. Przed wejściem czekali na nas nasi przyjaciele. Również mieli mase reklamówek pełnych alkoholu.
-Będzie zajebista impreza! -krzyknęła podekscytowana Jenn i ruszyliśmy do auta. Wsadziliśmy zakupy do bagażnika i ledwo co go zamknęliśmy. U Jenn w domu chłopaki zaproponowali, że oni zajmą się przygotowaniem wszystkiego, a my mamy się iść zrobić na bóstwa. Uradowane i zaskoczone ruszyliśmy do pokoju Jenn. Ona pierwsza skorzystała z łazienki, a potem ja. Wykąpałam i się i w ogóle. Wiecie o co chodzi. I wróciłam z powrotem do sypialni. Byłam już przebrana.
-O rany. Wyglądasz bosko i sexi. Justinowi się spodobasz.
-Co? Czemu myślisz, że to dla niego? -Nic nie można było przed nią ukryć. Znała mnie na wylot.
-Oj Nicole. Za dobrze cię znam. Nie wciskaj mi tu kitu. Widzę jak na niego patrzysz, a zresztą on na ciebie też. Wiesz co on wcale nie jest zły. Jest całkiem spoko. Nie wiem czemu ludzie go tak nie lubią.
-No widzisz. Mówiłam ci, a teraz kończmy robić się na bóstwo. -Jenn czesała mnie, a ja ją. Zrobiłam lekki makijaż. I byłam już gotowa. Uczesana i pomalowana byłam tak. Jennifer również wyglądała cudownie. Ubrana i uczesana była w to. Psiknęłyśmy się perfumą i zeszłyśmy na dół. Ludzi z minuty na minutę przybywało. Zauważyłam Justina stojącego z małą grupką chłopaków. Postanowiłam, że pójdę do niego. Jenn się zgodziła i poszła szukać Austina. Podeszłam do Jusa. Wyglądał super. Gdy mnie zobaczył wytrzeszczył oczy i przyciągnął mnie do siebie obejmując mnie. Nie oderwałam się. Po co?
-Wyglądasz sexi -wyszeptał mi do ucha.
-Ty też -zrobiłam to co on i spoglądnęłam na chłopaków, którzy przyglądali się nam.
-Aha. Nicole poznaj moich przyjaciół. Cody, Alfredo, Ryan i Chris -przedstawił mi wszystkich po kolei, a oni chórkiem powiedzieli -Cześć -wydawali się być mili.
-Zatańczymy? -zapytał Justin.
-Ok. -pociągnął mnie za rękę i wskoczyliśmy na parkiet. Impreza coraz bardziej się rozkręcała.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz